wtorek, 26 lipca 2011

"Nie ma o czym mówić" Marta Szarejko


Panią Martę Szarejko wcześniej kojarzyłam tylko z "Bluszczem" oraz Dużym Formatem. Tym razem trafiłam jednak na książkę przez nią napisaną. I jednak wiem, że wolę spotykać się z autorką w "Bluszczu", co nie oznacza, że książka jest zła. Po prostu nie potrafię się do nie ustosunkować. Może to przez specyfikę tego małego tomiku, może przez język, a może tak po prostu mam. Może po prostu właśnie taki był cel autorki.
"Nie ma o czym mówić" to zbiór myśli... myśli ludzi, słów które pewnie wypowiadają do siebie, do innych, lub ich nie wypowiadają, lecz tylko o nich myślą. Krótkie fragmenty, zdania wyrwane z kontekstu, brak znaków interpunkcyjnych, lekkie pomieszanie i "zawieszenie" słowa- zmusza do myślenia samego czytelnika. I mimo iż czyta się szybko, strona za stroną...to wcale nie jest to książka, którą powinno się czytać szybko. O nie! To książka nad którą należy się pochylić, trawić słowa i wyciągnąć z nich całą esencje.. A potem pochylić się nad tą esencją i ją smakować. Aby ją zrozumieć musimy skupić się totalnie i znaleźć drugie dno w tym co autorka nam przedstawiła.
I mimo iż czytałam tę książkę przede wszystkim w tramwaju, to po powrocie do domu robiłam sobie kubek kawy i czytałam od nowa...
I może mnie to, tak zmęczyło, bo zmęczyć miało! Te portrety ludzi..., te słowa ciężkie i niejednoznaczne... ta atmosfera... duszna...może....

Po prostu "nie ma o czym mówić", należy przeczytać!

I choć nie cierpię tego w przypadku tej książki robić- stawiam ocenę. Choć kłoci się to we mnie okrutnie! Bo tej książki nie można tak ot ocenić...
Jednak zmęczona stawiam zmęczoną ***3*** i wierzę, że do książki po raz któryś wrócę, by lepiej ją zrozumieć...  
Wracać na pewno będę do mojego najnowszego nabytku- kubka do kawy, który podbił moje serce! Oszalałam na jego punkcie! Więc i książka z nim sfotografowana.
Za książkę dziękuję Wydawnictwu AMEA



                                      ***************
Tak już poza wrażeniami z przeczytanej książki chciałabym ogromnie podziękować każdej osobie( tak, zdarzyły się takie), która nominowała mnie do One Lovely Blog Award. 
Było to dla mnie bardzo miłe, dziękuję zarówno tym bardziej mi znanym i tym mniej.
Mam nadzieję, że nie będziecie jednak mieć mi za złe tego, że w natłoku ostatnich zdarzeń nie mam zbytnio czasu na opisanie 7 swoich tajemnic, ani wytypowanie 16 blogów (zresztą wydaje mi się to nie możliwe). Niech się poczują jednak wyróżnieni wszyscy Ci od których jestem "uzależniona" w blogrollu z boku i Ci, których jeszcze gdzieś po drodze odkryję- dzielenie się z Wami wrażeniami z lektury... jest dla mnie bardzo, bardzo cenne! A Wasze komentarze i właśnie takie między innymi wyróżnienia dodają chęci do pisania o tym wszystkim.
Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie, mam nadzieję, że wakacje mijają Wam przyjemnie, a tym którzy wakacji nie mają praca się nie dłuży...


M. Szarejko, "Nie ma o czym mówić", Wyd. AMEA, Budzyń 2011, s. 117

10 komentarzy:

  1. Mimo dość słabej oceny, którą książce wystawiłaś, to ja nadal bardzo chcę ją przeczytać i kiedyś pewnie to zrobię ;D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że mamy podobne odczucia po lekturze:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  3. czytała i muszę powiedzieć, że mam mieszane uczucia :) są dni kiedy mam ochotę na taką lekturę, potrafię odkryć w niej głębszy sens, a są takie kiedy język i styl pisania jest dla mnie jednym wielkim chaosem, sama nie wiem

    OdpowiedzUsuń
  4. Magda-> mam bardzo podobnie, dlatego niektóre strony musiałam czytać ponownie... pewne moementy też wydawały mi się totalnym chaosem, nie rozumiałam nic, a pewne do mnie przemawiały, dlatego książki nie skreśliłam. Najbardziej do mnie przemówiła trzecia część książki- gdyby cała była w tym stylu byłabym bardzo na tak.

    Kasandra-> coś często mamy takie podobne uczucia, miłe to;)

    Surinder-> cieszę się, bo wychodzę z założenia, że każdy musi sam wyrobić sobie zdanie o książce:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podobnie jak przedmówczynie mam mieszane uczucia dotyczące książki Magdy Szarejko. Z jednej strony to coś nowego, nieco nowatorski i bardzo odważny zbiór myśli, odczuć, emocji. Z drugiej zaś strony to swoistego rodzaju eksperyment, który niekoniecznie musi się udać - szczególnie, gdy zdania kończą się nagle, bez wyraźnej kropki, bez wypowiedzenia całej myśli i nie wiadomo, czy to błąd drukarski, czy autorski zamysł...

    Sama nie wiem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasami trzeba odpowiedniego momentu by docenić książke, ale się samemu czuje, że to nie odpowednia pora to duża szansa powrotu do niej w bardziej sprzyjających okolicznosciach

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja narazie sobie odpuszczę, gdyż wolę bardziej łatwiejsze w przekazie książki. Może później z ciekawości do niej zajrzę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wczoraj widziałam tę książkę w księgarni i zastanawiałam się nad nią i ostatecznie nie kupiłam. Najwyraźniej dobrze zrobiłam. :)
    Jeśli jesteś z Poznania, to zapraszam na

    Book-Change, który będzie za ok. miesiąc :) wymieniamy się książkami, których z jakichś powodów już nie chcemy lub nie potrzebujemy mieć :) (www.bookchange.blogspot.pl)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mimo Twojego zmęczenia książką chcę być równie mocno nią zmęczona...czasami tak trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapraszam do zabawy One Lovely Blog Award. Więcej info na moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń