czwartek, 26 lipca 2012

"Starsza pani wnika" Anna Fryczkowska


Najgorsze jest porównywanie. Zwłaszcza porównywanie do czegoś co nam się wcześniej szalenie podobało. Najgorsze, bo bardzo nie fair. I bardzo złudne. Bo przecież kolejna książka autora/autorki nie musi być wcale lepsza, ani wcale gorsza od poprzedniej. Może być inna. I "Starsza pani wnika" jest inna. Jednak nie potrafię pozbyć się poczucia, że wcześniejszy kryminał Anny Fryczkowskiej przypadł mi do gustu bardziej. I mimo niechęci do porównywania, przyznając się szczerze - książki porównywałam.
Pewnie to wpłynęło na moje średnio pozytywne odebranie tego kryminału. Niezachwycenie się nim (jak "Kobietą bez twarzy") i jakieś takie chłodne go postrzeganie. Choć nie ukrywam - bohaterki książki polubiłam bardzo.
Bo ja w ogóle lubię szalenie starszych ludzi. Lubię z nimi rozmawiać, słuchać ich, obserwować jak funkcjonują w naszym dziwnym dla nich współcześnie świecie. Lubię ich podziwiać. To, że przeżyli tyle lat i tyle różnych zdarzeń. Lubię ich szanować, pokazywać im, że są dla mnie ważni. Lubię ludzi, którzy mimo swojego wieku, nadal aktywnie żyją i cieszą się życiem. Takich jak pani Halinka- główna bohaterka, lubię jeszcze bardziej. Cały czas aktywna, ciekawa świata i ludzi, pomocna, czasem gderliwa i przyzwyczajona do swoich małych dziwactw, jednocześnie akceptująca zachodzące w jej otoczeniu zmiany. A nade wszystko kobieta, która ma za sobą ciekawą przeszłość.
Kobieta, która dla swojego lekko niewydarzonego wnuczka zrobi wszystko. Nawet zamieni się w detektywa w spódnicy, by on myślał, że jest dobrym detektywem w spodniach. I tak skromna chęć pomocy zamienia się w wciągającą serię wydarzeń, spraw, które spokojne i bezpieczne wcale nie są, a pani Halinka czasem zupełnie nieświadomie narażona jest na niebezpieczeństwo. Ale też i na ciekawą zabawę, bo niektóre wydarzenia są zabawne. Choć pewnie z punktu widzenia czytelnika tylko.
Mimo to ja książkę jakoś tak chłodno odebrałam. Wydawała mi się trochę przekombinowana, za dużo w niej wątków było, które co prawda pod koniec ułożyły się w zgrabną całość, lecz i nawet to nie wzbudziło we mnie dużego entuzjazmu. Choć zakończenie naprawdę ciekawe (i cieszę się, że do niego dobrnęłam) to całość mnie męczyła, trochę denerwowała i w pewnych momentach nie mogłam się połapać w mnogości postaci i połączyć ich odpowiednio z czytanym wątkiem. Jednak przy czytaniu nudzić się na pewno nie będziecie. Ja się nie nudziłam, ale tez i nie bawiłam tak przednio jak spodziewałam się bawić, i w napieciu takim też nie czytałam- a tego od kryminału wymagam.
"Starsza pani wnika" to kryminał, w którym uważam, że obok kryminału równie ciekawe (a nawet nie wiem czy i nie ciekawsze) są wątki społeczne. Bo i trochę poobserwować możemy życie starszych pań, które może i nam się kojarzą niestety z moherowymi beretami, ale wcale nie muszą ich nosić, a autorka pokazuje je w zupełnie innym świetle (o wiele ciekawszym), choć wcale nie idealizuje. W ogóle pani Anna Fryczkowska wiele sytuacji nazywa po imieniu, wcale nie bojąc się pewnych tematów, potrafi je w taki sposób opisać, że czytelnik ma wrażenie, że na jego podwórku też może mieszkać grupa starszych kobiet, które czasem niechcący, a czasem chcący rozwiązują pewne zagadki, na które pewnie nikt inny by nie zwrócił uwagi.
A niespełna trzydziestoletni wnuk pani Halinki to sąsiad z dołu...on też jest taki, jakiś...niewydarzony....
A i czy okulary i lornetka we własnym domu nie wydają się teraz nabierać jakiegoś innego znaczenia? A babcia nie wydaje się być teraz jakaś inna? Energiczniejsza?

Wszystko to jednak jak wiecie porównywałam z "Kobietą bez twarzy" i opisując to wszystko umocniłam się tylko w przekonaniu, że porównywanie to ZŁO!
Bo dzięki temu porównywaniu "Starsza pani wnika" dostaje ode mnie tylko ****4****, a liczyłam na o wiele więcej. I z sympatii do autorki też bym więcej dać chciała, jednak nie mogę, bo po porostu "Kobieta bez twarzy" byłaby wtedy skrzywdzona. Cóż po prostu tak czasem bywa, że jak się zafiksujemy na jedną książkę, to inne przy niej bledsze się wydają. Może kolejne książki autorki spowodują, że "Kobieta bez twarzy" zblednie? A może i nie, ja i tak żyję nadzieją na kolejny kryminał autorki.


A. Fryczkowska, "Starsza pani wnika", Wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa 2012, s. 440

7 komentarzy:

  1. Super dopasowałaś to zdjęcie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo mi się te 'rekwizyty" kojarzyły z książką:)

      Usuń
  2. Na mnie "Kobieta bez twarzy" zrobiła bardzo duże wrażenie, nie tylko dzięki intrydze kryminalnej, ale też ze względu na wątki psychologiczne. Słyszałam już, że "Starsza pani wnika" to powieść zupełnie inna od jej poprzedniczki, dlatego też obawiam się po nią sięgać, choćby ze względu na to porównywanie. Ale mam nadzieję, że równiez przypadni mi do gustu, niekoniecznie jako typowy kryminał. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie mnie bardziej kojarzy się z nietypowym kryminałem... choć wątek kryminalnej zagadki jest, ale bardziej wciągnęły mnie społeczne wątki. nie było źle, choć "Kobieta bez twarzy" dla mnie o wiele lepsza i nie tylko pod względem kryminalnym
      pozdrawiam również

      Usuń
  3. A ja czytałem tylko "Trafioną-Zatopioną" i od tego czasu mam apetyt na kolejne powieści Fryczkowskiej. Pisze dobrze, ale jedna książka to póki co chyba za mało, bym mógł się wypowiadać o jej talencie :D Kryminały lubię, na pewno sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Trafionej- zatopionej" właśnie jeszcze nie czytałam, ale będę na nią polować:) a ja polecam Ci faktycznie zacząć od "Starszej pani wnika", a potem przeczytać dopiero "Kobietę bez twarzy"- nie będziesz wtedy porównywał tak jak ja :0 pozdrawiam i witam u mnie, bo widzę Cię tu chyba pierwszy raz.

      Usuń