niedziela, 17 kwietnia 2011

"Ciemna strona małżeństwa" Adam Ross

Strasznie dawno nic nie umieszczałam. Właśnie zdałam sobie sprawę z tego, że od ostatniego posta minęło dwa tygodnie. Czy Wam też ostatnio czas mija tak zawrotnie szybko jak mnie? I czy też nie macie na nic czasu?
Tak, bo ostatnio na nic czasu nie mam, tysiąc srok za ogon złapanych, a czasu dla nich drastycznie mało. Strasznie intensywny ten kwiecień. Byle do Świąt- bo po nich obiecałam sobie poprawę i wystopowanie. I myślę, że czasu wtedy na przyjemności będzie więcej... co za tym idzie więcej mnie tu będzie.
Koniec prywaty. Czas na relację z przeczytanej książki.

Książka ciekawa. Zupełnie inna niż się spodziewałam. Zaskoczyła mnie w sumie pozytywnie, choć jakoś od samego przeczytania opisu pozytywnie byłam nastawiona.
Odkąd jestem mężatką lubię czytać o małżeństwach. Wszystkich, nie ważne czy tych młodych, czy tych z wieloletnim stażem. Czy tych szczęśliwych, czy totalnie nieszczęśliwych, w których tylko mały kroczek do zbrodni. Bardzo lubię dowiadywać się jak to się stało, że dwoje ludzi postanowiło być ze sobą do końca życia, jak im się udaje realizowanie tej obietnicy i co nie raz doprowadza do tego, że ta obietnica zdaje się ich mocno uwierać.
W książce Adama Rossa mogłam poznać trzy małżeństwa. Każde z tych małżeństw miało swoją historię, swoje demony i swój specyficzny charakter. Każde było na pierwszy rzut oka inne, ale... coś je łączy. Co? Nie mogę powiedzieć, myślę, że czytając książkę sami musicie dojść do pewnych na ten temat wniosków. Wydaje mi się, że autor chciał, żebyśmy czytając jego książkę odpowiedzieli sobie na pytanie skąd się biorą ciemne strony małżeństwa. Jak z nimi walczyć i czy jest w ogóle taka możliwość.
Jednak moi drodzy ta książka absolutnie nie jest poradnikiem małżeńskim. Jest to bardziej powieść psychologiczna, z ciekawym wątkiem kryminalnym, wokół którego snuje się właśnie historia tych trzech małżeństw.
Główny bohater książki - David Pepin obsesyjnie myśli o śmierci swojej żony. I wcale nie dlatego, że chce ją zabić, że nie chce z nią być, on wręcz przeciwnie - nie wyobraża sobie życia bez niej.
Jednak Alice - owa żona w końcu ginie, a David zostaje oskarżony o jej zamordowanie. Czy jest winien? Tego Wam nie powiem też. Powiem Wam tylko, że dowiedzieć się tego próbują dwaj detektywi, których małżeństwa też pozostawiają wiele do życzenia. Obserwując jak prowadzą śledztwo w sprawie Alice, poznajemy ich małżeństwa i ich "uroki". Te trzy historie- choć zupełnie odrębne- dają nam ciekawą książkę, która fascynuje, porusza i skłania nas do myślenia. Jeszcze bardziej do myślenia skłania nas jej zakończenie- sami musimy zdecydować, które jest dla nas prawdopodobne. Myślę, że warto dobrze się nad nim zastanowić.

Na okładce jakoś brakowało mi symbolu małżeństwa- czyli obrączek, więc na zdjęciu się prezentują moje własne, na tle splecionym niczym losy bohaterów książki.

Bez zastanowienia jednak książce stawiam *****5***** i naprawdę polecam- to książka godna uwagi. Zwłaszcza jak na debiut autora.


Za możliwość przeczytania jej dziękuję Wydawnictwu Sonia Draga.




 A. Ross, "Ciemna strona małżeństwa", Wydawnictwo Sonia Draga, Katowice 2011, s. 424.

8 komentarzy:

  1. Obsesyjnie? Zabójstwo? Brzmi jak raj dla mojej skromnej osóbki ;).

    Czas... ja jeszcze nie skończyłam sesji zimowej, a na karku już letnia i zdaję sobie sprawę, że umrę. Za szybko, stanowczo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam i rzeczywiście książka godna uwagi:). Podobnie jak autorka recenzji polecam:). Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Alina-> coś czuję, że ta książka bardzo by Ci się spodobała:) ;)
    Kasandra-> :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No to ustalone - pożyczysz mi ją ;).

    OdpowiedzUsuń
  5. O tak ja także jestem po lekturze i bardzo mi się podobała.
    U mnie podobnie jak u Ciebie, czasu mało, a stosy rosną:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi również książka się podobała. A co do mijanego czasu to jestem również tego dobrym przykładem. Mnie też nie było prawie 2 tygodnie w blogowym świecie, ale pisanie pracy było ważniejsze. Za to teraz mam ponad 3 tygodnie wolnego i będę tylko czytać (i książki, i blogi) :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Widzę, że mamy podobne odczucia i przemyślenia po lekturze tej książki, tylko ja coś się nie mogę zmobilizować do ich spisania ;).

    OdpowiedzUsuń
  8. Alina-> hm... cóż jak tak mówisz:P

    Izuś-> szkoda, że nie mam tyle godzin czasu na książki ile książek:)

    Maya-> witam u mnie:) cieszę się też, że mogłam odkryć Twojego bloga. Teraz będę obserwowała i czekała na spisane odczucia:) o tej książce.

    Daria-> zazdroszczę! bo u mnie kolejny tydzień zaczął się nawałem obowiązków. Mimo to rozczytuję się w "Zawsze przy mnie stój" i aż mi szkoda tej książki kończyć... cudna!!!!

    OdpowiedzUsuń