środa, 11 stycznia 2012

"Oplątani Mazurami" Katarzyna Enerlich


Jak już pewnie nie raz tu pisałam nie można powiedzieć o mnie żebym była fanką opowiadań.
Jednak czasem jakoś tak się składa, że i opowiadania trafiają w moje ręce. I wtedy jest raz lepiej, a raz gorzej.
Tym razem opowiadania trafiły do mnie nieprzypadkowo, autorkę już znałam wcześniej z rewelacyjnej książki, którą tu wychwalałam, miałam ochotę na kolejną jej książkę, no i... okładka...tak nigdy się z tego nie wyleczę - pewne okładki po prostu tak mnie do siebie przyciągają, że przez moment nie ważne jest co się za nimi kryje.
Zatem nieprzypadkowo zakupiłam w Matrasie (który ceną też mnie namówił) tę cieniutką książeczkę - opowiadania pani Katarzyny Enerlich "Oplątani Mazurami".
I dałam jej się porwać ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu.
Osiemnaście opowiadań, każde po kilka stron, nie czytane lecz wręcz pochłaniane zaskakiwały swoją dosadnością, tym co autorka w tak cudownych słowach czytelnikowi przekazuje i właśnie sposobem tego przekazu. Po prostu rewelacja! Mogłyby się te opowiadania tak przede mną mnożyć nieskończenie. Każdym mogłabym delektować się inaczej, lecz z podobnym skutkiem - pełną satysfakcją z czytanych słów.
Jak dla mnie szok! Żeby aż tak porwały mnie opowiadania? Mnie którą ta krótka forma wręcz irytuje? Udało się to pani Kasi jakoś magicznie. Oplątała mnie po prostu!
Bo jak można być obojętnym na tyle treści w tak krótkiej wypowiedzi, jak można nie zachwycić się sposobem opowiadania autorki o bliskich jej sercu miejscach, jak można tych miejsc razem z autorką nie pokochać, no przynajmniej nie polubić lub choć przynajmniej nie chcieć ich na własne oczy zobaczyć? Jak można nie zafascynować się bohaterami owych opowiadań? Nie można!
Uwierzcie mi jak przeczytacie choć jedno opowiadanie z tej książki to będziecie oplątani, nie tylko opowiadaniami, Mazurami także. A niedosyt będzie dotyczył tylko tego, że po osiemnastu pięknych opowieściach będziecie musieli zamknąć książkę. Choć przecież zawsze możecie ją otworzyć od nowa....
Myślę, że to będzie jedna z nielicznych książek do których mam ochotę po jakimś czasie wrócić...
I pewnie wtedy znowu owinę się w koc, zaparzę sobie dobrej herbaty i ... dam się porwać opowieścią o Mazurach i ludziach z nimi związanych...lub w nich zakochanych...
A może z książką w plecaku wybiorę się właśnie w te okolice?
Ocena tutaj sama się woła o postawienie, duża *****5*****, a na kolejne książki pani Kasi cieszę się jeszcze bardziej... jakoś czuję, że znowu będę zachwycona.

Dodam jeszcze tylko że opowiadania te były wcześniej publikowane w pismach "Bluszcz" i "Natura i Ty". O czym zostajemy powiadomieni na okładce. Jednak myślę, że zebranie ich w jedną książkę to był naprawdę dobry pomysł- inaczej bym ich nie przeczytała przecież.

K. Enerlich, "Oplątani Mazurami", Wydawnictwo MG, 2011, s. 125

19 komentarzy:

  1. Kusi mnie twórczość pani Kasi!! Koniecznie muszę przeczytać jakąś powieść :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sabinka-> myślę, że bardzo przypadłyby Ci do gustu, pani Kasia ma coś w sobie- dawno już tak nie polubiłam sposobu pisania polskiej autorki:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mile być "oplątaną" tą książką :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha, mnie też "oplątało" ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. No jak oplątuje to na pewno trzeba ją przeczytać:) Tym bardziej, że ja wręcz uwielbiam opowiadania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że te spodobają Ci się bardzo! mają w sobie sporo uroku i czyta się je rewelacyjnie!

      Usuń
  6. Książka jest wyjątkowa , dostrzec można w niej co najmniej kilka intrygujących odesłań , co sprawia , że nie sposób przejść obojętnie obok tej pozycji.
    Zainteresowanie nią nie słabnie, o czym może świadczyć utrzymująca się wysoka cena na Świstaku.
    Wszystko zaczęło się w Mrągowie , pamiętajmy jednak ,że Mazury to nie tylko Mrągowo i Piknik Country , ale także , a może nawet przede wszystkim augustowskie noce i legendarna stacja kolejowa Mońki Centralne . Zgadzam się z Tobą , że nic nie dodaje tyle ciepła i uroku naszemu mieszkaniu , jak śnieżnobiałe firanki na oknach , okładka jest więc ciepła , a takie lubimy.:) W tej książce nic nie jest przypadkowe , każdy czytelnik przekona się o tym sam. Zdradzę tylko jedno odesłanie . Z punktu widzenia numerologicznego 18 opowiadań mieszczących się na 125 stronach , wskazuje ,że na jedno opowiadanie przypada 6,9 strony.
    Książka nie jest gruba , co uważam za jej niewątpliwą zaletę w myśl zasady , książka nie cegła , w plecaku ciążyć nie musi.

    Zenek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mimo tego, że nie jest gruba ma w sobie tyle "przekazu", ile nie mają czasem nawet 1000 stronicowe książki.... i obojętnym jej być się nie da!

      Usuń
    2. tysiącstronicową książkę można użyć jako podnóżek przy kominku :)

      Zenek

      Usuń
  7. Kasia pisze wyjątkowo pięknie. Nie można jej tego odebrać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pięknie to naprawdę dobre słowo, pierwsze nasuwające się:)

      Usuń
  8. Mi się ona strasznie podobała :D Może dlatego, że opowiada o moich rodzinnych stronach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w tych stronach byłam może ze dwa razy i byłam zachwycona, może w te wakacje zawitam na Wasze piękne Mazury:)

      Usuń
  9. Mnie Matras ceną już wcześniej kusił. Teraz Ty "dołożyłaś do pieca" ;) Zamawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kinga-> Matras potrafi pokusić, ja tę książkę kupiłam za 5 ZŁ, szok!

      Usuń
  10. Siedzę sobie i czytam... I miło mi bardzo. Gdyby nie Wy, Czytelnicy, nie byłoby mnie. Dziękuję. Katarzyna Enerlich

    OdpowiedzUsuń
  11. Nostalgiczna książka , która chyba prawie każdego zauroczy Mazurami ze wspomnień . Opowiadania pochłania się po prostu.

    OdpowiedzUsuń