sobota, 23 czerwca 2012

"Stażystka" Mimi Alford


"Stażystka" to książka, która już od jakiegoś czasu za mną "chodziła"...
Interesująca historia, z nutką skandalu, skrywanej przez wiele lat tajemnicy, do tego wszystko w Stanach Zjednoczonych - na punkcie których mam lekkiego hopla. I powrót do lat sześćdziesiątych - cóż, więcej mi do zachęty nie trzeba było. Gdy tylko do mnie dotarła oszalałam z radości. Poszłam z nią do pracy, lecz tam nie miałam nawet minutki na czytanie. Świadomość, że w torebce mam książkę, którą tak bardzo chcę czytać była straszna! Pewnie łatwo Wam sobie wyobrazić jak rzuciłam się na nią, gdy tylko dotarłam do domu. Bo inaczej tego nazwać nie można. Rzuciłam się na "Stażystkę"(jakkolwiek to brzmi) i czytałam tak zachłannie, że w pewnym momencie zabrakło stron. Skończyła się. I jakie były moje wrażenia?
Dobre, choć spodziewałam się szalenie dobrych. Co nie znaczy, że te dobre wrażenia były słabe. Nie, po prostu było poprawnie. Choć pewnie użycie słowa "poprawne" w kontekście opisywanego przez autorkę romansu z prezydentem USA - JFK razi w oczy, jednak jej "spowiedź" właśnie taka była.
Autorka ukrywała swój sekret przez prawie pół wieku. Jednak w końcu ktoś dotarł do informacji, że prezydent Kennedy miał romans z 19-letnią stażystką z biura prasowego Białego Domu.
Tą stażystką była właśnie ona - Mimi Alford.
Po fali ataków na swoją osobę postanowiła przedstawić własną wersję wydarzeń. Wersję w której wcale nie wypiera się owego romansu, opisuje go ze szczegółami, przedstawia swoje motywy, swoją opinię na jego temat. Jej opowieść to nie tylko suche fakty i przyznanie się, to też jakby próba emocjonalnego wyrzucenia z siebie tego sekretu i odnalezienia siebie bez jego kontekstu. Próba rozliczenia się z przeszłością, ukazania jej tak jak była postrzegana przez autorkę. I nie chodzi tu tylko o sam romans, chodzi też o to jaki wpływ miał on na dalsze życie Mimi Alford. Bo sam romans trwał przecież zaledwie osiemnaście miesięcy, a my czytając poznajemy życie autorki przed i po tych osiemnastu miesiącach. To jakby próba przejrzenia się w lustrze...odszukania swojego odbicia w przeszłości i porównania go z tym obliczem jakie autorka w owym lustrze widuje teraz.
Takie książki jak ta trudno się ocenia, no bo na jakiej podstawie je ocenić? Czy podoba się nam ich treść? Przecież to zwierzenia kobiety, której nie mam najmniejszego prawa oceniać.
Ocenię tym razem moje spotkanie z książką, spotkanie które było bardzo dobre, spotkanie, które nie miałam ochoty by się kończyło, a skończyło się bardzo szybko. Spotkanie na które czekałam niecierpliwie i na które warto było czekać.
Bo opowieść ta wciąga, nie tylko dlatego, że czytamy o wielkim, kontrowersyjnym sekrecie. Wciąga dzięki sposobie opowiadania autorki, dzięki temu, że to nie tabloidalne przedstawienie faktów, lecz opowieść kobiety, która była właśnie TĄ kobietą.
I dzięki temu wszystkiemu wystawiam *****5*****. Polecam do przeczytania, choć musimy brać poprawkę na to, że jest to zwierzenie jednej strony tego romansu... druga strona już nie może tego skomentować. A ja nie ukrywam, że bardzo ciekawiłby mnie komentarz właśnie tej drugiej strony. Ciekawe jakby JFK z tego wybrnął.

M. Alford, "Stażystka. Mój romans z prezydentem Kennedym i jego skutki", Wyd. Znak, Kraków 2012, s. 256

15 komentarzy:

  1. Kaś, a ile lat miał JFK, gdy ta stażystka się u niego pojawiła? ;>

    OdpowiedzUsuń
  2. sporo więcej od owej stażystki...sporo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noooooo to zapowiada się nieźle. Ciekawe tylko, co wówczas musiała czuć Jackie, paskudna sytuacja. To chyba trochę jak w przypadku Moniki Lewinsky i Billa Clintona.

      Usuń
    2. JFK miał tyle kochanek (o samej MM nie wspominając), że Jackie albo nic o tych romansach nie wiedziała, albo też dawała ciche przyzwolenie ;). Choć też jestem ciekawa, co ona czuła, mając takiego męża.

      Usuń
    3. szczerze powiedziawszy o samej Jackie w tej książce jest niewiele, więc kompletnie nie daje nam obrazu postrzegania przez nią romansów JFK...cóż...a jak romanse męża można postrzegać???? - nasuwa mi się takie pytanie, na które odpowiedź wydaje mi się oczywista...

      Usuń
  3. Książka wydaje się być interesująca. Z przyjemnością po nią sięgnę :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witam u mnie i również pozdrawiam :) książkę polecam;)

      Usuń
  4. Niestety nie slyszałam o tej książce, choć może skuszę się na nią, skoro polecasz ;) Zobaczymy jak to wyjdzie. Na okres wakacyjny mam tyle planów, że nie wiem jak się z tym wszystkim wyrobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooooo wakacje:) i plany wakacyjne...:) u mnie jak zawsze ogromne, ale cieszę się na nie równie ogromnie:) pozdrawiam!

      Usuń
  5. Sama nie wiem... jakoś mnie do tego tytułu nie ciągnie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zatem nie sięgaj, nic na siłę.

      Usuń
  6. Też chciałam przeczytać tę książkę :). Masz już do niej kolejkę? :D. Skoro mówisz o niej tak dobrze, chcę ją tym bardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. książka moja droga już poszła w nowe ręce... a te ręce potem oddają do następnych kolejkowych...co będzie dalej? nie wiem:)

      Usuń
  7. mnie książka korci już od dłuższego czasu, ale mam już stosik i musze go przeczytać, ale zapewne przy najbliżej okazji ją zakupię;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Przeczytałam tę książkę jednym tchem> Kiedy tylko w jednym z pism przeczytałam o czym jest "Stażystka" natychmiast zamówiłam ją na Allegro w jednej z księgarń wysyłkowych. Czekałam dwa dni a może aż dwa bo chciałam ją natychmiast mieć i czytać. Dlaczego aż tak bardzo zależało mi na tej książce? To jakby o mnie. "Jakby" bo ja "swojego" mężczyznę spotkałam w wieku 51 lat. On to Pan w podeszłym wieku, na bardzo wysokim stanowisku, człowiek znany w kraju i za granicą, wybitny, niegdyś olimpijczyk a ja? A ja kobieta młodsza od niego o 17 lat, niczym się nie wyróżniająca, chociaż z wyższym wykształceniem, dbająca o siebie ale w nieudanym związku od 27 lat. Między nami był romans i ogromne uczucie. Mimi podobnie jak ja nigdy wcześniej ani później nie spotkała mężczyzny, który by ją aż tak bardzo zafascynował i to nie tylko ze względu na stanowisko. Ona "powie": "Nigdy nie spotkałam takiego mężczyzny", a ja dodam: "i nigdy nie spotkam. On jest jeden jedyny, niepowtarzalny, dla którego straciłam głowę".
    Ja właśnie piszę książkę o miłości prawdziwej, dojrzałej, takiej, którą można przeżyć tylko jeden jedyny raz w życiu i wcale nie musi ona pojawić się u nastoletnich, może tak jak w moim przypadku "dopaść" nas po przekroczeniu pół wieku.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń