czwartek, 5 maja 2011

"Z Miśkiem w Norwegii. Jak łatwo i tanio podróżować z dzieckiem po świecie" Aldona Urbankiewicz




"Ta nasza opowieść, która się pisze, to nie przewodnik, nie muszę opowiedzieć tu o wszystkim, to moje życie, ja je piszę, w taki, a nie inny sposób. To moja droga. Moja historia."

Tymi słowami chciałbym zacząć spisywać moje wrażenia z tej oto małej, niepozornej książeczki. Słowami samej autorki- pani Aldony Urbankiewicz. Myślę, że w dużym stopniu obrazują czym ta książka naprawdę jest.
Książeczka, mała, niepozorna, o ciekawym formacie, który pewnie nie mnie jedyną zaskoczył, to jakby zapis podróży, którą pani Aldona odbyła ze swoim mężem i swoim 14-miesięcznym synem Mikołajem - tytułowym Miśkiem właśnie. Panią Aldonę z rodziną zawiało do Norwegii.
Kraju, który od zawsze mnie interesował, przyciągał do siebie i niestety nigdy nie udało mi się go odwiedzić. Zresztą ja w swoim życiu niewiele miejsc niestety odwiedziłam. Szczerze powiedziawszy to marny ze mnie podróżnik.
Może właśnie, aby choć trochę zasmakować czegoś mi obcego, lubię poczytać książki o podróżach innych. I tak też właśnie potraktowałam tą książkę. Nie jak przewodnik, nie jak poradnik (choć przyznam podtytuł na okładce może taki wniosek nasunąć), tylko jakby opowieść o podróży. I to wcale nie prostej podróży- bowiem Norwegia raczej z tego co się zorientowałam, do łatwych podróżniczo krajów nie należy i nie łatwo też podróżuje się z małym dzieckiem przecież.
Autorka właśnie usiłuje nam ukazać cienie i blaski takiej podróży. I choć trochę dla mnie tego było za mało, to w pewnym stopniu jej się to udaje. Swoją opowieść o tym kraju przeplata z opisami codziennych zmagań, jakie ich w tej niecodziennej sytuacji spotykają. Pisze wydaje mi się bardzo prostym językiem, tak jakby pisała po prostu pamiętnik z podróży (co kilka razy podkreśla), wspomina też swoją wcześniejszą wyprawę do Norwegii- jeszcze bez Mikołaja. Właściwie miałam wrażenie jakby usiłowała te dwie różne podróże porównać. Myślę, że ukazuje nam też trochę to jak bardzo zmienia się życie człowieka, gdy na świecie pojawia się jego dziecko. I pewnie to życie zmienia się o 360 stopni, lecz wydaje mi się, że właśnie Pani Aldona i jej mąż są przykładami na to, że mimo wszystko nie powinno się rezygnować ze swoich pasji. Owszem ich realizowanie nie będzie łatwe, ale można chociaż spróbować. Bo powtarzając za autorką "Czy narodziny dziecka muszą oznaczać rezygnację z marzeń?".
Jedyne co mi w książce przeszkadzało to zbyt duża ilość powtórzeń, nieraz miałam wrażenie, jakby czytała dwa razy jedną stronę- zmieniały się tylko nazwy. Trochę drażnił mnie też momentami zbyt swobodny język autorki- ale to było w miarę znośne.
Plus ogromny muszę postawić za to, że w książeczce znalazło się miejsce na zdjęcia! Fajnie się czyta i ogłada- zwłaszcza książki o podróżach. Jakoś łatwiej wtedy wejść w ten świat.
No i oczywiście muszę przyznać, że jestem naprawdę pod dużym wrażeniem tego czego dokonali bohaterzy... bowiem przejechanie 6900 kilometrów, z małym dzieckiem wydawało mi się dotychczas po prostu niemożliwe. A jednak! Wszystko jest możliwe! Dlatego chylę czoła i podziwiam!

Za poziom wciągnięcia i ten podziw, który mi towarzyszył gdy czytałam między innymi też, stawiam *****5***** i naprawdę nie mogę się doczekać kolejnej podróży Mikołaja- tym razem ponoć Mikołaj z rodzicami udał się do Portugalii.

Na czytanie tej książeczki wybrałam naprawdę rewelacyjny moment! Pochłonęłam ją w trakcie weekendu majowego. Weekendu, który spędziłam w domu - ani pogoda, ani inne okoliczności nie sprzyjały podróżom (a szkoda!) więc przynajmniej mogłam ubrać trampki i choć czytelniczo wybrać się na wycieczkę!
Za możliwość tej podróży dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka.

11 komentarzy:

  1. W niektórych punktach Twoje i moje opinie są zbieżne, w innych... mniej, ale fajnie się czyta inna niż jednoznacznie hurra opinię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiek-> czytałam Twoją opinię i miałam podobne odczucia o których teraz piszesz;0 część mi się podobała, część nie- jednoznacznie hurrra nie mogę krzyknąć;)

    PisanyInaczej-> dzięki:) miło mi:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja czekam na mojego Miśka i coś listonosz zwleka i zwleka :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cyrysia-> mnie listonosz chyba po przedświątecznych wycieczkach do mnie, mówiąc brzydko OLAŁ- tez czekam na kilka przesyłek ...a listonosza ani widu, ani słychu...

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama nie wiem, bo w końcu tak pół na pół;)
    Recenzja za to bardzo wnikliwa i za to dziękuję.
    A co do Norwegii to kraje skandynawskie robią się ostatnio niezwykle modne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziewczyny wychwalały, Tobie również się podobało, aż w końcu jest i na mojej liście do przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Recenzja troszkę mieszana - trochę plusów i trochę minusów - to dobrze, teraz wiem, że minusy aż tak mi nie przeszkadzają, za to plusy sprawiają, że chcę sięgnąć po książkę ;) Też nieczęsto podróżuję - Polskę mam objeżdżoną w całości, za to poza Polską byłam tylko raz i to na jeden dzień - Norwegia to dla mnie jak koniec świata ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. NIedopisana-> gdy mam mieszane lekko uczucia do książki to nie potrafię napisać niemieszanej recenzji:) tutaj ewidentnie były plusy i były minusy. W sumie bohaterzy książki prawie na końcu świata byli... wiec może tylko trzeba uwierzyć w siebie, kupić bilet na prom i jedziemy? tfuuu ...płyniemy:)

    Daria-> to czekam na opinię:)

    Biedronka-> dotychczas modny był Egipt- który jakoś nigdy mnie nie kusił, tym bardziej mnie cieszy, że ludzie dostrzegają inne uroki niż piramidy i pasek:)choć tak sobie myślę, że w Norwegii odstrasza mnie trochę zimno...

    OdpowiedzUsuń
  9. Czytałam mnie się bardzo, bardzo, bardzo podobała :) I czekam niecierpliwie na "Z Miśkiem w Portugalii" :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow. Ja bym się bała podróży z małym dzieckiem. A widać można jak się chce;)

    OdpowiedzUsuń