czwartek, 25 sierpnia 2011

"Wiktoriańska herbaciarnia" Debbie Macomber

Zakichana, zakaszlana, z bolącą głową, zatokami i z niezbyt dobrym humorem postanowiłam sięgnąć po książkę, która nie będzie wymagała ode mnie dużego skupienia i będzie się ją po prostu dobrze czytało.
Wybór padł na "Wiktoriańską herbaciarnię" Debbie Macomber. I był to wybór świetny!
Nazwisko autorki obijało mi się o uszy dosyć często, zwłaszcza, że lubię śledzić poczynania wydawnicze Wydawnictwa Mira- bowiem potrafią oni nie raz swojego czytelnika zaskoczyć (choćby np. tą książką mnie zaskoczyli -recenzja - byłam nią zachwycona). Do tego już jedna książeczka autorki stoi na mojej półce i czeka na przeczytanie, "Sklep na Bloosom Street" przyciągnął mnie do siebie, gdy miałam fazę robienia na drutach. :). Faza powróci pewnie zimą- to i książkę przeczytam wtedy, bowiem temat robienia na drutach jest w niej poruszany...:)
Wróćmy może jednak do "Wiktoriańskiej herbaciarni". Książka ta jest kontynuacją losów bohaterów znad Zatoki Cedrów. Wcześniej niestety nie miałam z nimi do czynienia, więc pewnie dlatego czułam się trochę pogubiona. Duża ilość wątków i bohaterów początkowo mi się mieszała, lecz czytając zaczynałam je odróżniać i rozumieć.
Wszyscy mieszkańcy Cedar Cove są sobie bardzo bliscy, znają się od dawna i często służą sobie pomocą. Często są dla siebie nie tylko zwykłymi znajomymi, ale i przyjaciółmi. Do tego dosyć dużo tu powiązań rodzinnych. Jednak łączą ich nie tylko więzy przyjacielskie i rodzinne. Łączą ich wspólne wydarzenia, o których w mieście się ciągle mówi.
W tej książce Debbie Macomber skupiła się na pożarze restauracji Justine i Setha Gundersonów. I nie był to nieszczęśliwy wypadek lecz zamierzone podpalenie. Lecz nie tylko to martwi Justine i Setha- muszą oni też ratować swoje małżeństwo, wystawione na ciężką próbę.
Losy innych bohaterów książki też są wystawione na próbę. Zaufanie, rozstania, problemy finansowe, problemy z rodzicami i tęsknota to jedne z poruszanych przez autorkę tematów. Tematy te przeplatają się ze sobą, tworząc jakby zawiłą kronikę losów mieszkańców Cedar Cove.
A skąd nazwa "Wiktoriańska herbaciarnia", kto podpalił restaurację, jak potoczą się losy bohaterów i co z tego wyniknie? I czy to koniec ich przygód? Na te pytanie odpowiedzieć nie mogę. Odpowiada na nie autorka, a my czytając możemy te odpowiedzi poznać.
Czy warto?
Pewnie warto. Na pewno nie możemy nastawić się tu na literaturę, która zmusi nas do myślenia, raczej mamy wszystko "podane na tacy". Czy to plus, czy minus książki musicie ocenić sami.
Ja tym razem takiej książki potrzebowałam właśnie. Mimo, iż raczej nie czytam ich dużo.
Może dlatego stawiam tylko ****4****, ale mimo wszystko polecam osobom, które lubią książki obyczajowe, o miłości... podane w bardzo prosty i przystępny sposób.
I tak jak mówiłam przy czytaniu mnie towarzyszyły najczęściej chusteczki... niestety nie z powodu wzruszających scen (choć i pewnie takie w książce można odnaleźć), lecz z powodu totalnego zakatarzenia. Nie ma to jak zapalenie górnych dróg oddechowych na sam koniec wakacji! Prawda?

Za możliwość poznania losów bohaterów znad Zatoki Cedrów dziękuję Pani Monice z Wydawnictwa MIRA.



D. Macomber, "Wiktoriańska herbaciarnia", Wyd. MIRA, Warszawa 2011, s. 332

15 komentarzy:

  1. Ja z przyjemnością wracam do Zatoki Cedrów :)
    Sama jestem jeszcze ciekawa co tym razem autorka wymyśliła :)Dlatego przeczytałam tylko Twój wstęp by nie popsuć sobie lektury :P:P:P:P
    Zdrowiej :*
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Sabinko-> bohaterowie Zatoki Cedórw potrafią faktycznie wzbudzić sympatię. Zdrowieję:) a w recenzji nie napisałam dużo szczegółów- nie mam w zwyczaju ujawniać ważnych elementów książki, raczej piszę o wrażeniach jakie na mnie wywołała:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zauroczyła mnie okładka i tytuł, jednak to chyba nie jest książka w moim stylu. Co nie znaczy, że nie przeczytam ;). Czasami takie małe zmiany się przydają.
    I zdrowiej, nie warto tracić ostatnich dni wakacji ;***

    OdpowiedzUsuń
  4. Surinder-> okładka i tytuł - urocze... mnie najbardziej przyciągnęły właśnie one:) A ja lubię czasem właśnie takie totalne zmiany w czytaniu, czasem lubię się przemóc i przeczytać coś po co bym normalnie nie sięgnęła, a potem jeszcze, gdy to okazuje się rewelacją to już jest w ogóle fajnie:) Zdrowieje, najgorszy atak choroby był akurat, gdy czytałam książkę:) pomogła mi w leczeniu się;) heh

    Bluedress-> dziękuję;) postaram się;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie właśnie osobiście drażni ta wielowątkowość fabuły, że czasami gubię się kto jest kim, dlatego już nie sięgam po ten cykl tak chętnie jak z początku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cyrysia-> w pewnym momencie miałam ochotę zrobić sobie taką mini mapkę;0 kto z kim i dlaczego:) ale potem się przyzwyczaiłam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. @Kaś- no właśnie ja też miałam podobne odczucia i dlatego nie chce się nadmiernie irytować ilościami postaci tam występującymi i dlatego nie sięgam już po ,,Zatokę cedrów''.

    OdpowiedzUsuń
  8. Sklep przy Blossom Street i kontynuacja mnie zachwyciły. Właśnie z powodu drutowej tematyki :) Ale nie wiem, czy taka typowo kobieca literatura zachwyci mnie dalej, i choć ciągle trafiam na książki autorki, to na razie sceptycznie, sceptycznie...

    OdpowiedzUsuń
  9. Zdrowiej szybko! Wiem, co to przeziębienie w lato. Tydzień po swoim ślubie, tak się rozchorowałam, że nieomalże po ścianach w gorączce chodziłam;) Rób sobie napary z rumianku, mi pomogło;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Za każdym razem jak do Ciebie zaglądam odnajduję jakieś wyjątkowe powieści, o których wcześniej nie słyszałam. Tym razem jednak podziękuję, bo to nie książka dla mnie.

    Szybkiego powrotu do zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
  11. VampireSlayer-> cieszę się, że czymś mogę Cię zachęcić do czytania tego co ja czytam, a że tym razem się nie udało? hm... ja sama drugi raz bym się na tę książkę pewnie też nie zdecydowała. Ale już tak mam, że czasem lubię poeksperymentować z książkami.

    Kolmanka-> oj u mnie już tylko antybiotyk pomógł, tzn,. dziś biorę ostatni dzień. Ale już czuję się lepiej, napary były robione pełną parą :0 w niedzielę bo inaczej nie byłabym w stanie prawie oddychać... ale jak wspomniałam już nie jest źle.:)

    Ja-> witam u mnie, bo widzę Cię pierwszy raz:) myślę, że Sklep przy Bloosom Street podejdzie mi bardziej, a wiesz, że nie wiedziałam, że ma swoją kontynuację...:) teraz już wiem dzięki Tobie;) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Zakochałam się w okładce (jestem nienormalna :D). A tak na serio nie wiem czy sięgnę, może kiedyś..
    Coś z tymi przeziębieniami jest nie tak.. ja też mam katar :l

    OdpowiedzUsuń
  13. Mi tez sie ogromnie podoba okładka, jest genialna :) A drugie zdjęcie jest świetne, uśmiechnęłam sie ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kuchareczka-> dziękuję:) okładka faktycznie urocza

    Cassiel-> właśnie o coraz większej chorych słyszę... aż dziw bierze, ja nie chorowałam dwa lata...

    OdpowiedzUsuń