środa, 14 marca 2012

"Droga do Różan" Bogna Ziembicka


Czy książka w której główna bohaterka Was irytuje może się Wam podobać?
Otóż TAK.
Z wielu powodów, które spróbuję tu Wam przytoczyć. Jednak może najpierw powinnam wytłumaczyć dlaczego głównej bohaterki polubić nie potrafiłam.
Przede wszystkim nie lubię kobiet, które wyrażają się przez mężczyznę. Dla których mężczyzna to wszystko czym żyją, do czego dążą, o co walczą i co je determinuje. Zbyt cenię sobie wolność (o dziwo będąc z szczęśliwym związku małżeńskim - a może właśnie dlatego?) by móc zrozumieć kobietę (nie dziewczynę młodą, tylko kobietę właśnie) bez reszty próbującą zdobyć mężczyznę, uzależnioną od niego.
I niech się tu na mnie potoczy lawina słów: że może nie poznałam takie faceta, za którym bym tak "szalenie szalała" :) (poznałam, noszę obrączkę od niego), że nie jestem romantyczna (bywam, bywam...), czy może łatwo mi mówić bo mi było łatwo (oj, nie było!).
Po prostu nie jestem w stanie zrozumieć takich kobiet i już.
Dlatego nie byłam w stanie zrozumieć głównej bohaterki "Drogi do Różan"- Zosi. Otóż Zosia właśnie jest przede wszystkim zakochana. Szaleńczo. W mężczyźnie, który (i tu  moja subiektywna ocena) kompletnie na to nie zasługuje. Jest dla niego w stanie zrobić wszystko, nie widzi jego wad - lub widzieć nie chce, nie dostrzega tego jak ją traktuje, lub dostrzec właśnie nie chce. A ów mężczyzna wodzi ją za nos jak chce...
Owszem coś go do niej "ciągnie", ale...
I to "ale" przeszkadzało mi najbardziej!
"Bo w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz"- toć to powiedzenie, które się do tej dziwnej relacji nadaje najbardziej.
I choć wiem, że Zosia była po prostu zakochana to nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego nie potrafiła się odkochać, zwłaszcza, że miała ku temu okazji dużo i warunki sprzyjały, oj sprzyjały.
Zatem jak widzicie no nie polubiłam Zosi. Choć fakt, parę przymiotów ma pozytywnych i stara się dziewczyna bardzo oj stara. Choć jest bardziej naiwna niż mądra...to miewa swoje dobre momenty.
Ciekawe czy Wy czytając tę książka główną bohaterkę polubiliście lub polubicie. Bo mam nadzieję, że książkę przeczytacie.
Po co? - zapytacie, zwłaszcza, że główną bohaterkę objechałam z góry na dół.
Otóż dla jej wątków pobocznych.
Dla przyjaciółki Zosi - Marianny- aby uwierzyć, że kobiety potrafią wierzyć w siebie i szanować swoją wartość. Mając przy tym ogromne poczucie humoru na swój i inne tematy.
Dla wątku opiekunki Zosi - panny Zuzanny - poznanie jej losów jest naprawdę warte przeczytania tej książki i szczerze powiedziawszy uważam, że mogłyby zostać na tyle rozwinięte, że mogłaby powstać z tego odrębna, bardzo dobra książka.
Dla możliwości uwierzenia w przyjaźń, że są obok nas dobrzy ludzie, którzy pomogą nam zawsze i wystarczy im potem proste "dziękuję, że jesteś".
A może i dla zrozumienia, że nie zawsze to o co najbardziej walczymy jest dla nas dobre i czasem warto posłuchać mądrych głosów z boku, a nie iść w zaparte... choć może to ja się mylę i o miłość ( nawet nie odwzajemnioną) warto walczyć?
Dla pięknie opisanego Krakowa i Różan (choć nie udało mi się doszukać takiej miejscowości pod Krakowem).
Dla opisów kwiatów (które są pasją głównej bohaterki - no za to mogłabym ją polubić).
Dla sielskości tej książki, dla jej mocy wyciszania przy czytaniu, dla odprężenia, które dostarcza.

Myślę, że to dosyć sporo dobrych powodów do sięgnięcia po tę książkę.
A że ja nie polubiłam głównej bohaterki, cóż może Wy ją polubicie, a nawet jeśli nie - to czy zawsze główny bohatera ma być naszym czytelniczym przyjacielem? Czasem możemy się nim irytować, złościć na niego, może nas zadziwiać swoją naiwnością lub beztroską. W końcu my tylko czytamy o kimś, a nie jesteśmy tym kimś.

Mimo tego, że Zosia u mnie zasłużyła na jedynkę (no dobra, dwójkę) to książkę oceniam na *****5***** i ostrzę sobie pazurki na kolejne książki Wydawnictwa Otwarte z serii Otwarte dla Ciebie.
A "Droga do Różan" zawsze już będzie mi się kojarzyła z zapachem róż...lekko słodkim, a zarazem lekko kwaśnym...o ile zapach może być kwaśny...


I będzie mi się jeszcze kojarzyła z przepiękną, delikatną okładką- z tego co widzę Wydawnictwo przykłada do tego dużą wagę, choć cena owszem kusząca cena mogłaby być z tyłu lub przynajmniej mniej widoczna.


B. Ziembicka, "Droga do Różan", Wyd. Otwarte dla Ciebie. Romans, Kraków 2012, s. 410

17 komentarzy:

  1. przyznam, że poznając ofertę wydawniczą Otwarte, nie zwróciłabym uwagi na tą książkę, ale Ty przedstawiłaś ją tak interesująco... :) I jest pewne, że też nie polubię Zosi, podobnie jak Ciebie, denerwują mnie kobiety dla których facet obok to szczyt marzeń i największe osiągnięcie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja po prostu nie potrafię tego zrozumieć, owszem facet powinien być wazny, ale żeby poświęcać wszystko dla niego..zwłaszcza, gdy nie jest tego ani odrobinę warto..cóż to się kłóci z moimi zasadami:) ale książkę warto przeczytać, choćby po to by do takich wniosków dojść:)

      Usuń
  2. Oj chyba mnie też drażniłaby główna bohaterka, bo zdecydowanie jestem typem kobiety bardziej podobnym do Ciebie niż do niej. Sama książka no cóż, nie mam jej w planach i specjalnie nie będę się za nią oglądać, ale nie zaprzeczam, że jeśli wpadnie w moje ręce to ją przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to życzę Ci, żeby wpadła Ci w ręce i już! :)

      Usuń
  3. Ja też uważam, że książka z irytującą główną bohaterką może się jak najbardziej podobać. Ważne, że postać wzbudza emocje - skoro irytuje, to znaczy, że jest dość prawdopodobna, by nie przejść obok niej obojętnie. Niektórzy ludzie też irytują, a to nie powód, żeby przekreślać pracę/szkołę/życie :)
    Ale po książkę nie sięgnę, bo romansów nie lubię - dość się naczytałam w gimnazjum :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz to nie jest taki typowy romans...
      natomiast fakt, że bohaterka irytuje jak widać nie przeszkodził mi w polubieniu książki.

      Usuń
  4. Muszę w końcu rozejrzeć się za tą książką ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) rozglądaj się rozglądaj, z sukcesem:)

      Usuń
  5. Jak już się przekonałaś, Zosia mnie też wkurzała, ale ją lubiłam. Przez atmosferę tej książki. Krzysztof to taki... daruję sobie epitety, bo mogłyby być niecenzuralne. Podobno miłość zawsze ogłupia, ale jak sama zauważyłaś, nie jest to prawdą - nawet ja w wieku nastoletnim, gdy wszystkie koleżanki wariowały, zmieniały chłopaka co miesiąc (mówiąc: To ten jedyny, na zawsze, kocham go! po tygodniu znajomości) i nie widziały poza nim świata, nie byłam taka. I Zosia też nie powinna! Ale na szczęście ma głos rozsądku w postaci Marianny :)). Książka bardzo miła, urocza, cudowna i dobra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz pewne zachowania przystoją nastolatką, ale kobietom w pewnym wieku już nie, i ja jestem w stanie zrozumieć szaleńcze zachowanie, ale nie zatracanie się i mdlenie dla faceta...upsss to nie dla mnie...choć owszem jako nastolatka byłam ciągle zakochana:)

      Usuń
  6. Poważnie rozważam zakup tego tytułu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że warto, zwłaszcza, że niewiele kosztuje. Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Ja tam na takie bohaterki nie narzekam, podobnie jak nie narzekałam na wzdychania np. Wertera :P Lubię czytać o romantycznej (nie sentymentalnej - ta mnie nudzi) miłości, nawet jeśli widzę w tym jakąś nieporadność emocjonalną bohatera czy bohaterki. Może sięgnę po tę książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  8. O matko, pogoniłabym takiego chłopa, który nie zasługiwałby na mą miłość i całkowicie rozumiem, dlaczego Zosia Cię irytowała. Niemniej jednak ta książka ma taką piękną okładkę, tak uroczy tytuł, że gdy na nią patrzę po prostu czuję przepiękny zapach róż. Mam nadzieję, że podczas czytania też go czułaś :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Prawdziwa kobieta żyje dla mężczyzny, bezgranicznie mu ufa, kocha zaś dozgonnie, nie bacząc na zasługi.

    Zenek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cóż Zenku...toć ja najwyraźniej według Twojej ciekawej teorii prawdziwą kobietą nigy nie byłam, nie jestem i nie będę...cóż kiepska owa teoria...

      ps. a już stęskniłam się za Twoimi zaiste "ciekawymi" komentarzami....

      Usuń
  10. Czytałam "Drogę do Różan" i też nie zachwyciła mnie Zosia z tą swoją beznadziejną miłością do Krzysztofa. Za to Eryk, pani Zuzanna i przede wszystkim Marianna to postacie, dla których warto sięgnąć po książę, a już na pewno po drugą jej część, bo druga część jest jeszcze lepsza od pierwszej. I więcej w niej historii Zuzanny. I te pyszne przepisy, chociażby na zwykły smalec ze skwarkami, czy wodziankę albo inne bardziej wykwintne rarytasy... A złote myśli Marianny to chyba zacznę spisywać :) Polecam gorąco obie książki ("Drogę do Różan" i "Wiosnę w Różanach")

    OdpowiedzUsuń