piątek, 26 sierpnia 2011

"Panna Wina" Witold Horwath


Niestety tym razem nie będzie tak pięknie, jak bywało ostatnio. Trafiło mi się parę dobrych książek pod rząd, ta jednak zupełnie się z tej dobrej passy wyłamała.
Mimo iż starałam się w tej książce znaleźć choć maluteńką zaletę- nie jestem w stanie i muszę Wam powiedzieć, że kompletnie mi się nie podobała.
Nic mi w niej nie podchodziło.
Ani przedstawiona historia - historia Panny Wina/y tj. Laury Santiliany, która zakochuje się w Panie Prawo- który jest surowym sędziom, wymierzającym jej karę publicznej chłosty i aresztu domowego. Za co? Za to, że wraz z gangiem do którego przynależała, okradała bogatych mężczyzn. Uwodząc ich, opijając i tworząc z nich łatwy kąsek dla swoich kolegów z gangu. Czytając obserwujemy przemianę bohaterki  i ugruntowywanie się jej miłości do starszego od niej sędzi, by w końcu czytać o tym czy uda się tę miłość "zrealizować" czy nie.
Ani koncepcja powieści mi się nie podobała - tzn. historia Laury jest wykreowana podczas internetowego czatu między autorem powieści (o ile dobrze zrozumiałam czytając opis na okładce), a zapoznaną internetowo "koleżanką". Czatu, który kompletnie nie załapałam, a jego forma tylko mi czytanie mąciła i nie mogłam się w pewnym momencie połapać- kto do kogo pisze i po co....
Ani język książki mi się nie podobał - dosyć dużo wulgarnych opisów, przywołania do pornografii i seksu. Słabo pobudzające opisy miejsc, w których akcja się dzieje oraz naprawdę kiepskie dialogi.
I nie wiem czy to ja nie potrafiłam zrozumieć tej niby "baśni dla dorosłych", czy mam za małą wyobraźnie literacka i za mało czytałam w życiu, żeby docenić to co autor napisał...
Bo po przebrnięciu 350 stron tej książki nie jestem w stanie znaleźć w niej ani jednego słowa, które by mnie do niej przekonało. A przeczytanie ostatniej strony wydało mi się zakończeniem tortury.
Taka moja prywatna chłosta... można by rzec...
Cóż, nie cierpię pisać negatywnych opinii o książkach - jednak tym razem nie było innej opcji. Choć naprawdę starałam się znaleźć coś w niej dobrego. Nie udało się!
Stawiam więc totalną *1* i nie polecam ! Choć może ktoś z Was (i taką mam nadzieję) jest w stanie mi odpowiedzieć na pytanie "co autor tej powieści miał na myśli?"i widzi w niej to piękno, którego ja absolutnie nie mogłam dostrzec.

Aaaa... pod sam koniec pisania znalazłam jeden plus książki- okłądka, która pięknie prezentowała się na tle kocyka w upalny dzień...
Lecz tym razem na okładce się skończyło.Choć okładka dodam też była bardzo myląca- spodziewałam się czegoś zupełnie innego.

Za książkę mimo wszystko dziękuję Wydawnictwu Nowy Świat. Mam nadzieję, że druga książka, którą kiedyś od Was dostałam będzie totalnym przeciwieństwem "Panny Wina" i będę z czystym sumieniem mogła napisać pozytywną recenzję.


W. Horwath, "Panna Wina", Wyd. Nowy Świat, Warszawa 2011, s. 350

22 komentarze:

  1. Dla mnie już to że zawiera dużo scen seksualnych przemwia na NIE. Ja nie rozumiem ludzi którzy piszą lubując się wulgarnością. Ja za mistrzów uważam tych, którzy tego nie robią.

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę się zgodzić z Piotrem co do nadmiaru scen seksualnych - jest tyle innych sposobów na przykucie uwagi czytelnika... Zupełnie do mnie to nie przemawia i przeważnie połowę bym wycięła. Im subtelniej, tym lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Choć sama oceniłam tę książkę wyżej to też mi się nie podobała. Nie przemówiła do mnie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Uuuu :( A książka stoi u mnie na półce i czeka na zrecenzowanie... Ja również nie znoszę pisania negatywnych opinii, ale z tego co wnioskuję z Twojej recenzji, raczej ciężko tu o pozytywną...
    Kiepsko :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojej! Aż się boje po twojej recenzji sięgać po tę książkę, dlatego raczej nie zaryzykuje , żeby nie popsuć sobie humoru.

    OdpowiedzUsuń
  6. Huh, chciałam ją przeczytać, ale po Twojej recenzji jakoś przeszła mi na to ochota ^^. Chociaż znając mnie, gdyby ta książka przypadkiem wpadła mi w ręce, przeczytałabym, żeby samemu przekonać się, czy naprawdę jest taka zła ;).

    OdpowiedzUsuń
  7. PisanyInaczej, Niedopisanie-> to nie jest tak, ze książka ocieka takimi scenami, jednak jest tak to pisane, że mnie raziło. Czasem mi to nie przeszkadza, ale właśnie to od sposobu pisania autora zależy. Tym razem jak widać jestem totalnie na nie!

    Ewa-> witam u mnie, bo widzę Cię tu pierwszy raz:) zaraz powędruje do Ciebie, żeby przeczytać co o niej pisałaś:)

    Annie-> Ciebie też u mnie chbya pierwszy raz widzę, więc WITAM:) pisząc negatywne opinie nigdy nie chcę książki skrzywdzić, czasem jednak nie potrafię niczego w niej dostrzec na plus- tak było i teraz, no kiepsko, kiepsko...

    Cyrysiu-> Twój wybór, ale może nie zrażaj się moją recenzja, może akurat Tobie by się spodobała?

    Surinder-> myślę, że zawsze samemu się trzeba przekonać, coś co nie podoba/podoba się mnie może totalnie inaczej odebrać inna osoba:0 tak to już jest:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Byłam ciekawa recenzji tej ksiazki, bo widziałam ja juz (ksiazkę, nie recenzję ;) ) na paru blogach, ale to prawie zawsze były tylko noty od wydawców. Podoba mi sie, że napisałas od siebie, szczera recenzja jest najlepsza i najfajniej się ja czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kuchareczko-> dziękuję:) zawsze piszę szczerze, nie potrafię owijać w bawełnę (ups..moja mama zawsze mówi, że to bardzo brzydk izwrot, heheh i do dziś się na tym łapię) i udawać, że mi się coś podoba, to mój blog, moje opinie i po co je ugłaskiwać lub lukrować?:) prawda?:) pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja własnie też zawsze staram się znaleźć w książce coś pozytywnego, tak, żeby zupełnie nie zniechęcać do niej potencjalnych czytelników. :)
    Niestety w niektórych przypadkach się nie da... :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Annie-> na szczęście miałam takich przypadków na razie na blogu tylko trzy plus cztery też dosyć kiepskie książki...ocenione na 2. Jeśli się po prostu nie da książki polubić to nie mogę o niej pozytywnie napisać, bez względu na to czy sięgną po nią inni- ba nawet w sumie mam ochotę, żeby sięgnęli, bo może zauważą coś czego ja nie dostrzegłam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobrze, bo szczerze :-) A jak ktoś chce przeczytać, to i tak przeczyta :-) Dla mnie bardzo cenne ostrzeżenie :-)))

    OdpowiedzUsuń
  13. Jjon-> dotychczas widziałam prawie same pozytywne opinie o tej książce, dlatego bałam się trochę, że mogę pójść na stos za moją własną opinię, lecz... nie potrafiłam jej ubarwić i wyszło jak wyszło. A pozytywne opinie o tej książce mnie nie ukrywam dziwią. Bo labo ja jestem totalny "matołek" i nie rozumiem "ukrytej prawdy", albo lukier spływa...
    no nie wiem, w sumie nie mnie to oceniać:)
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. A zapraszam do siebie zapraszam. :) Choć pierwszy raz u Ciebie byłam to na pewno nie ostatni. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Widzę, że mamy całkiem odmienne zdanie co do tej książki ^^. Mi się bardzo podobała, a okładkę uważam za okropną. A co autor miał na myśli, może Ci powiedzieć jedynie on sam - nienawidzę tego pytania w każdym wydaniu ^^.

    OdpowiedzUsuń
  16. I nie doszukiwałabym się tutaj prawdy - jedyną jest to baśniowe "miłość pokona zło". Bo to bajka, a rzeczywistość poza nią znajduje się na czacie. Samo zakończenie do mnie nie przemówiło, bo wydało mi się na wyrost, jakby perwersje były wrzucone ku urozmaiceniu, ale bez celu...

    OdpowiedzUsuń
  17. Faktycznie, okładka zachęcająca, ale jeżeli mam się rozczarować, to chyba wolę żyć jednak w błogiej nieświadomości. No może nie aż tak nieświadomości, bo już przeczytałam Twoją recenzję :))

    Zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ewa-> nie ukrywam, że mnie to cieszy:) pozdrawiam:)

    Alina-> MOJA KOCHANA! :) otóż czekałam aż się odezwiesz:) bo coś czułam, że to nastąpi i cieszę się, że to zrobiłaś:) i chętnie Ci odpowiem:)
    Otóż rozumiem, że koncepcja tej powieści - czatowe tworzenie opowieści o... (i teraz moje pytanie O CZYM? BO do końca nie zrozumiałam, czy o miłości, czy o potrzebach piszących na owym czacie, czy jeszcze o czymś innym????) było zamiarem autora.
    Zaś zakończenie tylko umocniło moje pytania... bo w dalszym ciągu nie wiem czy bajkowe zakończenie miało tę "bajkowość" podkreślić czy było po prostu łatwym sposobem zamknięcia opowieści. I owszem dobro pokonało zło, ale takie pokonanie do mnie nie przemówiło, było może za proste...? Nie było tu dla mnie uzasadnionego morału, który bajkowym opowieściom towarzyszy. A okładka... cóż kompletnie nie wnosząca niczego do książki i myląca, ale była jedynym plusem.
    Na szczęście nie muszą się nam podobać te same książki- bo jakby się nam wszystkim to samo podobało to byłoby nudno:) czyż nie?:) pozdrawiam Cię cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Madeleine-> wiesz moja recenzja jest spisem moich odczuć co do książki- na Tobie może ona zupełnie inne wrażenia wywrzeć...tak to już jest, więc nie polecam, ale nie zniechęcam:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Oczywiście, że nie muszą się nam podobać te same, to mogłoby być nawet głupie i nijakie ^^. Obstawiam podkreślenie bajkowości. A prostotę obaliło zakończenie czatowe, które jest po prostu głupie. Wydaje mi się, że było o tych perwersyjnych potrzebach, ale ja czytałam jako historię o miłości. Mamy tu pewną dwuznaczność. I wciąż jestem zachwycona, choć udowodniłaś mi, że nie bardzo tę książkę rozumiem ^^.

    OdpowiedzUsuń
  21. Alina-> to nie tak, że jej nie rozumiesz- rozumiesz ją, ale zupełnie inaczej niż ja:) i to jest świetne właśnie:) i absolutnie nie mogłabym Ci tego udowodnić, bowiem to ja jej raczej nie zrozumiałam chyba:) pozdrawiam jeszcze raz:)

    OdpowiedzUsuń
  22. No skoro tak twierdzisz, sprzeczać się nie będę ^^. Miłej niedzieli :*.

    OdpowiedzUsuń