wtorek, 16 października 2012

"Szopka" Zośka Papużanka


Pierwsze co ciśnie mi się na usta to zdanie: niezła "Szopka". W bardzo pozytywnym znaczeniu.
I w zasadzie mogłabym wszelkie moje wrażenia zamknąć w tym zdaniu, i to by było już dosyć znaczące. Jednak po co oszczędzać sobie samej radości z pisania o książce, która się tak bardzo spodobała, że jedno zdanie o niej to za mało.
Zacznijmy od tego z czym kojarzy się Wam słowo "szopka"?
Mnie z paroma sprawami, przede wszystkim ze Świętami Bożego Narodzenia, potem z miejscem, w którym mieszkają zwierzątka jakieś wiejskie, a na koniec z szopką jaką można odstawić.
Z czym zaś kojarzy mi się "Szopka" Zośki Papużanki? Z rodziną, jej wpływem na człowieka, jej mrokami i blaskami.
Autorka w swoim debiucie obrazuje nam zwykłą rodzinę. Takich rodzin jest tysiące, tylko, że rzadko o takich rodzinach mówi się wprost, słyszy się gdzieś o nich, ale niekoniecznie w wiadomościach - bo przecież ani nikt tam nikogo nie zabił, ani nie dokonał czegoś wyjątkowego.
O takich rodzinach się też raczej nie rozmawia. Bo to taki nasz jadalny bigosik. Kiszą się jej członkowie razem, wpływają na siebie i od siebie się uzależniają. To taka zwykła rodzina, która sprawia wrażenie rodziny jak najbardziej normalnej. Ale czy taka jest?
Zośka Papużanka wyłuskuje wszelkie problemy, które tą rodziną targają, wyostrza je, napiętnuje, jednak nie tworząc z tego jakiejś patologi - owszem nadal jest strasznie i dziwnie, ale ..., ale czyż my takich rodzin nie znamy? Czy przypadkiem w takiej rodzinie nie wyrośliśmy lub choć jedna z cech tej rodziny nie była cechą rodziny naszej?
Mam wrażenie, że autorka pisze o temacie, którym się raczej nie chwalimy, nie dzielimy, ale nie robimy też z niego dramatu. To po prostu nasza codzienność.
A tak naprawdę to po prostu rodziny, które mówiąc szczerze - odstawiają szopkę!
W takich rodzinach matki dbają o swoje dzieci - zagłaskując je na śmierć, nie wypuszczając ich spod swoich skrzydeł, emocjonalnie je terroryzując, ojcowie też sterroryzowani przez swoje żony nie potrafią w tej ojcowskiej relacji się odnaleźć, choć czasem bardzo chcą.
Żony kochają swoich mężów miłością bezgraniczną, ale za to zamykają ich w klatce swoich wymagań i rozczarowane miłość przeżuwają nienawiścią. Mężowie z kolei mylą miłość z uzależnieniem i obojętnością. Rodzeństwo zaś jest dla siebie czymś wrogim, czymś co zamiast wywoływać miłość samą w sobie to wywołuje lęk i uzależnienie z niego płynące. No jedna wielka - szopka!
I wszystko na zewnątrz wygląda pięknie, nie ma się do czego przyczepić. Bo jest i mama, i tata, i rodzeństwo, i problemy takie zwyczajne, codzienne, i radości też zwykłe.

Proza Zośki Papużanki jest poruszająca, nazywająca rzeczy po imieniu, wcale nie robiąc tego jakoś bezpośrednio. Jej bohaterowie mówią sami za siebie, tło społeczne jeszcze to wszystko wyostrza, kontekst wiele wyjaśnia.
"Szopka" to książka mocna, zmuszająca do myślenia, grzebiąca w naszym postrzeganiu opisywanego tematu, przez to wciągająca do granic możliwości - mimo iż wcale nie łatwa czyta się raz, dwa i trzeba się wręcz spowalniać w czytaniu, by niczego nie przeoczyć, by nie opuścić czegoś co swoją ironią, ukrytą aluzją może wpłynąć na nasz jej odbiór. Na nas samych.
Polecam gorąco!
******6******, taką prozę lubię!
Za taką prozą tęskniłam ostatnio, takiej prozy jak widać potrzebowałam, by znowu poczuć się jak ryba w czytelniczej wodzie.
Raz na jakiś czas musi książka mną "potrzepać", raz na jakiś czas muszę wrócić do takiej literatury. Tak jak raz na jakiś czas ciągnie mnie do drutów...bo przy drutowaniu moim książkę wchłonęłam... a pled się wydłużał, wydłużał..., może owinę się nim już tej zimy, razem z kolejną tak dobrą książką????

Z. Papużanka, "Szopka", Wyd. Świat Książki, Warszawa 2012, s. 205

9 komentarzy:

  1. Świetna recenzja i świetnie zapowiadająca się książka. Mam ją na półce i grzecznie czeka na swoją kolej - nie mogę się doczekać, uwielbiam tak dobre debiuty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem bardzo ciekawa Twojej o niej opinii, więc będę podpatrywała:) ja takie debiuty też lubię, dają nadzieję na kolejną ciekawą prozę polską!

      Usuń
  2. Bardzo przyjemnie czytało się Twoją recenzję. I równie chętnie sięgnę po książkę - właśnie dzięki temu, że opisuje coś zwyczajnego. A przecież więcej na świecie mamy "zwyczajności" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam! mnie wciągnęła i szarpnęła mną dobrze, stąd i taka relacja a nie inna z jej czytania

      Usuń
  3. Moje pierwsze skojarzenie z szopką? Oczywiście, że ktoś może szopkę odstawić...;) Pochłonęłam Twoją recenzję i nabrałam wielkiej ochoty na przeczytanie tego interesującego debiutu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. autorka szopki nie odstawiła- czuć, że to książka przemyślana, dopieszczona, taka pełna, po prostu, taka jak lubię!

      Usuń
  4. Napisałaś tego posta w taki sposób, że sama mam ochotę sięgnąć po tę książkę. :)
    [www.postmeridiem1.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka czeka u mnie w kolejce, a póki co mozna posłuchać fragmentów w radiowej Trójce.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatnio wpadłam na wiele ciekawych pozycji Świata Książki i myślę, że ta rownież by się do nich zaliczała. Autorki zupełnie nie kojarzę z nazwiska, ale uwielbiam imię "Zośka" - taka mała głupotka, ale ciągnie:)

    OdpowiedzUsuń