niedziela, 20 marca 2011

"Za blisko domu" Linwood Barclay

Moje drugie spotkanie z Linwoodem Barclay zaliczam do udanych. Nawet bardzo udanych. Drugi raz autor zaskoczył mnie zakończeniem, a dochodzeniem do niego zainteresował na tyle, że miałam ochotę przeczytać książkę jednym tchem. Szkoda, że ostatnio mam znowu mało czasu na czytanie, bo pewnie przeczytałabym ją w jeden dzień.
Historia rozpoczyna się wstrząsająco - piętnastoletni Derek jest mimowolnym świadkiem morderstwa popełnionego w domu sąsiadów - w domu jego przyjaciela i jego rodziców. Słyszy strzały z pistoletu, ale nie widzi zabijającego. Jemu samemu udaje się z owego domu wydostać, jednak o zborni nikogo nie zawiadamia. O całej tej sytuacji "opowiada" nam sam Derek, ale o tym co dzieje się dalej dowiadujemy się dzięki ojcu Dereka- to jemu zostaje przekazana narracja.
Co dzieje się dalej? Derek zostaje zatrzymany przez policję, ciąży na nim zarzut potrójnego morderstwa, trafia do aresztu, a jego rodzicom zawala się świat. Nie są w stanie uwierzyć, że to ich syn mógł zamordować sąsiadów i podejmują się wyjaśnienia tego co mogło stać się naprawdę.
Ich odkrycia są przerażające i prowadzą do tego, że im samym zaczyna grozić niebezpieczeństwo. My z kolei czytając o prowadzonym przez rodziców Dereka śledztwie dowiadujemy się wiele o ich przeszłości, o ludziach ich otaczających, o powiązaniach mieszkańców małego miasteczka. Wszystko to razem doprowadza nas do rozwiązania zagadki. Niczym puzzle wszystko układa się w jedną całość.
(skojarzenie nie bez powodu- ostatnio oprócz drutów zawładnęły mną puzzle!)
Całość zaskakującą i brutalną. Jednakże bardzo realną i ukazującą nie tylko mordercę, ale też czynniki, które wypłynęły na niego, wszystko to co pchnęło go do popełnienia tak okrutnej zbrodni.
I cytując za Publishers Weekly "Barclay wie, jak stawiać zwykłych ludzi w niezwykle niebezpiecznych sytuacjach. Czytelnicy będą zachwyceni!" mogę tylko rzec, że może zachwycona aż nie jestem, ale na pewno bardzo zadowolona.
Stawiam zatem zadowalającą *****5***** i polecam fanom takich książek i nie tylko.
Za książkę dziękuję wydawnictwu 

L. Barclay "Za blisko domu", wyd. "Świat Książki", Warszawa 2010, s. 380

10 komentarzy:

  1. Może być naprawdę ciekawie. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja cały czas żyłam w przeświadczeniu, że Barclay jest kobietą :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Mhm, nie czytałam żadnej z powieści autora, ale wydaje mi się całkiem ciekawa :D
    Na pewno jej poszukam :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Już dawno książka wpadła mi w oko w katalogu Świata Książki i mam nadzieję, że niedługo będę mogła gościć ją u siebie w domu.
    Temat ciekawy, o nastolatkach, którzy są świadkami morderstw w sąsiednich domach powstało też kilka filmów ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi się "Bez śladu" podobało, więc i to chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ech, ja jeszcze nie przeczytałam "Bez śladu", a tu kolejna książka tego autora... I do tego napisałaś jej taką dobrą recenzję, więc muszę po nią sięgnąć. Widzę, że "Bez śladu" też dostało u Ciebie 5, a którą z nich polecasz bardziej na początek? :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Vampire-> jest, jest ciekawie! :D

    Isabella-> no widzisz to się do czegoś moje pisanie przydało:) Cię z błędu wyprowadziłam nieświadomie:)

    Pandrocia-> również pozdrawiam:) cieszę się, że zachęciłam:)

    Katarzyna-> oj ta książka jest nawet bardziej złożona, nie tylko o bycie świadkiem morderstwa w niej chodzi..., niemniej czytając miałam taką myśl, że chętnie obejrzałabym film na jej podstawie

    Viconia-> myślę więc, że i ta Ci się spodoba!

    Sujeczko-> witam u mnie:) ja lubię zaczynać od pierwszej książki autora jakoś tak zawsze, więc osobiście polecam sięgnij najpierw po "Bez Śladu" - no i ... miłego czytania!

    OdpowiedzUsuń
  8. Póki co na półce czeka na mnie "Bez śladu". :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Brzmi zachęcająco. Już powęszyłam katalogu bibliotycznym za książką "bez śladu". Nie jest dostępna, ale wysokie noty tej książki zachęcają do dalszych poszukiwań.

    Puzzle! Dawno nie układałam. Widzę u Ciebie jakiś widoczek. Po ułożeniu opprawiasz w antyramę i wieszasz a ścianie? :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A u mnie "faza puzzli" zawsze przypada na okolice świąt grudniowych :) Rok w rok zaopatruję się wtedy w kilka pudeł i męczę godzinami oczy. Aż mi przejdzie ;)

    OdpowiedzUsuń