środa, 8 sierpnia 2012

"Zaproszenie na morderstwo" Carmen Posadas


"Zaproszenie na morderstwo" to książka z którą wiązałam spore nadzieje. Pozwolił mi na to już opis wydawcy, obiecujący ciekawą intrygę, przez co miałam nadzieję na wciągającą książkę. I owszem było tak, mniej więcej do jej połowy. Właściwie dopóki poznawaliśmy plan głównej bohaterki Olivii Uriarte. Pomysł na zaplanowanie swojego zabójstwa.
Prawda, że brzmi intrygująco? Mnie zaintrygowało bardzo, tak, że nawet skutek tego planu nie interesował mnie tak bardzo, jak jego planowanie. Jak doprowadzenie do tego, czego życzyła sobie Olivia. Z książką wiązałam więc spore nadzieje, lecz te nadzieje nie do końca zostały zaspokojone.

"Jak zaplanować własną śmierć, by odpowiedział za nią ktoś inny?"
Otóż... wystarczy zaangażować w to wszystkie osoby, które mają pełne prawo do tego by nas nienawidzić i wzbudzić w nich jeszcze większą nienawiść do naszej osoby. Bo każdy z nas ma swoje tajemnice, każdy ma czuły punkt, w który jeśli uderzymy zaboli - wywołując nienawiść. A jeszcze, gdy możemy pokazać tym wszystkim ludziom  jak nad nimi górujemy, jak ważniejsi od nich jesteśmy - chęć zamordowania nas mamy podane jak na tacy.
Olivia wysyła zaproszenia na rejs mający na celu świętowanie jej rozwodu. Zaproszenia docierają do jej dawnych "przyjaciół", osób, które mogą mieć wiele powodów do nazwania ich jej wrogami. 
Kto z zaproszonych na wspaniały rejs popełni morderstwo? Kogo Olivii uda się do tego sprowokować? I jak? Czy tak jak sobie to zakładała, czy sprawy pójdą przewidzianym przez nią torem, czy może wymkną się spod kontroli?
Te pytania będą Was frapowały już od samego początku, już w momencie poznawania historii zaproszonych przez Olivię osób. Odpowiedzi na nie dostaniecie, ale...
Ale mnie te odpowiedzi niestety nie zachwyciły aż tak bardzo jak oczekiwałam. Intryga, która na początku wydawała się genialna, nadal jest genialna, ale jej rozwiązanie zbyt oczywiste i przyjęłam je bez większego aplauzu. Może zbyt przegadane, zbyt rozwlekłe... nie wiem, mnie raczej nie tyle nie zaskoczyło, co lekko rozczarowało, nie zachwyciło tak jak spodziewałam się już na początku. Bo miałam spore nadzieje, że tak książka swoim rozwiązaniem powali mnie na kolana, zaskoczy tak, że zaniemówię.
Jednak po przeczytaniu ostatniej strony nie byłam zachwycona, a nawet cieszyłam się, że jestem już po. Zaczynała mnie bowiem irytować narracja przekazana siostrze Olivii - Agacie - która miała tak jak jej imienniczka Agatha Chritstie rozwiązać tę zgrabną intrygę. Agata ją przegadała, a rozwiązanie po prostu samo "wpadło" jej w ręce. I cóż nie tego się spodziewałam.
Czytało się przyjemnie, zwłaszcza momenty, w których poznawaliśmy plan Olivii i związki, które ją łączyły z zaproszonymi gośćmi.
Czytało się przyjemnie na ławce w parku, gdy narrację prowadziła Olivia.
Mniej przyjemnie czytało się, jak wspomniałam wyżej, część Agaty.
Gdyby nie to, że słońce opalało mi ramiona (a to uwielbiam) w kraju na W. musiałabym postawić niższą ocenę - a dzięki temu, że książkę skończyła czytać leżąc na leżaku pełnym słońca i radości nie potrafię postawić niższej oceny i stawiam aż ****4****.
A tak serio ta czwórka to przede wszystkim za pomysł na książkę, za to, że wcześniej nie spotkałam się z takim pomysłem na intrygę, za to, że początek książki tak mnie wciągnął, że mimo wszystko chciałam wiedzieć jaki będzie jej koniec. I choć koniec rozczarowujący, to i tak ogólnie czytało się dobrze, może po prostu ja nastawiłam się za bardzo na fajerwerki. Mam nadzieję, że będą osoby, które te fajerwerki dostaną w takiej postaci na jaką się nastawiły.
Ja po przeczytani jej odłożyłam książkę ze słowami : "nie było źle, ale... też bez rewelacji..." więc książka po prostu dobra, lecz bez rewelacji.
Rewelacyjne było słońce, w którym ją czytałam.... rewelacyjne były wakacje!


Na koniec cytat, który mnie poruszył.
"To w oczywisty sposób nieprawda, że pierwsza miłość jest jedyną prawdziwą, ale autorzy tych złotych myśli w jednej kwestii na pewno mają rację: pierwsza miłość dzierży klucz do wrót naszego wnętrza, potrafi wprawić w ruch osobliwe mechanizmy, w efekcie otwieramy się przed kimś i stajemy się wobec niego bezbronni. Skutek jest taki, że mogło minąć ponad trzydzieści lat od pierwszej zażyłości, a stare więzi nadal wydają się równie silne jak niegdyś."

C. Posadas, "Zaproszenie na morderstwo", Wyd. MUZA, Warszawa 2012, s. 350

18 komentarzy:

  1. Lubię, jak Posadas łączy ze sobą osoby o często odmiennych charakterach i chyba te związki są w jej powieściach najciekawsze. Muszę przyjrzeć się tej książce, bo zachęciła mnie Twoja recenzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja niestety nic innego autorki nie czytałam, ale sięgnę, choćby po to by porównać jak pisała wcześniej.

      Usuń
  2. Miałam się za nią dzisiaj zabrać, ale - póki co - odpuściłam sobie i wzięłam za coś lżejszego. Szkoda, że potencjał nie został należycie wykorzystany, nie lubię oczywistych rozwiązań. Za to i mnie zainteresował sam pomysł na intrygę, więc pod tym względem może być ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pomysł na intrygę rewelacyjny! w ogóle na samym początku książki ciągle powtarzałam: "to będzie genialna książka, bo się ją tak genialnie czyta", potem było trochę gorzej, ale mimo wszystko przeczytaj,zobaczymy jakie Ty będziesz miała odczucia:) bardzo jestem tego ciekawa.
      pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Chyba by mnie szlag trafił, gdybym po świetnym począku doszła do marnego zakończenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no niestety nie miałam przyjemnego odczucia przy zakończeniu, choć nie jest jakieś takie tragiczne znowu, może po prostu miałam zbyt duże nadzieje...

      Usuń
  4. Aż szkoda takiej książki... właśnie patrzę na to co masz jeszcze do przeczytania i w większości masz to co bardzo cchiałabym przeczytać...bardzo bardzo...
    Drwala nie polecam, ja nie dałam rady, mój mąż jakostam zmęczył-recenzja mam nadzieję dziś/jutro u nas na blogu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ano szkoda, nastawiałam się mega pozytywnie. Co do przeczytania przede mną? Hm...masę, masę...książek, a "Drwal" pewnie jeszcze poczeka, choć już dosyć długo czeka.

      Usuń
  5. książka już czeka w kolejce do przeczytania, boję się tylko tego zakończenia, ale może nie będzie tak źle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no mam nadzieję, że Ci się spodoba, bo ja nie zniechęcam do lektury, tylko piszę, co o niej myślę:) każdy może zupełnie inaczej książkę zinterpretować.

      Usuń
  6. Cytat jest cholernie prawdziwy - gorzej, jak się źle trafi z tą pierwszą miłością.

    Co do książki, sama nie wiem... może kiedyś będzie okazja, to przeczytam :0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cytat trafia do mnie w całości! a książkę mimo wszystko polecam bo może akurat Ty w niej znajdziesz coś dla siebie

      Usuń
  7. Strasznie napaliłam się na tę książkę.. a tu się okazuje, że koniec rozczarowujący.. ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no koniec mnie rozczarował, w ogóle to "doprowadzanie" do końca, cóż miałam spore nadzieje...

      Usuń
  8. Chyba coś w tym jest, ale w wakacje patrzy się inaczej nawet na te mniej wciągające książki. Może to faktycznie wina tego słońca! Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. 4 to całkiem niezła ocena, choć książka nie zapowiada się zbyt ciekawie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cóż ja miałam zupełnie inne odczucia- dla mnie książka zapowiadała się bardzo ciekawie. stąd i 4- ta całkiem niezła ocena- bo i książka nie była zła, ale nie była też rewelacyjna, tak jak się tego spodziewałam.

      Usuń