czwartek, 5 lipca 2012

"Sroka w krainie entropii" Marketa Bankova


Z fizyką nigdy nie było mi po drodze. W podstawówce kułam na pamięć wszystko co się dało, kompletnie nie rozumiejąc nic, a nic. W liceum nie było lepiej....nawet sławetne się stało powiedzenie mojej kochanej pani od fizyki: "Ty Z. (i tu wymieniała moje ówczesne nazwisko) idź sobie lepiej te swoje książki czytaj, ty się nie ucz tej fizyki... ". Cóż.... daru do fizyki nie miałam, oj nie miałam. Choć teraz z biegiem lat żałuję, że niewiele łapałam i niewiele dawałam z siebie by załapać o co w tej FIZYCE chodzi ! Może dlatego, gdy przeczytałam na jakimś blogu (zabijcie mnie, ale już nie pamiętam na którym), że jest taka książka opisująca elementarne prawa fizyki za pomocą bajek dla dzieci i dorosłych długo się nie zastanawiałam i chętnie ową książkę zdobyłam. Pomógł w tym Pan z Wydawnictwa PWN, który chyba wierzył, że uda mi się dzięki tej pozycji zrozumieć coś czego przez wiele lat nie pojmowałam i książkę mi przysłał.
Czy się udało? I tak, i nie.
Pewne zagadnienia opisywane przez autorkę właśnie dzięki sposobowi ich przedstawienia w końcu zostały przeze mnie zrozumiane. Przykładów nie będę wymieniała, bo trochę wstyd, że dotychczas miałam problemy z ich rozumieniem. Inne zaś do dziś są dla mnie niejasne, no nie ogarnia ich mój rozumek...,ale to nic! Mam wrażenie, że gdy czytałam tę książkę absolutnie nie o to mi chodziło, by nagle stać się fizycznym geniuszem.
Przede wszystkim zachwyciła mnie idea i oryginalność tej książki! Bo czy o sprawach trudnych, naukowych zawsze trzeba mówić uderzając w poważny ton? Czy to ludziom, którym z fizykom nie po drodze coś daje? Nie, o wiele łatwiej dotrzeć do takich ludzi w zupełnie inny sposób. Może właśnie opowiadając im bajkę..., omijając niezrozumiałe regułki, wkładając je między zdania wypowiedziane przez fantastyczne zwierzęta, które nagle nie tylko o dziwo "mówią", ale i objaśniają nam w "ludzki" sposób, coś co wydaje się być niewyjaśnionym. A gdy przy tym mamy ogromną dawkę humoru, ironii, zabawy słowem i rysunkiem...to już Ci najbardziej oporni (patrz: ja) coś z tego wyciągną i może... może... się przełamią? Nagle stwierdzą, że może ta nauka nie jest taka zła, niezrozumiała? Może po prostu trzeba wyobrazić sobie coś jeszcze bardziej niezrozumiałego (np. przeprowadzające doświadczenia zwierzęta) i dzięki temu zrozumieć to nad czym wydawało się nie mieliśmy szans krzyknąć : tak, wiem!
Myślę, że jeśli nawet ta książka nie wyjaśniła/wyjaśni nam tego co chcieliśmy zrozumieć to przyjemność z jej czytania będzie tak wielka, że spędzimy nad nią czas z uśmiechem na ustach, wyciągniemy z niej pewne wnioski i przestaniemy się bać tematów, które wydają się nie dla nas!
A Ci, którym z fizyką po drodze (patrz: mój mąż, który książkę też przeczytał i pochwalił) pewnie potwierdzą tylko to, że na fizyce się znali. I myślę, że będzie się im podobał taki sposób przedstawienia sprawy. Bo humoru, dobrego, w życiu chyba nigdy dość?
Za ten dobry humor i za to, że nawet trochę zrozumiałam (więc nie jest ze mną tak źle, a mogłoby być gorzej) i ogólne spotkanie z książeczką pani Markety Bankovej (oj, nie wiem czy dobrze odmieniłam) stawiam dużą *****5*****. I lecę szukać prawa fizyki, dzięki któremu puchną mi nogi? Myślicie, że znajdę takie????? Czy mam to po prostu zwalić na upał?

Tak poza relacją z książki zostałam zaproszona przez Lawendę do pewnej zabawy. Pewnie wszyscy wiecie już jakiej, bo ja to zawsze na końcu jestem w takich sprawach. I niestety nie do końca trzymam się w nich reguł. Tak jak i tym razem zresztą. Postanowiłam Lawendzie na pytania odpowiedzieć, ale niestety nie skuszę się już na stworzenie własnych i wytypowanie ludzi, którzy by na nie odpowiedzieli. Mam nadzieję Lawendo, że mi to wybaczysz....Na pocieszenie obok odpowiedzi pokarzę Wam kawałek mnie...z książką:) Proszę oto ja i moje odpowiedzi:

1. Aparat czy kamera?
Aparat
2. Włosy proste czy loki?
Proste, choć marzą mi się loki na chwilę.
3. Kryminał czy sensacja?
Kryminał
4. Z lakierem na paznokciach czy bez?
Z lakierem (obowiązkowo!)
5. Saga/trylogia czy kilka różnych książek tego samego autora?
Kilka książek tego samego autora
6. Chiny czy Japonia?
Japonia
7. Kosmetyki czy moda?
Kosmetyki
8. Notatki w zeszycie czy w komórce/na komputerze?
W zeszycie ( uwielbiam ręcznie pisać!)
9. Pianino czy gitara?
Pianino (choć swego czasu go nienawidziłam)
10. Blog czy vlog?
Blog!
11. Wampir czy wilkołak?
Ani jedno...

I to by było na tyle. Pozdrawiam z gorącego jak piekło Krakowa!

5 komentarzy:

  1. Widziałam tę książkę w zapowiedziach, czytałam parę recenzji, no i nawet mnie zainteresowała :) Z chęcią przeczytam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tą fizyką rozumiem Cię doskonale. Ja już dwa podejścia robiłam do książki o podobnej tematyce "Fizyka. Daj się uwieść!", również wydanej przez PWN, którą chciałam przeczytać z podobnych przyczyn :-) Na razie się nie udało. Ale przez książkę o matematyce przebrnęłam bez większego problemu i nie żałuję, że przeczytałam :-) Pozdrawiam z podwarszawskiej wsi lekko schłodzonej nocnym powietrzem :-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. widziałam ostatnio tę książkę w zapowiedziach wydawnictwa i strasznie mnie zainteresowała :-) Jednak ostatnimi czasy krucho u mnie z funduszami tym samym nie wiem czy uda mi się po nią sięgnąć ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. świetna okladka no i w sumie fabuła . :D
    http://books-for-imagination.blogspot.com/ zapraszam do mnie no i oczywiście obserwuje . :)

    OdpowiedzUsuń