niedziela, 7 października 2012

"Na jagody" Maria Konopnicka

Jak się powiedziała A, to trzeba i rzec B. Stąd dziś moi mili książka z cyklu "Achy Ochy z książką... dla dzieci".

Chyba nie ma wśród nas osoby, która nie kojarzyłaby choć jednego zdania napisanego przez Marię Konopnicką. Ja przede wszystkim pamiętam czytane przeze mnie z wielką męką zdania z "O krasnoludkach i sierotce Marysi", niestety to wspominam po prostu źle.
Dobrze zaś wspominam przygodę z "Na jagody" pani Marii. Bodajże była to moja lektura nawet - taka z pierwszej bądź drugiej klasy szkoły podstawowej.
Do dziś pamiętam okładkę tej książki, czcionkę i ogólnie szatę graficzną. A treść? Też pamiętam, choć nie ukrywam, w owym wieku chyba nie wiele z niej rozumiałam. To znaczy łapałam sens, ale czaru płynącego ze słów poetki chyba nie odczuwałam. No na pewno nie tak jak teraz.
Właśnie dzięki Wydawnictwu Zysk i S-ka mogłam przenieść się w czasu dzieciństwa i wychwycić cały ten czar.
"Na jagody" zostało można by rzec - wznowione. I to jak! 
Po pierwsze książka wydana jest w twardej oprawie - co uważam za wysoce korzystne, bowiem kierowana jest do dzieci, a one książką potrafią wyczyniać cuda - nie tylko ją czytać.
Po drugie - szata graficzna - rewelacyjna! Kolorowo, jasno, wesoło i sensownie.
Numerek każdej strony jest "wpisany" w jagódkę - co nadaje pozytywny efekt i mnie się bardzo podobało. Rysunki ilustrują czytany tekst, są zabawne i interesujące. Czcionka przejrzysta, dosyć duża - więc i dziecku nie sprawi problemu jej czytanie.
Po trzecie - zwróciłam uwagę na coś czego nie pamiętam we wcześniejszych wydaniach. Wytłumaczenie trudniejszych, niezrozumiałych słów.Naprawdę świetny pomysł, bo nie ukrywam i ja już dorosła nie wiedziałam na przykład co oznacza słowo: rozwora. I choć ja mogłam się domyślić z kontekstu, to dziecko takiej umiejętności nie musi posiadać jeszcze. Naprawdę łatwiej się to wydanie czyta i łatwiej wytłumaczyć dziecku znaczenie niezrozumiałych dla niego słów. A uwierzcie mi dzieci, jak nie wiedzą co słowo znaczy, to nie wahają się o jego znaczenie zapytać!
Co do treści to głębiej się nad tym rozwodzić nie będę. Jak pisałam wyżej nie sądzę by ktoś nie wiedział o czym mogą być "Na jagody". A jeśli nie wiedzą lub ich dzieci jeszcze nie wiedzą to naprawdę warto kupić w księgarni to wydanie.
Mnie sprawiło przyjemność obcowanie z tą książeczką. Przypomniałam sobie jak już wtedy czytanie sprawiało mi ogromną przyjemność, stare słowa nabrały nowego znaczenia, a odbiór treści był wyrazistszy.I nadal lubię najbardziej fragment o ślimaku.

Stawiam *****5***** i polecam rodzicom zakupienie jej swoim pociechom - możemy dzięki temu pokazać im czym kiedyś dla nas były książki. A jeśli macie jeszcze stare wydania to możecie je razem z dzieckiem porównywać. Ciekawe, które spodoba mu się najbardziej :)




Ja czytałam w dzieciństwie takie:


 A w pracy znalazłam to:
















A jako ciekawostkę podam Wam informację, że jutro mijają 102 lata od śmierci poetki. A jej utwory nadal się wznawia i czyta!

M. Konopnicka, "Na jagody", Wyd. Zysk i S-ka, Poznań 2012, s. 47

13 komentarzy:

  1. Mam ogromny sentyment do tej książeczki, ponieważ była ona moją pierwszą nagrodą za dobre wyniki w nauce oraz wzorowe zachowanie (I klasa podstawówki :). Do tej pory ma swoje miejsce na mojej półce. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z Konopnicką wiele do czynienia w dzieciństwie nie miałam. Nawet nie wiem czemu :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie moja Panno! się lektur już w pierwszej klasie Szkoły Podstawowej nie czytało?:P

      Usuń
  3. No niestety, moim zdaniem Konopnicka nie przechodzi próby czasu. Jej teksty są bardzo archaiczne i trudne do zrozumienia dla współczesnego malucha. Próbowałam na synu - oboje się męczyliśmy :D
    Rozumiem słabość do Konopnickiej ze względów sentymentalnych

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fakt wiele tam archaizmów i sens trudny do zrozumienia, ale ja właśnie ze względów sentymentalnych bym ją dziecku przemyciła- i owszem nie liczę, że by się nią zachwyciło, ale by wiedziało co mama czytała:) jak była mała:)

      Usuń
    2. ale na przykład "O Krasnoludkach i sierotce Marysi" dziecku oszczędzę, bo to już kompletnie archaiczne klimaty i wspomnienia mam z nią straszne!

      Usuń
  4. Ja również się męczyłam czytając Sierotkę Marysię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Sierotkę Marysię..." wspominam strasznie!!!! może dlatego tak źle mi się ją czytało, że musiałam ją czytać jako lekturę (IV kl. SP), a pod choinkę (czytałam ją w same święta) dostałam "Braci Lwie Serce' do których ciągnęło mnie okrutnie.

      Usuń
  5. Jako, że jagody latem mam od zawsze niemal pod oknem, ta książeczka stanowiła w dzieciństwie dla mnie znak nadchodzącego lata...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj dałabym wiele, żeby móc mieć jagody pod oknem....

      Usuń
  6. Ja mam wersję Naszej Księgarni z 1988r. Byłam i jestem nią zachwycona. "Tuż nad Bugiem, z lewej strony, stoi wielki bór zielony..." nadal czaruje moje dziecięce "ja". A ilustracje: cud, miód i orzeszki. I z tą właśnie wersją zapoznam moje przyszłe dzieci. :D

    OdpowiedzUsuń
  7. To moja ukochana książka z dzieciństwa:-)

    OdpowiedzUsuń