wtorek, 8 listopada 2011

"Cukiernia pod Amorem. Hryciowie" Małgorzata Gutowska-Adamczyk


Uwielbiam gdy czytanie książki jest dla mnie przygodą. I nie koniecznie chodzi mi o jakieś czytelnicze podróże, jakieś szybkie zwroty akcji czy zapierające dech w piersiach wydarzenia. Czasem przygodą staje się czytanie o zwykłych losach ludzi na tle zmieniającej się historii, losach zwykłych, które wcale takimi zwykłymi nie są, a czytanie o nich to jakby w nich uczestniczenie.
Tak właśnie odbieram serię pani Małgorzaty Gutowskiej -Adamczyk "Cukiernia pod Amorem".

Po zapoznaniu się z losami Zajezierskich i Cieślaków czas przyszedł na bliższe spotkanie z Hryciami oraz rozwiązanie zagadki tajemniczego pierścienia. Bo "Hryciowie" to niestety ostatni tom "Cukierni pod Amorem". Niestety bo chętnie przeczytałabym jeszcze z trzydzieści.
I szczerze... chyba podobał mi się najbardziej. Może przez to, że w losy bohaterów już wrosłam, że zaprzyjaźniłam się z nimi i bardzo mnie intrygowali ?
A może dlatego, że autorka odpowiedziała w tym tomie na wiele pytań, które krążyły w mojej głowie, ale i parę zostawiła bez odpowiedzi lub z odpowiedzią dwuznaczną. Dlatego absolutnie nie mogę czuć niedosytu- wszystko ułożyło mi się w zgrabną całość i zaspokoiło moje wymagania w (o dziwo!) stu procentach!
Do tego przekonałam się, że pani Małgosia jest dla mnie autorem kompletnym, który potrafi tak wciągnąć czytelnika w stworzony przez siebie świat, że świat realny przestaje istnieć, a żyjemy losami jej bohaterów. Bo czyż normalnym jest, że na kolejne tomy "Cukierni pod Amorem" czekałam jak na datę własnego ślubu?
Czy normalnym jest, że jak dostawałam w swoje łapki kolejne tomy to rzucałam wszystko i czytałam, czytałam, czytałam....wcale nie chcąc skończyć czytania. Delektowałam się każdym wątkiem, wyobrażałam sobie każdą postać ze szczegółami i zachwycałam się każdym opisem tła wydarzeń.
I czy normalnym jest, że gdy skończyłam ostatni tom to miałam i łzy w oczach, i ogromny uśmiech na twarzy - bo zarazem żałowałam, że skończyłam i cieszyłam się, że wyjaśniło się w książce tak wiele - wywołując u mnie uczucie dopełnienia ?!
Nie z każdą książką tak mam, właściwie mogę rzec, że z niewieloma! 
Tak to wszystko przekonało mnie, że wśród wielu autorów pani Małgorzata Gutowska-Adamczyk będzie tym o którym będę zawsze mówiła, że ma klasę i dar - dar stworzenia historii od podstaw, dar wciągnięcia czytelnika w świat swoich powieści dogłębny i umiejętność takiego opowiadania o losach ludzi, jakbyśmy ich mieli obok siebie i jakbyśmy ich znali od dawna. Bo czyż nie znajdziemy wśród cech bohaterów "Cukierni" cząstki siebie? Ja znalazłam. Nie wyjawię Wam z kim było mi najbardziej po drodze, to pozostanie moją słodką tajemnicą.
A Wam radzę, jeśli jeszcze nie wstąpiliście do "Cukierni pod Amorem" to zaopatrzcie się w pyszną szarlotkę (lub inny wypiek, u mnie tym razem królowała mamina szarlotka) i dajcie się porwać autorce! Warto! Przywiązanie gwarantowane!
Oczywiście moją swoistą laurkę dla tej książki (i nie boję się użyć tu słowa "laurka" bo to opinia szczera i w pełni oddająca moje zachwyty) musi zakończyć ocena! Jak się domyślacie pełna, solidna ******6******. Za to, że "Cukiernia pod Amorem. Hryciowie" jeszcze bardzie podniosła rewelacyjny poziom serii oraz zainteresowała mnie jak pisałam wyżej najbardziej!
Nawet sobie nie wyobrażacie jak się cieszę mogąc wystawić taką notę! Na koniec rzeknę więc "ach" i "och" dla podkreślenia moich zachwytów i wiernie będę czekała na kolejne książki autorki, bo myślę, że czymś jeszcze nas zaskoczy!

M. Gutowska-Adamczyk, "Cukiernia pod Amorem. Hryciowie", Wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2011, s. 504

18 komentarzy:

  1. Ale pyszności ;-) Szarlotka na 6, przynajmniej z wyglądu, bo posmakować nie było mi dane. A co do "Hryciów" to... książka mnie zawiodła. Spodziewałam się czegoś naprawdę wciągającego, a tymczasem wszystko było takie przegadane.

    OdpowiedzUsuń
  2. Elwika-> oj to widzisz ja miałam totalnie odwrotnie! bardziej przegadana wydawała mi się pierwsza część i nie do końca potrafiłam się w nią wciagnąć, potem przeczytałam drugi raz i popłynełam tym nurtem, potem był drugi tom, kóry też bardzo mi się podobal, a trzeci był smakowitym uwieńczeniem! :) stąd moja laurka:) pozdrawiam a na szarlotkę chętnie bym zaprosiła, zwłaszcza, że czytałam ,że byłąś w krakwoei, czemu nie dotarłaś do nas na spotkanie blogerów?

    OdpowiedzUsuń
  3. Już nie tyle co książką, ale smakowitym zdjęciem zachęciłaś mnie do zapoznania się z treścią ,,Cukierni pod amorem'', więc rozpoczynam poszukiwania.

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam, byłam... w sobotę ok. 7.20 wysiadłam z pociągu, udało mi się spokojnie wszystko zwiedzić, co zaplanowałam, potem na targi na chwilę (przez ten ścisk i duchotę nie wytrzymałam tam długo), no a potem znów na PKP i do domu... Miałam zostać do niedzieli, ale plany mi się pozmieniały i musiałam wracać wcześniej, czyli w sobotę. Dlatego nie udało mi się dotrzeć na spotkanie z Wami, choć bardzo chciałam :( Ale mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała okazję...

    OdpowiedzUsuń
  5. Słodycze wyglądają równie smakowicie co książka :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szarlotka wygląda apetycznie :)Czytałam pierwszy tom "CUkierni" i chyba po tylu entuzjastycznych recenzjach nastawiłam się na wielkie WOW, miałam zbyt duże oczekiwania i poczułam się rozczarowana po lekturze... Mam w domu tom 2, ale chyba zrobie tak jak Ty, że najpierw przeczytam raz jeszcze pierwszy i potem od razu 2, to może tak bedzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  7. Najbardziej podoba mi się szarlotka :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiem jaką ocenę wystawię książce ,czytam .. , nieśpiesznie i z częstymi przerwami.
    Natomiast już dziś szóstkę wystawiam autorce,między innymi za zamiłowanie do prekusji.

    Czester Miczel

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja przeczytałam pierwszą część, no i utęsknieniem czekam, aż kolejne tomy wpadną w moje ręce

    OdpowiedzUsuń
  10. Dużo słyszałam o tej książce,ale jakoś nie mogę się na nią zdecydować.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytanie cudzych opowieści zamkniętych pomiędzy dwiema okładkami w stu , dwustu , trzystu dwóch czy ponad czterystu stronach, przepełnionych zmyślonymi wydarzeniami , nieprawdziwymi losami fikcyjnych postaci , jest od dosyć dawna uznawane za naturalne zajęcie , zaś utożsamianie się z ową fikcją , projektowanie pod jej wpływem własnych obrazów, przeżywanie jej na swój sposób , jest zupełnie normalnym zachowaniem.
    Świadczy o dużej pasji czytelniczej i wrażliwości:)
    Postaram się przeczytać książkę , po takiej recenzji ...
    Poza tym, proszę nie usuwać moich komentarzy.

    Zenek

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja jeszcze nie wstąpiłam do "Cukierni" chociaż, jak pewnie wiesz, pierwszą słodkość mam już na półce i czekam kiedy będę mogła ją pałaszować.

    Ciekawa jestem bardzo jeszcze jednej książki pani Małgosi - mianowicie "Mariola, moje krople", o której na śmierć zapomniałam buszując wśród targowych stoisk.

    Ale wracając do Twojej recenzji to jest niezwykle smakowita i zdecydowanie mam teraz apetyt na takie tytuły.

    W dodatku moja mama robi prawie taką samą szarlotkę (właśnie z ucieranych jabłek, nie z krojonych), a różni się ona tylko kształtem - nasza jest zawsze okrągła :)

    Oj, zjadłabym kawałek...

    OdpowiedzUsuń
  13. Cyrysia-> cieszę się ogromnie i smacznych poszukiwań Ci życzę:)

    Elwika-> kochana jak będziesz planowała kiedyś odwiedzenie Krakowa to daj znać, chętnie się z Tobą spotkam i myślę, że nie tylko ja:) pozdrawiam:)

    TakiJestŚwiat-> i róweni słodko się z nimi obcowało:)

    Czester Miczel-> Witam u mnie i cieszę się że książka pozytywen wrażenia wywiera i na Tobie;)

    ShapeOfMyHeart-> zazdroszczę więc tego, że książka i przyjemność z czytania jej jeszcze przed Tobą:)miłej lektury!

    Limonka-> no szarlotki już niestety nie ma, zjedzona, nawet po okruchach śladu nie ma..:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Aneta-> to dobry plan u mnie poskutkował, jakoś łatwiej mi było wejść w świat Cukierni po odświeżeniu sobie tomu pierwszego. POLECAM!

    Miravelle-> zacznij od tomu pierwszego, a potem będzie już tylko lepiej i lepiej:)

    Zenek-> Twój komentarz usunęłam ponieważ nie widzę powodu dla którego miałbyś promować siebie lub swoją twórczość kosztem mojego bloga lub bez zapytania mnie o zgodę. Jak zapewne zauważyłeś nie usunęłam wcześniejszych komentarzy np. polemizujących w sprawie ilości stron w książce itp. Natomiast na promowanie się na moim blogu zgody nie wyraziłam i dałam Ci to do zrozumienia jasno. Nie wiem kim jesteś, nie zwróciłeś się do mnie z żadną prośbą czy zapytaniem co uważam za karygodne.
    Cieszę się jednak, że choć raz udało mi się zachęcić Cię swoją "recenzją" do sięgnięcia po książkę- może i Ty posiadasz bloga, gdzie mogłabym kiedyś poczytać o Twoich wrażeniach z lektury?
    pozdrawiam

    Claudette-> to ja Cię muszę kochana siłą do Cukierni zaciągnąć:)
    "Mariola moje krople" mam i chętnie udostępnię:) buziaki i za tydzień idziemy ...na ciacho! postanowione!

    OdpowiedzUsuń
  15. Jedynym miejscem , w którym możemy się spotykać i dzielić wrażeniami , jest Twój blog ... na razie :).

    Zenek

    OdpowiedzUsuń
  16. OOooOOooOoOo, jak miło ;-) dziękuję! Jak tylko pojawię się w Krakowie, z pewnością się odezwę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Wszystkie 3 tomy sa interesujace. Ale, poniewaz Cukiernia, glowny watek ksiazki nalezala kiedys do Cukiermanow, ortodoksyjnych Zydow, nie moglaby sie nazywac pod Aniolem. Takze, fakt ze Cukiermanowie byli praktykujacymi Zydami nasuwa pytania czy mogli prowadzi nie-koszrna cukiernie, czy cukiernia mogly byc otwarta w Shabbat i inne drobnostki, ktore sie nasuwaja tym co wiedza cokolwiek o zwyczajach i religii Zydowskiej.

    OdpowiedzUsuń
  18. A ja się przychylę do oceny Anety. Mam niedosyt i ten tom oceniam najsłabiej, mimo iście filmowych przygód Giny. Zakończenie jakby pisane w pośpiechu, Gina swą barwnością tłamsi pozostałych bohaterów. Oczywiście nadal trylogia jest bardzo dobra, ale mogła być doskonała.

    OdpowiedzUsuń