wtorek, 14 lutego 2012

"Last minute" Sylwia Kubryńska


Miewam tak czasem z książkami, że nie wzbudzają we mnie ani pozytywnych, ani negatywnych odczuć. Czytam, bo czytam. Lecz jakiejś wielkiej przyjemności z tego nie mam, ale też czytanie to nie denerwuje mnie, nie sprawia, że czytać mi się nie chce lub, że mam ochotę książkę odrzucić.
Dokładnie tak miałam z książką Sylwii Kubryńskiej "Last minut". Może wynika to z momentu w którym książkę czytałam tj. po bardzo dobrej książce "Kwiaty na poddaszu". A może wynika to z mojego totalnego braku jakiegokolwiek doświadczenia związanego z opisywanym przez autorkę tematem. Ani nigdy nie byłam w Tunezji, ani nigdy nie wdałam się w gorący romans z obcokrajowcem. I tu wiem, że się uśmiechacie!
Choć sprowadzając tę książkę do tych dwóch zdań byłabym niesprawiedliwa. Bo to nie tylko książka o wyjeździe głównej bohaterki do Tunezji i tym co ją tam spotyka. To też swoistego rodzaju rozliczenie się z jej życiem. Z jej przeszłością, z teraźniejszością i w pewien sposób nakierowanie się na jej przyszłość.
Niejaka Agnieszka zostaje zwolniona z pracy, boryka się z ciągłymi migrenami (i niestety tu się z bohaterką doskonale rozumiemy), tkwi w związku, który właśnie się rozpada i do tego w jakimś dziwnym stopniu "uzależniona" jest od swojej przeszłości.
Depresja, marazm, brak sensu... jej życie do tego dąży. Lecz jej przemądra przyjaciółka (i sama nie wiem czy tu ironizuję czy zazdroszczę) postanawia ją z tego wszystkiego "wyrwać". Serwuje jej lekarstwo w postaci wycieczki do Tunezji. A tam... wszystko nabiera innych barw.
Barw o których (o ironio!) bohaterka opowiada nam ze szpitalnego łóżka, dlaczego? Dowiemy się czytając, choć nie wietrzecie tu wielkiego dramatu lub egzotycznej choroby.
Opowiada nam więc Agnieszka o swej wycieczce, która nie miała tylko kolorowych barw, a rzeczywistość nie bywa tylko albo czarna, albo biała - czasem mamy też barwy pośrednie. Opowiada też o swojej przeszłości, ociera się o teraźniejszość, marzy o przyszłości. Próbuje zrozumieć siebie, swoich bliskich i to co jej się przytrafiło. Bo czyż może zdarzyć się młodej dziewczynie "wakacyjna miłość" ? Może! A jakże! Zwłaszcza w kraju, gdzie turystki są "rozchwytywane", gdzie kwitnie tzw. "seks-turystyka" ( bo i o tym książka opowiada w znacznym stopniu), gdzie wszystko jak pisałam wyżej - nabiera innych barw, a wypoczęty człowiek zaczyna wierzyć w swoje szczęście.
Lecz czy taka "wakacyjna miłość" może przetrwać? Czy to co zostało rozpalone w blasku ognistego słońca może rozpalonym pozostać i nie spopielić się w momencie powrotu do ojczystego kraju?
Ja na ten temat mam swoje zdanie, zupełnie inne niż autorka przedstawiła w swojej książce. Jakie dowiecie się docierając do zakończenia książki.
I albo Was ono usatysfakcjonuje, albo nie. Ewentualnie możecie je potraktować tak jak zrobiłam to ja - z ogromnym przymrużeniem oka.

Niestety na ogólną ocenę książki nie jestem w stanie oka przymrużyć i w mojej własnej, zupełnie nieobiektywnej opinii stawiam tylko ***3***. Tak jak pisałam na samym początku - to książka, która mnie ani w dobrą, ani w złą stronę nie ciągnęła. Ot przeczytałam, odłożyłam na półkę i pewnie zapomnę o niej szybko niczym rozchodzące się oferty wakacji "last minute".






S. Kubryńska, "Last minute", Wyd. Nowy Świat, Warszawa 2011, s. 327

13 komentarzy:

  1. Nie spodziewam się dobrnąć do zakończenia książki, bo nie spodziewam się jej rozpoczynać :P Tak zwana "literatura", szkoda na nią czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz wszystko jest dla ludzi...
      ja drugi raz bym jej nie przeczytała, ale pierwszy raz nie uważam znowu za tak bardzo stracony, po prostu przeczytałam i już...

      Usuń
  2. Niedawno zastanawiałam się, czy jej nie przeczytać, ale odstraszyłaś mnie od niej, więc nie sięgnę. ;D

    Pozdrawiam ciepło i zapraszam do mnie:

    papierowyazyl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, nie chciałam od niej odstraszać, bo uważam, że każda książka ma swojego zwolennika- trzeba się tylko przekonać czy się nim jest czy nie...
      pozdrawiam i witam u mnie

      Usuń
  3. Ten temat w życiu mi się na pewno nie przyda, a do tego nie lubię tego typu literatury. : )

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię czasami przeczytać coś niezobowiązującego i lekkiego, jednak ta książka niespecjalnie mnie zachęca :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ta książka nie niej lekka- autorka jakby chce zmusić nas trochę do myślenia, poukładania sobie jej w całość, lecz dla mnie było tego za dużo i za dziwnie napisane... dlatego nie zachęcam, nie dlatego, że jest lekka- lekkie książki do czasu do czasu uwielbiam! po prostu ta mi nie do końca podeszła

      Usuń
  5. Wiesz, ja tak miałam ostatnio z książką Kazuo Ishiguro, niby czytałam, ale większych emocji we mnie nie wzbudziła ta historia, taka na raz można powiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak czasem bywa, z różnymi książkami, czasem nawet z tymi po których spodziewaliśmy się bardzo dobrych reakcji na nie:)

      Usuń
  6. Nie macie wrażenia, że to są takie książki, które po prostu stanowią kolejną cyferkę w liczbie książek przeczytanych? Ja właściwie tak je traktuję - jak kolejną pozycję do odznaczenia na liście ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no dosłownie, po prostu kolejna przeczytana książka, książka służy do czytania :):P

      Usuń
  7. To nie jest książka dla mnie i raczej się na nią nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń