wtorek, 29 marca 2011

"Zupa z ryby Fugu" Monika Szwaja


I ja skosztowałam w końcu "Zupy z Ryby Fugu", a że zupy lubię ogromnie i ta w sumie przypadła mi do gustu!
To było moje pierwsze spotkanie z autorką. Starałam się nie nastawiać na nic rewelacyjnego, ale też absolutnie nie nastawiałam się negatywnie. Może dlatego tak dobrze odebrałam tą książkę.
Książkę wcale nie prostą, a pisaną tak, że czyta się prosto, książkę całkiem łatwą do przeczytania, a paradoksalnie poruszającą jeden z bardzo trudnych tematów.
Temat bardzo aktualny- temat trudności w zajściu w ciążę i sprawy z nim związane. Niewiele takich książek na rynku, więc zaciekawiona byłam bardzo.

Czytając poznajemy młode małżeństwo -Anitę i Cypriana - oraz ich najbliższych.
Małżeństwo szczęśliwe, zakochane, na początku swojej rodzinnej ścieżki. Jednak sielanka nie trwa wiecznie. Małżonkowie zaczynają myśleć o dziecku. O swoim dziecku... tym przyszłym, tym o której zaczynają się starać.
I starania te niestety nie wychodzą! Wcale, oj wcale nie łatwa sytuacja. Bo niby wyjść jest wiele, ale... ale każde z nich ma swoje uroki i każde z nich w pewnym momencie zaczyna uwierać. Tak też jest w przypadku Anity i Cypriana. Co przyniosą im te starania, do czego dojdą i co wspólnego z tym ma dziewczyna o imieniu Miranda i tytułowa ryba Fugu ? Hm... to już trzeba samemu przeczytać.
Na pewno warto poobserwować z boku do czego może doprowadzić chęć posiadania dziecka, jak pewne podjęte przez nas decyzje mogą zaważyć na naszym życiu i jak łatwo pod wpływem emocji przyrządzić sobie taką trującą zupę z ryby Fugu- bo z życiem trzeba obchodzić się ostrożnie, właśnie jak z rybą Fugu.Można też samemu spróbować postawić się na miejscu bohaterów i zastanowić się ile my potrafilibyśmy poświęcić by osiągnąć zamierzony cel.
Muszę wspomnieć jeszcze o jednej rzeczy. Naprawdę jestem pod wrażeniem pozytywnym tego jak autorka trzymała mnie w napięciu, jakie potrafiła wywołać we mnie emocje- nie raz chciałam krzyknąć to na jedną, to na drugą bohaterkę, nie raz chciałam nimi potrząsnąć i nie raz w zniecierpliwieniu czekałam co będzie na kolejnej stronie. To naprawdę nie lada wyczyn- zwłaszcza, że książka raczej swoją treścią bliska "czytadłom", a nie kryminałom.
Będąc dalej pod tym wrażeniem stawiam książce *****5***** i myślę, że chętnie spotkam się z twórczością Pani Moniki przynajmniej jeszcze raz. I nawet prosty język i lekkie przejaskrawienia mnie nie zrażają- choć nie ukrywam nie przepadam za tym.

Książkę czytałam przede wszystkim przed snem, zatem udało mi się ją sfotografować między poduszkami właśnie.
Za książkę dziękuję bardzo Wydawnictwu Sol 
 


M. Szwaja, "Zupa z ryby Fugu", Wydawnictwo SOL, Duży Dół 2010, s. 352

niedziela, 27 marca 2011

wiosenny stosik

Czy jest na sali doktor????:)
Potrzebny z dwóch powodów. Po pierwsze rozbiera mnie choroba. ;(
Po drugie brakuje mi już półek:), a stosy rosną i rosną, jak trawa wiosną. Lecz to wcale mnie nie martwi! Kiedyś będzie taki dzień, taki czas, że będę miała dużo czasu...tylko na czytanie! I to całkiem niedługo - z utęsknieniem czekam więc na wakacje. A wtedy będę miała co czytać i o czym pisać! Więc niech ten doktor się sprawą pierwszą zainteresuje, z drugiej wcale nie zamierzam się leczyć!
Ku udowodnieniu swoich słów, proszę bardzo STOSIK- wiosenny!
Zaczynajac od dołu:
- dwie pierwsze książki od Wydawnictwa Prószyński. Jedna wygrana ("Alicja w krainie konieczności"), druga do recenzji ("Hakus-Pokus").
- "Smak życia" - wygrana:) w losowaniu na blogu Sabinki z zakładką, która podbiła moje serce- nie rozstaję się z nią prawie w ogóle! :)
- "Ciemna Strona Małżeństwa" (czyż to nie genialny tytuł?;D) od Wydawnictwa Sonia Draga do recenzji. Drugą z tego Wydawnictwa zakupiłam sobie sama - "3096 dni" chodziło za mną od długiego czasu.
- no i jak tak przy zakupach jestem to jeszcze w "Świecie Książki" się obkupiłam- trzy następne to właśnie rezultat.
- "Papierowy Motyl"- do recenzji od Novae Res.
- a Ewa Stec - hm... odruch niekontrolowany w Realu :) jak dobrze, że można miedzy spożywczymi zakupami przemycić malutką książkę- tak żeby Mąż miły nie krzyczał. :D

Mniemam, że udowodniłam Wam, że nałóg mój nieuleczalny... że doktor do przeziębienia potrzebny jeno.
Zatem popijając leczniczą herbatkę dziękuję Wydawnictwom za przesłane książki- przeczytam w pierwszej kolejności. I aplikuję sobie najlepszy lek na świecie - książkę.
Kończę "Zupę z ryby Fugu" więc wkrótce coś o niej napiszę.

Iiiiii jeszcze raz zapraszam do organizowanego przeze mnie KONKURSU!

Żeby było naprawdę wiosennie to proszę specjalnie dla Was- ułamek tego czym wczoraj zupełnie niespodziewanie zostałam obdarowana.

piątek, 25 marca 2011

Zapraszam do konkursu!

Uwielbiam konkursy, losowania i tym podobne akcje mające na celu rozdawanie książek. Uwielbiam je u innych, ale chyba jeszcze bardziej u siebie. Zatem lubię w nich brać udział i książki zdobywać (naprawdę książka wygrana "smakuje" lepiej), ale jeszcze bardziej cieszy mnie to, że książkę mogę komuś sprezentować! Tym razem książki nie są ode mnie, ale dzięki mnie możecie je wygrać. Książki są od jednego z moich ulubionych wydawnictw- Wydawnictwa WAB.
Ale o co chodzi?
Otóż mam dla Was dwie książki Agnieszki Fibich "Requiem dla tancerki". 


Co trzeba zrobić, aby zdobyć książkę? Otóż trzeba w komentarzach odpowiedzieć na poniższe pytanie:
Jaki jest Twój ulubiony kryminał? Swoją odpowiedź proszę uzasadnić! 

Odpowiedź jest jednoznaczna ze zgłoszeniem się!
Autorzy dwóch najciekawszych uzasadnień wygrają wyżej wymienioną książkę.
Kto wybiera? Hm... niestety ...ja. Wyniki ogłoszę 1 kwietnia 2011 i naprawdę nie będzie do żart PRIMAAPRILISOWY:) to tylko taka zabawna zbieżność dat, całkiem sympatyczna zresztą!
Nagradza wydawnictwo - w związku z tym osoby przeze mnie wybrane będą musiały podać mi swój adres, a ja go przekaże dalej- oczywiście tylko w celach wysyłkowych.
Zresztą wszystko jest w regulaminie konkursu- do poczytania, którego odsyłam chętnych.

Zatem życzę weny do ciekawych uzasadnień
i gorąco zapraszam do wzięcia udziału w konkursie! 

niedziela, 20 marca 2011

"Za blisko domu" Linwood Barclay

Moje drugie spotkanie z Linwoodem Barclay zaliczam do udanych. Nawet bardzo udanych. Drugi raz autor zaskoczył mnie zakończeniem, a dochodzeniem do niego zainteresował na tyle, że miałam ochotę przeczytać książkę jednym tchem. Szkoda, że ostatnio mam znowu mało czasu na czytanie, bo pewnie przeczytałabym ją w jeden dzień.
Historia rozpoczyna się wstrząsająco - piętnastoletni Derek jest mimowolnym świadkiem morderstwa popełnionego w domu sąsiadów - w domu jego przyjaciela i jego rodziców. Słyszy strzały z pistoletu, ale nie widzi zabijającego. Jemu samemu udaje się z owego domu wydostać, jednak o zborni nikogo nie zawiadamia. O całej tej sytuacji "opowiada" nam sam Derek, ale o tym co dzieje się dalej dowiadujemy się dzięki ojcu Dereka- to jemu zostaje przekazana narracja.
Co dzieje się dalej? Derek zostaje zatrzymany przez policję, ciąży na nim zarzut potrójnego morderstwa, trafia do aresztu, a jego rodzicom zawala się świat. Nie są w stanie uwierzyć, że to ich syn mógł zamordować sąsiadów i podejmują się wyjaśnienia tego co mogło stać się naprawdę.
Ich odkrycia są przerażające i prowadzą do tego, że im samym zaczyna grozić niebezpieczeństwo. My z kolei czytając o prowadzonym przez rodziców Dereka śledztwie dowiadujemy się wiele o ich przeszłości, o ludziach ich otaczających, o powiązaniach mieszkańców małego miasteczka. Wszystko to razem doprowadza nas do rozwiązania zagadki. Niczym puzzle wszystko układa się w jedną całość.
(skojarzenie nie bez powodu- ostatnio oprócz drutów zawładnęły mną puzzle!)
Całość zaskakującą i brutalną. Jednakże bardzo realną i ukazującą nie tylko mordercę, ale też czynniki, które wypłynęły na niego, wszystko to co pchnęło go do popełnienia tak okrutnej zbrodni.
I cytując za Publishers Weekly "Barclay wie, jak stawiać zwykłych ludzi w niezwykle niebezpiecznych sytuacjach. Czytelnicy będą zachwyceni!" mogę tylko rzec, że może zachwycona aż nie jestem, ale na pewno bardzo zadowolona.
Stawiam zatem zadowalającą *****5***** i polecam fanom takich książek i nie tylko.
Za książkę dziękuję wydawnictwu 

L. Barclay "Za blisko domu", wyd. "Świat Książki", Warszawa 2010, s. 380

poniedziałek, 14 marca 2011

Leanna Renee Hieber "Dziwna i piękna opowieść o Percy Parker"

Długo zwlekałam z napisaniem czegoś o tej książce. Po pierwsze u mnie mały magiel życiowy- dużo się dzieje, wiosna za oknem i czasu też w sumie brak. Po drugie nie będę ukrywała, że mam z tą książką problem.
Dlaczego?
Może dlatego, że jest to moja pierwsza książka z tego gatunku. Może dlatego, że nie do końca ten gatunek mi podchodzi. Może też dlatego, że nastawiłam się na coś w tym stylu, ale coś lepszego!
Może po porostu to nie był dobry czas na lekturę z działu fantasy...?
A może to rzeczywiście dziwna książka, o dziwnej dziewczynie.... i dziwnych jej losach.
Sam tytuł nam to podpowiada.
"Dziwna i piękna opowieść o Percy Parker" to książka o dziewczynie, którą nawiedzają duchy, słyszy ich głosy i nie rozumie dlaczego oraz o mężczyźnie, który został wybrany przez starożytną boginię, by chronił świat przed wysłannikami ciemności. Ich losy są nierozdzielnie związane ze sobą. Razem mają zamknąć wrota piekielnych czeluści, z których wydobywa się samo zło. Dokonać tego mogą tylko dzięki miłości i wypełnieniu swego przeznaczenia. Jednak nie jest to wcale takie proste. O nie!
Akcja książki toczy się w wiktoriańskim Londynie, w którym spotkać możemy nie tylko dziwnych ludzi, ale i ... duchy, a nawet demony. Wszystko to opisane niezwykle nostalgicznie, poetycko i w sumie nastrojowo. Wręcz tajemniczo.
Choć dla mnie trochę kiepsko. Nie weszłam w ten klimat, pewne momenty mocno mnie irytowały. Zdawały mi się nieco zbyt melodramatyczne, zbyt wyniosłe i zagmatwane. Drażniły mnie pewne opisy "miłości", sceny mające na celu ukazanie napięcia (nawet seksualnego) między bohaterami, a także jakaś taka ogromna naiwność głównej bohaterki.
Nie sposób tu właśnie nie wspomnieć o głównej bohaterce. Otóż nasza Percy nie jest zwykłą dziewczyną. Dlaczego? Bo nie wygląda zwyczajnie - ma śnieżnobiałe włosy, biały kolor ciała i bardziej przypomina ducha niż człowieka. Jest bardzo zakompleksiona i kompletnie nie rozumie swoich nadprzyrodzonych mocy. Do czasu.
Do czasu, aż ów wcześniej wspomniany mężczyzna - profesor Alexi Rychman zacznie odkrywać w niej kobietę i .... swoje przeznaczenie. Wtedy Percy przechodzi jakby przemianę. Nikłą, ale jednak.Wtedy to zaczyna się akcja rozkręcać, ale o tym to już nie mogę pisać, bo zdradziłabym wszystko. A tak się nie robi.
Bo może jednak sięgniecie po tą książkę i udowodnicie mi, że to ja jej nie zrozumiałam, nie odkryłam jej piękna i zauważyłam tylko samą "dziwność". Inni już jej piękno odkryli bowiem w USA zebrała masę nagród, a nawet na Broadwayu przygotowywany jest na jej podstawie musical, w którym mają wystąpić laureaci Tony Award.
Tak, i to by było na tyle.
Ach... jeszcze zdjęcie. Książkę czytałam na przemian z robieniem na drutach (moja nowa szalona pasja) więc najczęściej lądowała w koszyku z robótką... tam też została sfotografowana. 

Mimo wszystko muszę wystawić niską ocenę **2**, ale tak jak pisałam wcześniej- mam nadzieję, że ktoś odkryje to czego ja nie odkryłam i książką się zachwyci. Dodałabym jeszcze plusika za cudną okładkę, która niewątpliwie przykuła mój wzrok.
Dziękuję też Wydawnictwu Amber, które książkę mi wysłało - mam nadzieję, że kolejne książki od Was bardziej przypadną mi do gustu.

L. R. Hieber, "Dziwna i piękna opowieść o Percy Parker", Wydawnictwo Amber, Warszawa 2011, s. 367