środa, 28 grudnia 2011

"Rodzinnych ciepłych świąt" Magda Parus


Święta, święta i po świętach. Najpierw przygotowujemy się do nich z wielkim zaangażowaniem, potem je celebrujemy, a gdy miną wracamy do naszej szarej codzienności.
Frazes? Tak, lecz jakże prawdziwy.
Jak i książka pani Magdy Parus. Dobitnie prawdziwa. Realna aż do bólu. I uwierzcie mi to nie kolejna książka wychwalająca czas Bożego Narodzenia, to też nie próba ukazania nam tego co w samych Świętach najważniejsze jest lub być powinno. To też na szczęście nie książka w stylu amerykańskich powieści o tym jak to w Święta się wszyscy ze sobą godzą, wspaniale dogadują i ciekawie spędzają czas, strojąc domy, gotując i piekąc. A... i obdarowując się prezentami. Choć to wszystko w pewnej formie i na stronach tej książki odnajdziemy.
To książka, która motyw Wigilii, Świąt Bożego Narodzenia/Wielkanocy wykorzystuje do ukazania relacji jakie panują w rodzinie. Mamy bowiem siostry Kamilę i Lenę oraz ich rodziny.
U Kamili "spędzamy" Wielkanoc. U Leny Wigilię.
Poznajemy ich rodziny i relacje jakie w nich panują. Relacje zupełnie różne, jak to w życiu bywa. Dwie różne rodziny i zupełnie inne relacje panujące między ich członkami. Dzięki temu, że u Leny "spędzamy" parę Wigilii pod rząd mamy okazję też obserwować jak te relacje się zmieniają i do czego doprowadzają. A finał ten myślę, że bardzo zaskakuje.
Mnie zaskoczył, choć wydawał się bardzo prawdopodobny. Gdzieś w głębi duszy miałam nadzieję, że taki nie będzie. Choć taki właśnie musiał być, by mną tak dogłębnie poruszyć. By książka mogła na mnie wywrzeć tak duże wrażenie i zmusić mnie do ważnych przemyśleń. Do zatrzymania się w szaleńczym pędzie ku świętowaniu, ku ozdabianiu, ku smakowaniu, ku obdarowywaniu i byciu obdarowywaną. Bym mogła uświadomić sobie, że ta cała powierzchowność świętowania może i jest przyjemna, może i ją lubię (tego nie ukrywam, bo zapach choinki z lasu to jeden z moich zapachów ulubionych,a migoczące lampki uwielbiam), ale najważniejsze jest dbanie o dobre relacje z bliskimi przez cały czas i wiarę w to co te Święta niosą - czyli miłość, w każdej postaci.
Bardzo się cieszę, że tę książeczkę przeczytałam właśnie przed Świętami Bożego Narodzenia. W pewnym stopniu sprowadziła mnie na ziemię, lekko otworzyła oczy i pokazała, że mam się z czego cieszyć, bo Święta spędzam z osobami, które kocham i tak jak być powinno. A jak być powinno, to już sobie sami po przeczytaniu tej książki odpowiecie.
Oceniam więc moje spotkanie z tą pozycją na pełną ******6****** i polecam, nie tylko w świąteczny czas. Owszem on czytanie książki wzbogaci, a może na odwrót ???

M. Parus, "Rodzinnych ciepłych świąt", Wyd. MUZA, Warszawa 2011, s. 184

11 komentarzy:

  1. Szkoda, że wcześniej nie słyszałam o tej książce, albo mi widocznie gdzieś umknęła, gdyż bardzo chętnie przeczytałabym ją w święta, ale skoro piszesz, że można w każdy czas, to chyba zaryzykuje i jej poszukam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej ale intrygujesz!
    Tak piszesz o wielkim finale książki, że nie sposób się nie skusić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo podoba mi się Twoja recenzja :) Czytałam tę książkę, również przypadła mi do gustu. Masz rację, niewątpliwie jest poruszająca, zakończenie odbierałam podobnie jak Ty. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja w tym roku nie przeczytałam żadnej typowo świątecznej lektury. Całe Święta trawiłam dosyć mocną, chociaż strasznie dziwną "Śmierć pięknych saren". I właściwie trawię ją do teraz.

    Ale za to oglądnęłam moje ukochane "Holiday" oraz "Love actually" (bynajmniej nie w wigilię, wtedy raczej nie włączam telewizora, ale we własnym zakresie, troszkę wcześniej), więc świąteczny nastrój nie był mi tak całkowicie obcy przed rozpoczęciem Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nawet po Świętach sięgnę po tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że to ciekawa lektura i chętnie po nią sięgnę, tym bardziej, że jest przedstawiona także Wielkanoc i właśnie w tym okresie także będzie w sam raz. Szczególnie intryguje mnie przedstawienie fabuły z różnych stron i w odstępach czasowych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pomysł popijania wigilijnej wieczerzy koniakiem jest tak wstrząsający , że przyznać muszę ,poczułem mdłości i wstręt , brrrrr.

    Zenek

    OdpowiedzUsuń
  8. Cyrysia-> kto nie ryzykuje ten....żałuję, więc ryzykuj! :)

    Magdalenardo-> tu nie do końca chodzi o wielkość finału, lecz jego jakoś- tym warto kusić:)

    Domi-> dziękuję za miłe słowa- ich nigdy za wiele przecież:), cieszę się, że miałyśmy podobny odbiór książki- znaczy się, że działa:)

    Claudette-> wiesz ja bym o tej książce nie powiedziała, że jest typowo świateczna, raczej motyw świąt wykorzystuje jako tło do ukazania ważnych tematów. "Śmierć pięknych syren"? Jak to być może, że nic o niej nie wiem????
    "Holiday" i "Love actually" uwielbiam- tę drugą sobie chyba jutro obejrze, tak mnie skusiłaś...:) moim szlagierowym filmem o miłości (do którego wracam co święta prawie) jest "Masz Wiadomość" - już go na pamięć z siostrą umiemy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. TakiJestŚwiat-> nie widzę przeciwwskazań :)

    Lawenda-> Wielkanocy jest w niej mniej, ale myślę, że to dobry pomysł. Ja się nie spodziewałam, że książka swoją treścią aż tak mnie zaintryguje- więc cieszę się z tego rezultatu ogromnie.

    Zenek-> no ja nie tylko wtedy poczułam wstręt... w ogóle sporo emocji we mnie wywołała.

    OdpowiedzUsuń
  10. Można powiedzieć,że okres świąt dalej trwa,więc z chęcią bym ją przeczytała;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Popieram, książka rewelacyjna. Warto ją przeczytać...

    OdpowiedzUsuń