niedziela, 4 grudnia 2011

"Podróże małe i duże czyli jak zostaliśmy światowcami" Wojciech Mann, Krzysztof Materna


Wojciech Mann i Krzysztof Materna- dwóch przezabawnych i bardzo charakterystycznych panów. Znają ich pewnie wszyscy, lubią liczni, a teraz dzięki tej książce mogą poznać ich relacje z podróży, które kiedyś odbywali- razem lub osobno.
Książka całkiem przyjemna. Bardzo w stylu obu Panów. Opowiadają nam o swoich podróżach, które odbywali w czasach PRL-u. Co łatwym nie było, jednak im się udawało.
Opowiadają o tym razem i osobno, raz jeden, raz drugi, a czasem na przemian.
Opowiadają o tym wszystkim ze sporą dawką humoru, czasem z przymrużeniem oka, a czasem zupełnie serio.
Po prostu wspominają. Na przykład swoją podróż sławnym "Stefanem Batorym", pracę w Stanach Zjednoczonych, wakacje w Acapulco czy wrażenia z wyścigów Formuły 1 w Budapeszcie itp.
Jednak absolutnie nie można powiedzieć, że jest to książka podróżnicza. Owszem jest o podróżach, owszem jest parę ciekawostek na temat odwiedzanych przez Panów miejsc, lecz opowieść autorów traktuje o tym jak oni te miejsca odbierali, co w nich robili i dlaczego się w nich znaleźli. Jak stawali się "światowcami"- a w tamtych czasach spokojnie mogli siebie tak nazywać.
Do tego książka ta rewelacyjnie ukazuje ich relacje względem siebie, ale też i innych. Bo oprócz miejsc, które odwiedzili wspominają też ludzi, których na swej drodze spotkali. Swoich przyjaciół i ludzi poznanych przypadkowo. I to dla mnie było właśnie ciekawe.
Docenić też muszę sposób wydania owej książki. Po pierwsze twarda solidna oprawa, po drugie dużo ciekawych zdjęć- min. z archiwum autorów- ilustrujących to o czym czytamy oraz ciekawa szata graficzna. Naprawdę ciekawie wydane, w miarę ciekawe wspomnienia autorów.
Polecam - przede wszystkim fanom Wojciecha Manna i Krzysztofa Materny. Ale nie tylko. Ja na przykład obu Panów znam, fanką jestem taką umiarkowaną, a z czytania tej książki miałam dużo przyjemności. Może dlatego, że sporo jej autorzy poświecili USA, a to kraj, którym się trochę fascynuję, a może dlatego, że czyta się błyskawicznie, mają wrażenie, że autorzy piszą dla nas i do nas. Niczego więcej nie oczekiwałam, bo do tego typu książek podchodzę z dawką rezerwy. Tym razem, ani się nie rozczarowałam, ani specjalnie się nie zachwyciłam.
Stawiam więc *****5*****, z zastrzeżeniem, że to słaba piątka, podciągnięta przez sposób wydania.
Zdjęcie książki wśród kartonów- to mi ostatnio towarzyszyło najczęściej przy czytaniu książki. 

Jak widzicie wróciłam. Piszę do Was już prosto z mojego nowego biurka.
Spod ogromu kartonów się już prawie wygrzebałam, choć przeprowadzka i "udomawianie" swojego mieszkania to nie prosta sprawa, i tak jestem tym zachwycona. I choć końca nie widać...to i tak się cieszę.
Wkrótce mam też dla Was konkurs- właściwie już na dniach- w którym do wygrania między innymi ta książka. Szczegóły niebawem.
Przypominam Wam też, że tę i inne książki z Wydawnictwa ZNAK możecie kupić 30% taniej, przy użyciu kodu rabatowego (kod: achyochy). 
A teraz wracam do kolejnego duetu - tym razem Hołownia i Prokop na tapecie. I szepnę Wam już, że jest wyśmienicie- tak jak się spodziewałam, że będzie.







W. Mann, K. Materna, "Podróże małe i duże czyli jak zostaliśmy światowcami", Wyd. ZNAK, Kraków 2011, s. 208.

9 komentarzy:

  1. Oprócz tego, że należałoby zaznaczyć, że to wznowienie książki z 1995r. na fali popularności "RockManna", zgadzam się w zupełności.

    OdpowiedzUsuń
  2. tak, tak faktycznie, to wznowienie, nawet gdzieś mi mignęła w tej książce stara okładka...
    co do "Rockmanna" nie czytałam jeszcze.
    I zachęcam do podpisywania się pod komentarzami, anonimowe komentarze nie są mile widziane.

    OdpowiedzUsuń
  3. Obaj Panowie jakoś nie grzeją mnie, ni ziębią, więc poza pięknym wydaniem tej książki (jak ja uwielbiam takie wydania!) nic mnie właściwie do niej nie przyciąga (no może jeszcze te "podróże" w tytule). Nawet nie wiedziałam, że to jest wznowienie :)

    Biureczko widzę już skręcone, więc życzę miłego i szybkiego pozbywania się kartonów!

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie do niej nie ciągnie i raczej nie przeczytam;) Nie przepadam za tego typu książkami.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie się podobała - może dlatego, że bardzo lubię autorów, ze szczególnym wskazaniem na pana Manna:)

    A duet Hołownia-Prokop jest po prostu cudny...

    OdpowiedzUsuń
  6. jestem bardzo ciekawa tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wojciech Mann smutną ma twarz ...
    Moja ocena: za przerażające zdjęcie na okładce jedynka (1) , za wspomnienia - trójka (3) , zatem ocena końcowa - dwa (2). Jak na duet słabo, a mówi się ,że co dwie głowy , to nie jedna. :)

    Zenek

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie jakoś nie ciagnie do tej książki, ale za to bardzo chcę przeczytać książke duetu Prokop&Hołownia Czekam więc na recenzję! :)
    Fajnie, że już się zadomowiłaś! Czy to znaczy, że pokażesz nam swoją nową biblioteczkę ;>

    OdpowiedzUsuń
  9. Ot młode pokolenie - "nie ciągnie ich do tej książki" . Znak czasu....

    OdpowiedzUsuń