niedziela, 31 lipca 2011

"Kobieta bez twarzy" Anna Fryczkowska


Kryminały to książki, w których czytanie wciągam się całkowicie. Akcja trzyma mnie w napięciu, powoli poznaję kolejne tajemnice bohaterów i za wszelką cenę usiłuję przewidzieć zakończenie.
Jakież zatem było moje zaskoczenie, gdy do reki wzięłam kryminał napisany przez panią Annę Fryczkowską? Duże. Pozytywnie duże. Z wielu powodów- które musicie sami poznać, ale postaram się choć trochę Was na nie naprowadzić pisząc ten post.
Książkę zaczęłam czytać w autobusie wiozącym mnie do bardzo podobnej do opisywanej przez autorkę wsi. Zazwyczaj długa i męcząca podróż minęła niepostrzeżenie. W jej czasie dowiedziałam się, że główną bohaterką książki jest niejaka Hanna Cudny, która po samobójstwie swojego męża postanawia przeprowadzić się na wieś, razem z dwójką swoich dzieci. Tam podejmuje pracę jako nauczycielka języka angielskiego, zamieszkuje w osnutym tajemnicami domku na końcu wsi i stara się dobrze wychowywać swoje dzieci, radząc sobie ze swoją depresją oraz co najmniej dziwnymi wydarzeniami, które spotykają ją i jej najbliższych. Bo nagle jej córka odnajduje martwą kobietę w pobliskim stawie, jej uczeń niepokojąco zaczyna milczeć, a syn miewa nocne koszmary. Do tego poznaje kolejnych mieszkańców wsi i... trafia na ślady tajemniczej sprawy, budzącej w niej grozę, ale i chęć wyjaśnienia jej.
Reszty dowiadywałam się na bieżąco, podczytując książkę w trakcie mojego letniego wypoczynku. Lecz nic więcej Wam nie napiszę o losach Hanny Cudnej. Sami musicie się przekonać jak autorka rewelacyjnie skonstruowała swoją książkę, wyprowadzając nas niejednokrotnie w pole z naszymi domysłami, by na końcu przedstawić nam uderzającą prawdę o tym, że nic nie jest takie jakim go odbieramy, a nasze domysły mogą być bardzo złudne. Tak, to udało się pani Anni rewelacyjnie. Choć nie będę ukrywała, że pod koniec książki miałam swoje typy i się one sprawdziły. Mimo to wiem, że koniec książki nie jest jednoznaczny...co mi się też niezmiernie podoba.
Zachęcam Was gorąco do przeczytania, tego tak wychwalanego kryminału... sama też dołączam do grona tych co chwalą, stawiając *****5***** i mam nadzieję, że z autorką spotkam się przynajmniej jeszcze raz.

Tak jak wspomniałam wyżej książkę czytałam w trakcie letniego wypoczynku...zajadając się malinami z działki mojej mamy- przepyszne! Dlatego zdjęcie z nimi...zanim zniknęły..., zdjęcie trzeba było robić więc bardzo szybko. Malinki zaś w deszczu zbierane, bo pogodę mamy tragiczną.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.  Jestem niezmiernie zaciekawiona serią "Asy kryminału" i mam nadzieję, że uda mi się ją bliżej poznać! Zwłaszcza, że są w niej książki polskich pisarzy- do których coraz bardziej się przekonuję!

wtorek, 26 lipca 2011

"Nie ma o czym mówić" Marta Szarejko


Panią Martę Szarejko wcześniej kojarzyłam tylko z "Bluszczem" oraz Dużym Formatem. Tym razem trafiłam jednak na książkę przez nią napisaną. I jednak wiem, że wolę spotykać się z autorką w "Bluszczu", co nie oznacza, że książka jest zła. Po prostu nie potrafię się do nie ustosunkować. Może to przez specyfikę tego małego tomiku, może przez język, a może tak po prostu mam. Może po prostu właśnie taki był cel autorki.
"Nie ma o czym mówić" to zbiór myśli... myśli ludzi, słów które pewnie wypowiadają do siebie, do innych, lub ich nie wypowiadają, lecz tylko o nich myślą. Krótkie fragmenty, zdania wyrwane z kontekstu, brak znaków interpunkcyjnych, lekkie pomieszanie i "zawieszenie" słowa- zmusza do myślenia samego czytelnika. I mimo iż czyta się szybko, strona za stroną...to wcale nie jest to książka, którą powinno się czytać szybko. O nie! To książka nad którą należy się pochylić, trawić słowa i wyciągnąć z nich całą esencje.. A potem pochylić się nad tą esencją i ją smakować. Aby ją zrozumieć musimy skupić się totalnie i znaleźć drugie dno w tym co autorka nam przedstawiła.
I mimo iż czytałam tę książkę przede wszystkim w tramwaju, to po powrocie do domu robiłam sobie kubek kawy i czytałam od nowa...
I może mnie to, tak zmęczyło, bo zmęczyć miało! Te portrety ludzi..., te słowa ciężkie i niejednoznaczne... ta atmosfera... duszna...może....

Po prostu "nie ma o czym mówić", należy przeczytać!

I choć nie cierpię tego w przypadku tej książki robić- stawiam ocenę. Choć kłoci się to we mnie okrutnie! Bo tej książki nie można tak ot ocenić...
Jednak zmęczona stawiam zmęczoną ***3*** i wierzę, że do książki po raz któryś wrócę, by lepiej ją zrozumieć...  
Wracać na pewno będę do mojego najnowszego nabytku- kubka do kawy, który podbił moje serce! Oszalałam na jego punkcie! Więc i książka z nim sfotografowana.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu AMEA



                                      ***************
Tak już poza wrażeniami z przeczytanej książki chciałabym ogromnie podziękować każdej osobie( tak, zdarzyły się takie), która nominowała mnie do One Lovely Blog Award. 
Było to dla mnie bardzo miłe, dziękuję zarówno tym bardziej mi znanym i tym mniej.
Mam nadzieję, że nie będziecie jednak mieć mi za złe tego, że w natłoku ostatnich zdarzeń nie mam zbytnio czasu na opisanie 7 swoich tajemnic, ani wytypowanie 16 blogów (zresztą wydaje mi się to nie możliwe). Niech się poczują jednak wyróżnieni wszyscy Ci od których jestem "uzależniona" w blogrollu z boku i Ci, których jeszcze gdzieś po drodze odkryję- dzielenie się z Wami wrażeniami z lektury... jest dla mnie bardzo, bardzo cenne! A Wasze komentarze i właśnie takie między innymi wyróżnienia dodają chęci do pisania o tym wszystkim.
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie, mam nadzieję, że wakacje mijają Wam przyjemnie, a tym którzy wakacji nie mają praca się nie dłuży...


M. Szarejko, "Nie ma o czym mówić", Wyd. AMEA, Budzyń 2011, s. 117

poniedziałek, 18 lipca 2011

zdobycze na wakacje


Obiecywałam sobie, że skończę ze stosikami, dopóki nie przeczytam wszystkich książek prezentowanych wcześniej. Jednak po pierwsze zdałam sobie sprawę z tego, że to nie realne ( i chyba nawet nie chcę, żeby realnym się stało- uwielbiam to uczucie, gdy mam w czym wybierać), po drugie nałóg to nałóg i uwielbiam się nim dzielić!
Zatem proszę Państwa książki zebrane przed wakacjami i w ich trakcie (właśnie listonosz zostawił dwie paczki) - na wakacje właśnie!
Pierwszy stos składa się przede wszystkim z wymianek. Fajna sprawa- zwłaszcza z tak miłymi ludźmi jak wy. Część to prezenty, pożyczki i własne zakupy! :)


Stos drugi od Wydawnictw.
I chciałabym tu podziękować :
Wydawnictwu Znak, Prószyński, Nowy Świat, Książnica, AMEA oraz Księgarni Matras.

Wkrótce recenzje - bo ruszyłam z czytaniem- w końcu mam masę wolnego czasu!
Kocham stosiki. KOCHAM WAKACJE!
Mam nadzieję, że i Wam się moje zdobycze podobają- dla mnie wyglądają niezwykle smakowicie!
Życzcie mi zatem zapału do czytania- bo książki wydaje mi się będą bardzo dobre!

niedziela, 17 lipca 2011

"Pisarz, któy nienawidził kobiet" John Leake


Czy jesteście sobie w stanie wyobrazić człowieka, który potrafi tak Wami "zamotać", że uwierzycie mu we wszystko co powie, zaakceptujecie wszystko co zrobi, mimo iż będzie budziło to Wasz lęk, wstręt i wyda Wam się nierealne? Że mimo tego taka osoba zdobędzie sławę, pieniądze i poparcie wpływowych ludzi?
Jeśli sobie nie możecie tego wyobrazić to John Leake opisał dla Was (i dla mnie) właśnie takiego człowieka.
I do tego on go nie stworzył w swojej wyobraźni, lecz skrupulatnie opisał postać seryjnego mordercy Jack'a Unterwegera. Człowieka, którego nie chciałabym nigdy w swoim życiu spotkać, nie tylko dlatego, że był mordercą. Nie lubię bowiem ludzi, którzy manipulują innymi, którzy udają ofiary- wcale nimi nie będąc, którzy swoje zachowania i swój charakter tłumaczą doświadczeniami z dzieciństwa. A gdy to wszystko urasta do rangi stania się mordercą niewinnych kobiet- to taka osoba może tylko budzić moją odrazę!
Jack Unterweger najpierw morduje 18 letnią dziewczynę, za co dostaje wyrok: dożywocie. W więzieniu zaczyna pisać powieść "Czyściec"- jest ona powieścią autobiograficzną, wzbudza duże zainteresowanie, wręcz staje się bestsellerem. Zachwyceni odbiorcy książki zaczynają walczyć o to by Jack został warunkowo zwolniony z odsiadywania kary. I co? I udaje im się to. "Pisarz"- dziennikarz wychodzi na wolność. Tyle wiemy na początku książki. Potem dowiadujemy się coraz więcej.
Jakiś czas po uwolnieniu Jacka Unterwegera zaczynają ginąć prostytutki. Nikt nie podejrzewa Jacka, ponieważ o dziwo... on zdaje relacje jako dziennikarz właśnie o tych zbrodniach.
Lecz jego dobra passa nie trwa wiecznie, w końcu ktoś wpada na trop...prowadzący do niego..
W książce tej mamy możliwość dokładnego poznania profilu mordercy, dowiadujemy się jak trafił z powrotem do więzienia, obserwujemy proces jaki skazuje go na ponowne dożywocie.
Daje nam to możliwość wyrobienia sobie zdania na temat tej postaci, możemy też próbować zrozumieć jego motywy, powoli odkrywamy anatomię psychopaty.
Wszystko to poparte dowodami, prawdziwymi źródłami, dziennikami, wywiadami itp- jestem pod ogromnym wrażeniem pracy autora włożonej w tę książkę.
Całość tworzy misterną opowieść o mordercy, któremu udało się na oczach całego świata prowadzić podwójne życie - być celebrytą i mordercą. I wszystko to samemu jeszcze opisywać.

Stawiam *****5***** i polecam! Coś zupełnie innego na rynku książki, w bardzo dobrej formie!
Zdjęcie książki z pazurkiem...
Pazurek w ulubionym ostatnio kolorze...
A książka podczytywana była na balkonie, w słonecznej aurze..na kolanach... 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

J. Leake, "Pisarz, który nienawidził kobiet", Wyd. Znak, Kraków 2011, s. 391

wtorek, 12 lipca 2011

"Gaumardżos! Opowieści o Gruzji" Anna Dziewit- Meller, Marcin Meller


W związku z tym, że właśnie trwające wakacje spędzam w tym roku nigdzie nie wyjeżdżając, postanowiłam powędrować po innych krajach i miejscach literacko.
Ostatnio były Indie, tym razem Gruzja.
Gruzja opisana przez małżeństwo Mellerów, Gruzja widziana właśnie ich oczami.
Kraj o którym dotychczas wiedziałam raczej niewiele, lecz dzięki tej książce dowiedziałam się dużo, dużo więcej.
I było to bardzo przyjemne zdobywanie wiedzy. Poprzez poznanie historycznych korzeni Gruzji, do umiejscowienia jej we współczesności... okraszone wspaniałymi anegdotami, pełnymi humoru, ale i refleksji. Zilustrowane ciekawymi zdjęciami.
Opowieści, których nie czyta się jak suchego przewodnika po omawianym kraju, lecz owymi opowieściami się żyje. Wchodzi się w ten świat i zaczyna się czuć potrzebę zobaczenia tego co autorzy opisywali. Ma się ochotę zasmakować każdej opisywanej potrawy, marzy się o zobaczeniu na własne oczy opisywanych miejsc, nawet strach przed szaloną jazdą uazem lub niwą (nawiasem mówiąc miałam okazję-całkiem częstą) nie jest już tak ogromny, a gdy pomyśli się o tym ilu dobrych i ciekawych ludzi można tam spotkać- to już po prostu nie ma się co bronić, tylko trzeba gnać po bilet i plecak.
A gdy już sie to uda to po prostu oddać się błogiemu biesiadowaniu...i cieszyć się, że istnieją takie kraje jak Gruzja...
Na tych wakacjach nie będzie mi to dane, lecz (pewnie nie jestem jedyna) po przeczytaniu tej książki dodaję Gruzję do listy krajów, które chciałabym kiedyś zobaczyć. Może się uda, może nie... niemniej warto było przeczytać tę książkę, poczuć klimat Gruzji, choćby tylko dzięki słowom płynącym z kartek. Słowom, które według mnie oddają całą miłość autorów do tego kraju, za co można ich tylko podziwiać!
Chciałabym umieć tak pisać o tym co kocham... bo ewidentnie autorom Gruzja nie jest obojętna. A dzięki temu i nam czytającym taka być nie może!
"Gaumardżos !"- na zdrowie... autorom życzę zwycięstwa!
Książka oczywiście oceniona na ******6******, polecam zwłaszcza na wakacje!

Ps. Prawie udało mi się być na spotkaniu z autorami... prawie, bo w końcu na owe spotkanie w Krakowie nie dotarłam :(- siła wyższa... Mam mimo to nadzieję, że kiedyś uda mi się zdobyć na moim egzemplarzu podpisy autorów i że będę mogła sama im przekazać, że "mnie się podobało" :)

Książka znowu czytana w podróży (właśnie tej która przeszkodziła w uczestniczeniu w spotkaniu autorskim, lecz mimo to cudnej podróży- tam gdzie kocham być czasem i a pewne momenty przypominają mi Gruzję), znowu z torebki wyzierała...więc i sfotografowana z podręcznym, samochodowym zestawem czytelnika:)

Książkę możecie kupić w księgarni MATRAS- kupiłam taniej niż w innych miejscach. Polecam



A. Dziewit-Meller, M. Meller, "Gaumardżos. Opowieści o Gruzji", Wyd. Świat Książki,
Warszawa 2011, s. 392