sobota, 26 listopada 2011

dzień zero:)

KOCHANI :)
nastał upragniony dzień zero, przeprowadzam  się
w końcu na swoje...
znikam stąd na chwilę , ale wrócę
przez jakiś czas pewnie nie będę miała internetu.
Musze poukładać (dosłownie i w przenośni) swój świat...i wrócę!

sobota, 19 listopada 2011

"Obiecaj mi" Richard Paul Evans


Dziś skończyłam czytać książkę, która pozwoliła mi się przy sobie zrelaksować, pozwoliła mi dać się porwać przedstawionej w niej historii i tą historią magiczną mnie zauroczyła. Dawno już nie byłam tak zauroczona zwykłą książką, dawno już książka o miłości (bo o tym przede wszystkim opowiada "Obiecaj mi") tak bardzo mnie nie zainteresowała i wzbudziła we mnie duży zachwyt. Taką zwykłą historią o miłości, która ma w sobie tyle magi i nieprawdopodobieństwa, że nie powinnam w sumie nazywać jej zwykłą.
Swoją drogą dosyć dawno też czytanie książki nie sprawiło mi tyle przyjemności i odprężenia. Cieszę się więc, że ową lekturą się nie rozczarowałam, a jej autora po raz kolejny mogę pochwalić za to, że potrafi pisać o kobietach i dla kobiet naprawdę wspaniale. Lekko nierealnie, lecz naprawdę na dobrym poziomie.
I z każdą jego książką przekonuję się do niego coraz bardziej.
"Obiecaj mi" to historia Beth. Kobiety, której poukładane z pozoru życie rozsypuje się w pył, a wszelkie obietnice, które ktoś jej kiedyś złożył wydają się być głupim żartem. Musi zmierzyć się ze zdradą, opuszczeniem, chorobą bliskich i codziennością która nie wydaje się być już tak przyjazna jak kiedyś. Czy wtedy można mieć jeszcze nadzieję? Nadzieję na poprawę? Nadzieję w możliwość zaufania drugiemu człowiekowi? Nadzieję na miłość?
Można! A nawet jeśli się jej nie ma to czasem ktoś w magiczny sposób może spowodować, że znowu zaczniemy ją mieć. Tylko kto i jak? I czy obietnice złożone przez tę osobę będą dotrzymane i tak ważne dla Beth jak powinny być?
O tym przeczytacie w książce i nie tylko o tym... na blisko 300 stronach mam nadzieję, że i Wy odnajdziecie coś dla siebie. Obiecać Wam tego nie mogę, ale obiecuję, że warto spróbować.
Ja mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że "Obiecaj mi" to pozycja przy której odpoczęłam, wzruszyłam się, zdenerwowałam i uśmiechnęłam. Tego akurat potrzebowałam. Przy blasku i cudnym zapachu świec, z książką w ręku odbyłam podróż do trochę nierzeczywistej krainy ..., i tylko brakowało mi gorącej kąpieli z dużą ilością piany...lecz jestem już sobie sama winna. Czasem pochłonięcie książki zanim wanna napełni się wodą nie pozwala na zrealizowanie planu. A plan był właśnie taki: kąpiel, świece i książka. Jednak po prostu się w niej zaczytałam...
Taki efekt daje dobra lektura. Bardzo dobra. Książka której stawiam porządną ******6******.

Co ciekawsze będzie można powalczyć o książkę (i nie tylko o nią) u mnie niebawem w zorganizowanym tu (dzięki panu Tomkowi ze Znaku) losowaniu. Ale o nim za jakiś czas.
Tymczasem jeśli Was zachęciłam do przeczytania jej, to możecie ją nabyć na stronie ZNAKU, z 30% zniżką. Wystarczy wpisać kod rabatowy achyochy przy dokonywaniu zakupów i jest taniej. Na tę i inne pozycje. Choć jak widzicie tę polecam Wam szczególnie.
Z kodu można korzystać wielokrotnie, do 15 grudnia włącznie.
Mam nadzieję, że komuś się przyda!

R. P. Evans, "Obiecaj mi", Wyd. ZNAK literanova, Kraków 2011, s. 296 

piątek, 18 listopada 2011

"Strzeż się psa. Psi kryminał" Izabela Szolc


Albrecht.
Canis lapus. Pies domowy.
Pies św. Huberta. Bloodhound.
Pies szukający zaginionych dzieci, tropiący kryminalistów i zbiegłych niewolników.
Główny bohater książki Izabeli Szolc "Strzeż się psa. Psi kryminał".
Książki specyficznej, jak i sam bohater.
Bo Albrecht (cóż za urocze imię), dla przyjaciół Al, jest i głównym bohaterem książki i jej narratorem. Dzieli się z nami spostrzeżeniami na temat postrzegania przez siebie świata ludzi i psów oraz rozwiązuje zagadkę kryminalną. Psią zagadkę. W którą zamieszani są ludzie.
Na co dzień Albrecht żyje sobie ze swoją właścicielką Laurą w małej kawalerce, wiedzie dosyć dobry żywot, problemów nastręczają mu tylko podboje miłosne Laury. Ale i to nie rujnuje jego życia. Ma co jeść, ma gdzie się wybiegać, ma swoich psich przyjaciół, psie radości i problemy.
Ot, poznajemy kilka dni życia psa, z perspektywy samego psa właśnie.
Choć wcale znowu to nie takie "ot". Bowiem przemyślenia Albrechta są zupełnie poważne, momentami wręcz filozoficzne, a wątek kryminalny wydaje się być dosyć mocno skomplikowany.
Jednak  Albrecht wykazuje się też sporym poczuciem humoru, dystansem i ogromną wiedzą na tematy kulturalne i nie tylko. Niebywałe jak na psa. Jak widać Albrecht jest psem lekko ekscentrycznym i zarazem, co dziwne, zupełnie normalnym.
Czy Wam się Albrecht spodoba? Nie wiem, jednak myślę, że warto spróbować go poznać, wrażenia niezapomniane. Mnie samej Al przypadł do gustu, choć gdy myślę o książce jako o całości przede wszystkim na końcu języka mam słowo "dziwna". Ale czasem coś co dziwne też wywołuje u mnie pozytywne emocje i całkiem dobry odbiór. Zmuszą mnie to do głębszego zastanowienia się właśnie nad tym odbiorem. A myślenia przecież nigdy za dużo!
Książka "Strzeż się psa. Psi kryminał" dostaje więc ***3***. Postanawiam jednak kiedyś wrócić do rozważań Albrechta i może uda mi się odkryć dlaczego książka wydaje mi się dziwna. A wtedy może i ocena wzrośnie. 
Jeszcze chciałabym Wam wspomnieć, że tantiemy z tej książki pani Izabela Szolc w całości przeznaczyła na fundację "Viva!", a sama książka ma być hołdem dla psiej inteligencji- i myślę, że jest!
Ja zaś za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Oficynka.


I. Szolc, "Strzeż się psa. Psi kryminał", Wyd. Oficynka, Gdańsk 2011, s. 168.

wtorek, 15 listopada 2011

"Labirynt kłamstw" Tess Gerritsen


Niestety skłamałabym jeśli napisałabym, że ta książka mi się podobała. Wystarczająco dużo kłamstw kryje się pod samym książki tytułem.
Moje pierwsze spotkanie z Tess Gerritsen wypadło kiepsko. Co mnie bardzo dziwi, gdyż znam pewną osobę, która tę autorkę mi polecała. I de facto można powiedzieć, że osóbka zna się na rzeczy...
Może zaczęłam od nieodpowiedniej książki. A właściwie książek. Bo "Labirynt kłamstw" to dwie książki w jednej. Najpierw mamy "Telefon o północy", następnie "Bez odwrotu". Wydawnictwo Mira postanowiło wznowić pierwszych osiem powieści sensacyjno-kryminalnych autorki. Powieści sensacyjno-kryminalnych z wątkiem romansowym.
I to ten wątek romansowy w obu książkach mi przeszkadzał najbardziej i to on chyba zadecydował od moim złym odbiorze tomu "Labirynt kłamstw". Zbyt słodko, irracjonalnie ("kocham cię" mówione po dwóch dniach znajomości), bezsensownie i groteskowo (według mnie) opisane sceny miłosne. Cóż to nie dla mnie. Nie dla mnie spijanie sobie z dziobków, gdy za oknem zawierucha bomb i kul z pistoletów, gdy z każdej strony może nadejść niebezpieczeństwo, a bohaterowie nagle postanowili sobie wyznać miłość. I te poświęcenia dla miłości, do osoby, którą poznało się "dwadzieścia minut" temu. No coś strasznego. I choć nie raz z takim wątkiem w powieściach kryminalnych się spotkałam to tutaj raziło mnie to ogromnie i nie potrafiłam sobie wytłumaczyć pewnych zachowań bohaterów.
Natomiast sam wątek sensacyjno-kryminalny niczego sobie. "Telefon o północy" to połączenie afery szpiegowskiej z odkrywaniem kolejnych kłamstw, w których żyła główna bohaterka. Odkrywa ona bowiem, że jej mąż nie był tym za kogo się podawał, a ona sama nagle jest w ogromnym niebezpieczeństwie.
"Bez odwrotu"- to znacznie lepsza historia o tym jak jedno wydarzenie może zmienić nasze życie, jak dzięki jednemu wydarzeniu możemy zostać wciągnięci w afery i sprawy o których może nam się tylko śnić.
Catherine Weaver nawet nie zdaje sobie sprawy, że dzięki temu, że uratowała komuś życie, może własne życie stracić. A wszystko to powiązane jest z nielegalną produkcją broni biologicznej.
I tak się to kręci. No cóż po raz kolejny powtórzę nie dla mnie ta książka, a miałam wobec niej tak duże nadzieje...
Stawiam więc tylko **2**, lecz mam nadzieję, że może Wam uda się znaleźć w tych historiach coś dla siebie. Ja jak widać niczego dla siebie interesującego nie dostrzegłam. I tak bywa...
Szkoda mi ogromnie, że musiałam tę książkę przedstawić w tak ciemnych barwach, ale tak jak mówiłam...i tak bywa.





T. Gerritsen, Labirynt kłamstw, Wyd. MIRA, Warszawa 2011, s. 443

środa, 9 listopada 2011

Targi i spotkanie (skrót) plus stosik na osłodę

Od paru dni zbieram się do spisania relacji z Targów Książki w Krakowie. I zebrać się nie mogę.
Bo cóż o nich napisać? Że panował wszechobecny zaduch, że ścisk był ogromny i że mimo to uwielbiam atmosferę Targów? W tym roku podeszłam do nich znacznie spokojniej niż w tamtym roku. Nie miałam parcia na autografy autorów, nie zbierałam zakładek i ulotek od wydawnictw, nie kupowałam jak szalona i szczerze powiedziawszy nie zwiedziłam zbyt wielu stoisk. Mimo to jestem zadowolona, choć lekki niedosyt czuję (lecz niedosyt ten mam tylko z własnej winy i już). Mam też dzięki temu plan na przyszłoroczne Targi.
Więc o Targach tyle.
Po sobotnim buszowaniu po hali targowej odbyło się spotkanie blogerów. Ja jestem z niego bardzo, bardzo, bardzo zadowolona. Nie dość, że frekwencja dopisała (naprawdę spodziewałyśmy się z Claudette że będzie nas mniej) to do tego osoby przybyłe na spotkanie bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Świetnie jest poznać osoby, których blogi czyta się właściwie każdego dnia, świetnie jest w końcu kojarzyć blog nie tylko z jego grafiką, ale i z twarzą oraz osobowością jego autora.
A gdy do tego ta osoba jest przesympatyczna i chciałoby się z nią nie tylko blogowo zaprzyjaźnić to już jest w ogóle bal....:)
zdjęcie zapożyczone od Claudette :)
Zatem jestem naprawdę zachwycona Wami - tymi którzy przybyli. I jak pisałam wcześniej mnie się bardzo podobało. A tym którzy ze spotkania naszego nie są do końca zadowoleni pozostaje mi życzyć by za rok też dali nam szansę i spróbowali się otworzyć na nas, a nie oceniać.

Na osłodę pokażę Wam jeszcze dwa stosiki, które uzbierałam od września. Jak zawsze mnie zachwycają. I jak zawsze wiem, że szybko ich nie przeczytam, ale wcale mnie to nie martwi. Grunt to mieć co czytać!
U mnie książek nigdy dość! I już!

Część oczywiście nabyłam sama, część od Wydawnictw- za co serdecznie dziękuję!






Mam nadzieję, że osłodziłam Wam ten jesienny wieczór i wracam do czytania.
Pozdrawiam Was serdecznie!

wtorek, 8 listopada 2011

"Cukiernia pod Amorem. Hryciowie" Małgorzata Gutowska-Adamczyk


Uwielbiam gdy czytanie książki jest dla mnie przygodą. I nie koniecznie chodzi mi o jakieś czytelnicze podróże, jakieś szybkie zwroty akcji czy zapierające dech w piersiach wydarzenia. Czasem przygodą staje się czytanie o zwykłych losach ludzi na tle zmieniającej się historii, losach zwykłych, które wcale takimi zwykłymi nie są, a czytanie o nich to jakby w nich uczestniczenie.
Tak właśnie odbieram serię pani Małgorzaty Gutowskiej -Adamczyk "Cukiernia pod Amorem".

Po zapoznaniu się z losami Zajezierskich i Cieślaków czas przyszedł na bliższe spotkanie z Hryciami oraz rozwiązanie zagadki tajemniczego pierścienia. Bo "Hryciowie" to niestety ostatni tom "Cukierni pod Amorem". Niestety bo chętnie przeczytałabym jeszcze z trzydzieści.
I szczerze... chyba podobał mi się najbardziej. Może przez to, że w losy bohaterów już wrosłam, że zaprzyjaźniłam się z nimi i bardzo mnie intrygowali ?
A może dlatego, że autorka odpowiedziała w tym tomie na wiele pytań, które krążyły w mojej głowie, ale i parę zostawiła bez odpowiedzi lub z odpowiedzią dwuznaczną. Dlatego absolutnie nie mogę czuć niedosytu- wszystko ułożyło mi się w zgrabną całość i zaspokoiło moje wymagania w (o dziwo!) stu procentach!
Do tego przekonałam się, że pani Małgosia jest dla mnie autorem kompletnym, który potrafi tak wciągnąć czytelnika w stworzony przez siebie świat, że świat realny przestaje istnieć, a żyjemy losami jej bohaterów. Bo czyż normalnym jest, że na kolejne tomy "Cukierni pod Amorem" czekałam jak na datę własnego ślubu?
Czy normalnym jest, że jak dostawałam w swoje łapki kolejne tomy to rzucałam wszystko i czytałam, czytałam, czytałam....wcale nie chcąc skończyć czytania. Delektowałam się każdym wątkiem, wyobrażałam sobie każdą postać ze szczegółami i zachwycałam się każdym opisem tła wydarzeń.
I czy normalnym jest, że gdy skończyłam ostatni tom to miałam i łzy w oczach, i ogromny uśmiech na twarzy - bo zarazem żałowałam, że skończyłam i cieszyłam się, że wyjaśniło się w książce tak wiele - wywołując u mnie uczucie dopełnienia ?!
Nie z każdą książką tak mam, właściwie mogę rzec, że z niewieloma! 
Tak to wszystko przekonało mnie, że wśród wielu autorów pani Małgorzata Gutowska-Adamczyk będzie tym o którym będę zawsze mówiła, że ma klasę i dar - dar stworzenia historii od podstaw, dar wciągnięcia czytelnika w świat swoich powieści dogłębny i umiejętność takiego opowiadania o losach ludzi, jakbyśmy ich mieli obok siebie i jakbyśmy ich znali od dawna. Bo czyż nie znajdziemy wśród cech bohaterów "Cukierni" cząstki siebie? Ja znalazłam. Nie wyjawię Wam z kim było mi najbardziej po drodze, to pozostanie moją słodką tajemnicą.
A Wam radzę, jeśli jeszcze nie wstąpiliście do "Cukierni pod Amorem" to zaopatrzcie się w pyszną szarlotkę (lub inny wypiek, u mnie tym razem królowała mamina szarlotka) i dajcie się porwać autorce! Warto! Przywiązanie gwarantowane!
Oczywiście moją swoistą laurkę dla tej książki (i nie boję się użyć tu słowa "laurka" bo to opinia szczera i w pełni oddająca moje zachwyty) musi zakończyć ocena! Jak się domyślacie pełna, solidna ******6******. Za to, że "Cukiernia pod Amorem. Hryciowie" jeszcze bardzie podniosła rewelacyjny poziom serii oraz zainteresowała mnie jak pisałam wyżej najbardziej!
Nawet sobie nie wyobrażacie jak się cieszę mogąc wystawić taką notę! Na koniec rzeknę więc "ach" i "och" dla podkreślenia moich zachwytów i wiernie będę czekała na kolejne książki autorki, bo myślę, że czymś jeszcze nas zaskoczy!

M. Gutowska-Adamczyk, "Cukiernia pod Amorem. Hryciowie", Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2011, s. 504

wtorek, 1 listopada 2011

"Okno z widokiem" Magdalena Kordel


Widok z "Okna z widokiem" należy do tych od których może nie nie można oderwać wzroku, ale na pewno jest to widok bardzo urokliwy i budzący ciepłe uczucia. Autorka roztacza przed nami wizję bardzo urokliwej miejscowości, w której żyją normalni ludzie z normalnymi problemami. Życie po prostu.
I choć może w życiu nie wszystko układa się tak gładko jak w "Oknie z widokiem" to czyż zawsze musimy podkreślać złe strony naszej egzystencji, a tymi dobrymi nie możemy się zachwycać bezkarnie? Możemy!
I może się nam o tym jeszcze całkiem przyjemnie, lecz wcale nie za słodko czytać.
Przykładem jest ta książka. Oczywiście w "Oknie z widokiem" wszystko zaczyna się od problemów. Główna bohaterka - Róża- wyjeżdża na wieś do swojej babci nie bez powodu- ucieka przed tym co wydarzyło się w jej życiu. Jest pewna, że w swojej rodzinnej miejscowości odpocznie, choć na chwilę zapomni o problemach i poukłada sobie wszystko jak należy. Tak też i się stanie!
Lecz po drodze wydarzy się naprawdę dobra historia o której sobie poczytamy. Bo to nie tylko książka o "odnajdywaniu spokoju na wsi", lecz całkiem zabawna historia tej wsi, ludzi w niej mieszkających i ludzi do niej przyjeżdżających. I choć czasem absurdalność wydarzeń jest męcząca to warto wziąć poprawkę na swój odbiór i pozwolić się sobie samemu przy książce dobrze bawić. Pozwolić sobie w uwierzenie, że taka historia może być prawdziwa, a jeśli nawet nie jest to czy nie byłoby pięknie gdyby była?
Nie czytałam wcześniej książek pani Magdaleny Kordel, ale jeśli są podobne do "Okna z widokiem" to na pewno po nie sięgnę. W momencie, gdy świat będzie wydawał mi się zły i będzie mi brakowało wiary w pozytywne zakończenia.Bo mam wrażenie, że książki tej autorki mają właśnie na celu podniesienie nas na duchu i naładowanie nas pozytywną energią. Tak też mówi sama autorka we wstępie do czytelnika "cóż ja mogę poradzić na to (...), że lubię szczęśliwe zakończenia i wierzę w nie?". 
Pani Magdo i bardzo dobrze! W życiu nie można tylko układać czarnych scenariuszy! Nawet ja, raczej życiowa realistka-pesymistka uwierzyłam w przedstawioną przez panią historię i dobrze się przy niej bawiłam. Za co dziękuję.
A książkę wstawiam na półkę z oceną ****4****- co wcale nie oznacza, że książka jest tylko dobra, jest bardzo dobra, lecz nie aż tak jak te na piątkę.
Mam nadzieję, że zachęciłam Was do sięgnięcia po tę książkę, czasem warto sięgnąć po książkę, po którą wydawałoby się nie sięgnelibyśmy nigdy.
Całkiem dobra książka kryje się za firanką okładki. A sama okładka bardzo urocza i delikatna- znowu mogę z czystym sumieniem pochwalić Wydawnictwo SOL.









M. Kordel, "Okno z widokiem", Wydawnictwo SOL, Warszawa 2011, s. 302