wtorek, 19 czerwca 2012

"Pop Babylon, Kulisy showbiznesu" Imogen Edwards-Jones & Autor Anonimowy


Chyba od zawsze nie lubiłam boysbandów, ani girlsbandów.... nie interesowałam się Backstreet Boys, ani Spice Girls. Nie pociągała mnie idea identyfikowania się z członkami takich grup, szukania wśród śpiewających dziewczyn odpowiednika siebie..." tak, ta to ja, ta do mnie pasuje". Owszem nie będę się wypierała, że i takiej muzyki w swoim życiu łyknęłam, ale nie zagościła ona w moim sercu, ani zbyt długo w radiomagnetofonie (tak, bo ja muzyki słuchałam z kaset!).
Od samego początku pachniało mi to ściemą, zarabianiem kasy i sztucznością. Książka Imogen Edwards-Jones tylko mnie w mojej ocenie utwierdziła i uspokoiła - miałam nosa i nie dałam się nabrać.
Bo moim drodzy to książka, dzięki której odkryjemy to jak nabrać chcą nas ci, którzy tworzą show biznes. Ci którzy te zespoły tworzą od podstaw. Ci którzy na tym zarabiają pieniądze, często większe niż zespół, czy pojedynczy artysta.
Czytając już na samym początku poznajemy motywy pewnego właściciela podupadającej agencji muzycznej, które kierują nim w tworzeniu boysbandu.
Od samego początku chodzi o kasę. Bo przecież życie pełne używek kosztuje i to nie mało. Przecież trzeba mieć za co balować i dzięki temu utrzymywać się w showbiznesie.
A zespół? Można stworzyć! Casting, grupa przypadkowych ludzi, którzy mają spełniać określone role, niekoniecznie muszą umieć śpiewać, bo i po co. Wszystko można wykreować. Zatem zespół już niekoniecznie musi być genialny, chodzi tylko o to by go genialnie sprzedać publiczności. "Wybadać teren" i promować zespół do upadłego, różnymi metodami.
Jakim? Poczytacie o tym właśnie w tej demaskującej różne brudne kulisy powstawania zespołów i w ogóle muzyki książce. Czasem szokująco, momentami niewiarygodnie - bo przecież aż się wierzyć nie chce, czasem denerwująco- że się na to łapiemy. Po prostu showbiznes, który nas zwykłych szaraków robi w bambuko. I my na to właściwie wpływu nie mamy żadnego. Szkoda tylko tych ludzi, którzy dają się tak manipulować, tworzyć z siebie maszynkę do zarabiania pieniędzy, zyskując na tym sławę, która nie zawsze jest dobra i nie zawsze trwa wiecznie. A oni czasem stają się kimś kim zupełnie być kiedyś nie chcieli, czasem nie poznając się w lustrze lub nie dając się poznać swoim bliskim.
Poczytać o tym warto. Zwłaszcza mogą to zrobić ludzie, którzy showbiznesem się interesują, którzy w nim pracują lub pracować by chcieli.
Mnie co prawda jakoś książka ta nie poruszyła bardzo, ale jako taki przerywnik między jedną truskawką, a drugą - była całkiem ok. Bo ostatnio truskawki towarzyszyły mi wszędzie.
Czyż truskawki, słońce i balkon, ok plus bita śmietana to nie idealny zespół? Dla mnie zespół idealny, na całe lato... a nawet lata!

Książka zaś dostaje  tylko ***3***, jednak skuszę się na pewno jeszcze na kolejną książkę z serii BABYLON. Myślę, że ta która stoi na półce zaciekawi mnie bardziej, bo jest bardziej w kręgu moich zainteresowań.
Natomiast bardzo zaciekawiła mnie idea tworzenia tej serii - pozwala nam zwykłym ludziom odkryć rąbek tajemnicy, który towarzyszy zawodom i środowiskom, które są nam obce. Zwłaszcza przez to, że autorka pisze swoje książki zawsze z anonimowym współautorem, którym jest osoba w opisywanym biznesie pracująca. Ciekawe, prawda?

Po więcej informacji odsyłam Was na stronę Wydawnictwa Pascal.


I. Edwards-Jones & Autor Anonimowy, "Pop Babylon Kulisy Showbiznesu", Wyd. Pascal, Bielsko-Biała 2012, s. 440

2 komentarze:

  1. Zainteresowałaś mnie ;) Podobnie jak ty nie przepadam za boysbendami i girlsbendami, więc być może dla tego mogłam się w pewien sposób z Tobą zidentyfikować... W każdym bądź razie przypuszczam, że skuszę się na przeczytanie tej książki... ;)
    Zapraszam na mojego bloga - jest całkiem nowy, wobec czego będę wdzięczna za wskazówki i komentarze ;)
    http://papierowa-laka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj zatem w świecie blogowym i powodzenia w pisaniu i radości z tego płynącej Ci życzę:)

      Usuń