środa, 2 maja 2012

"Małgorzata Gutowska-Adamczyk rozmawia z czytelniczkami Cukierni pod Amorem" Małgorzata Gutowska-Adamczyk


Czytać tę książkę przyszło mi w najodpowiedniejszym dla niej momencie!
W bardzo trudnym dla mnie momencie.
Zadziwiające jak bardzo tej książki wtedy właśnie potrzebowałam. I zadziwiające jest to, że lektura potrafi mieć tak terapeutyczną moc.W takim stopniu chyba zdarzyło mi się tak po raz pierwszy!
I owszem brzmi to jak frazes, wiem, że o tym mówiło już pewnie z milion innych osób, ale lektura potrafi zdziałać cuda. Oczywiście w odpowiednim momencie naszego życia, odpowiednio podana.
Są przecież książki, które powinny się nam podobać, leżą w naszym guście, właściwie jesteśmy pewni, że czytanie ich będzie przyjemnością, aż okazuje się, że to jednak wielkie rozczarowanie. I dlaczego tak się stało, że po lekturze wrażenia były zupełnie inne, a książka nas drażniła? A bo może w złym momencie życia sobie ją zaserwowaliśmy.
Z tą książką wiedziałam już od samego początku, że się polubię. Ale, że aż tak bardzo się polubię to nie podejrzewałam.
Szczerze powiedziawszy nawet w danym momencie czytać jej nie miałam, chciałam skończyć wcześniej czytaną pozycję, ale z powodu nieciekawych wydarzeń w moim życiu nie mogłam się na owej lekturze skupić i "jakoś organizm mi ją odrzucał".
I już wydawało mi się, że czytanie odejdzie pewnie przez jakiś czas na dalszy plan, ale w moje ręce wpadła najnowsza książka pani Małgorzaty Gutowskiej- Adamczyk, która w książce tej prowadzi dialog ze swoimi czytelniczkami. Dialog o życiu, o codzienności, o tematach ważnych i tych mniej ważnych. Dialog o wszystkim co dotyczy naszego społeczeństwa.
Książkę wzięłam do ręki i zaczęłam czytać z planem, że przeczytam jedną, góra dwie strony ...i ... wsiąkłam. Pochłonęłam ją wręcz.
Każde słowo, każde zdanie w tym trudnym dla mnie momencie życia było jakby balsam na obolałą duszę. I choć z nie wszystkimi zdaniami się zgadzałam to samo "obserwowanie" rozmowy kobiet dawało mi jakąś taką moc. Bo to o rozmowę przede wszystkim chodzi. O wymienianie się poglądami na różne tematy, o szukanie wspólnego mianownika - czegoś co nas, mimo różnic między nami łączy.
Niejednokrotnie czytając coś tam od siebie dopowiadałam (np.o... tak z tym się zgadzam, też tak mam, absolutnie to nie tak, , cooo? itp....) zgadzając się z autorkami lub wręcz odwrotnie.
Ale tak jak w życiu tak i w książce nie ze wszystkimi opiniami musimy się zgadzać, ale dobrze jest ich wysłuchać i się nad nimi zastanowić. Bo akurat mogą coś w nas zmienić, mogą zmusić nas do zrewidowania swojego poglądu na dany temat lub choć troszkę otworzyć w nas tę furtkę do nowego postrzegania świata.
A opinie, które nas łączą tylko utwierdzają nas w wierze w siebie, w kobiety w ogóle, w ten właśnie wspólny mianownik...
Skąd jednak wzięły mi się tu moce terapeutyczne książki? Otóż jak wspomniałam wyżej czytając tę książkę nie byłam w łatwym momencie swojego życia, potrzebowałam chyba nie tylko wsparcia bliskich (które oczywiście miałam), ale i też kogoś obcego, kogoś obiektywnego, kogoś z kim się nawet spotkać nie mogę. Bo czasem zdania wypowiedziane (tu przeczytane) przez ludzi, których nie znamy uderzają nas najbardziej, przemawiają do nas i trafiają tam gdzie trzeba.
W książce tej było wiele takich zdań, które mnie na dobrą drogę naprowadzały, które dawały wiarę, że może nie będzie tak źle, a nawet jeśli to dam radę. I raz na wozie, raz pod wozem. Tak jak i inne kobiety, tak jak autorki słów, które sobie czytałam.
Bo tak jak napisała w tej książce Kasia Hordyniec : "Głową muru nie przebijesz.(...) Odwróć się kobieto od tej ściany!" , głową muru nie przebiłam. Owszem mur tym razem sam runął (a właściwie zburzyć go musiała osoba, która przed nim mnie postawiła), ale ja zauważyłam nowe możliwości, zmieniłam swój sposób myślenia i otworzyłam się na rady innych.
A gdy sytuacja się uspokoiła, gdy wszystko co złe odeszło, słowami przeczytanymi w owej książce też mogłam podziękować mojej przyjaciółce, która nie pozwoliła mi się rozsypać, która stała przy mnie pod tym murem...
Bo:
"...prawdziwy przyjaciel to właśnie taki anioł zesłany z góry. Strzeże, chroni, czasem napomina. Daje poczucie bezpieczeństwa, pewność, że nawet jeśli stanie się nie wiadomo jak straszna rzec, nie będziemy sami."
I teraz chciałabym móc podziękować za te wszystkie słowa, w których odnajdywałam siebie i za te z którymi się kłóciłam, kobietom, które z panią Małgosią rozmawiały, które razem z autorką podzieliły się swoim spostrzeganiem świata i które stworzyły razem książkę, która z pozoru wydaje się zwykłą rozmową, a jest rozmową...niezwykłą!
Dziękuję za książkę, z którą sama mogłam porozmawiać!
Teraz już nad moim niebem jaśniejsze chmury,nawet zachciało mi się kwiaty sadzić...więc, żeby nie kończyć smutnym akcentem...wrzucam zdjęcie książki z kwiatami i ocenę wystawiam najwyższą.
******6******, mając nadzieję, że inne kobiety też tak tę książkę odbiorą.
Polecam! Choć jak widać recenzja bardzo osobista, nie typowo merytoryczna, to myślę, że może tym bardziej szczera. Wierzcie, warto tej książce poświęcić swój czas. Warto wejść w dialog z jej twórczyniami.




M. Gutowska-Adamczyk, "Małgorzata Gutowska-Adamczyk rozmawia z czytelniczkami Cukierni pod Amorem", Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012, s. 370

5 komentarzy:

  1. Kaś - chyba nie można sobie wyobrazić lepszej recenzji, właśnie tak osobistej, takiego odbioru, że pomogło, a nie zasiało niepokój. Tak się cieszę. Pozdrawiam i sadź te kwiaty, bo rośliny mają nieprawdopodobną moc terapeutyczną :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) absolutnie pomogło! a kwiaty sadzić będę w piątek, wczoraj malowałam kratkę na balkon...itp:) gorodowo-balkono zaiste u mnie, ale zaiste pomaga:) ! zresztą już jest dobrze

      Usuń
  2. Moja Droga, u mnie też ostatnio ogrodowo-balkonowo i również niestety mam stresujący czas w życiu. Na szczęście najadłam się słońca przez te kilka dni, troszkę poczytałam, zrobiłam też kilka pożytecznych rzeczy, a problemy (odpukać w niemalowane) odeszły w siną dal.

    Szukałam książki, która wsparłaby mnie w takim ciężkim czasie, ale niestety na poszukiwaniach się skończyło - postanowiłam kontynuować dotychczasowe lektury. Następnym razem będę wiedzieć, iż taka pozycja jest i czeka na mnie lub chyba po prostu zabiorę się za pierwszy tom "Cukierni pod Amorem", który mam na półce, a o którym kompletnie zapomniałam!

    Cieszę się, że u Ciebie już się unormowało, tylko mogę przypuszczać co było powodem niepokoju, lecz życzę Ci by oddaliło się na bezpieczną odległość i już nie wróciło ;) Całuję i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba właśnie takie mogą być skutki dobrze zastosowanej biblioterapii;) Recenzja jest dobra, bo jest całkowicie Twoja, łączą Cię z tą książką emocje i dobrze przeczytać, że są one pozytywne.
    Pozdrawiam i życzę dużo ciepła, uśmiechu, kwiatów i książek;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książki nie czytałam ale na pewno po nią sięgnę przy najbliższej okazji.Twoja recenzja zachęciła mnie do przeczytania tej książki.Dodałam się do obserwowanych ponieważ bardzo podoba mi się Twój język i styl pisania recenzji.Jeśli chcesz dodać się do obserwowanych u mnie będzie mi bardzo miło.Serdecznie zapraszam na:
    www.in-world-book.blogspot.com
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na kolejną recenzję.

    OdpowiedzUsuń