wtorek, 11 stycznia 2011

"La cucina" Lily Prior

 Dziś skromnie, nie opiszę sama tej książki, lecz przytoczę jej opis ze strony czytelni onetowskiej...

Od wczesnego dzieciństwa Rosa Fiore znajdowała pocieszenie w rodzinnej kuchni.

La Cucina (kuchnia) serce ogromnego majątku ziemskiego, była miejscem, w którym pokolenia kobiet rodu Fiore przygotowywały wystawne uczty, a wokół starego jak świat stołu rozgrywały się dzieje wielu pokoleń rodziny.

Fascynacja Rosy sztuką kulinarną dorównywała jedynie jej gorącemu uczuciu do młodego Bartolomeo, który przeznaczony był innej. Zraniona Rosa skryła się w swojej kuchni, by następnie pogrążyć się w samotności jako bibliotekarka w Palermo. Spędziła tam wiele lat, godząc się z życiem bez miłości. Jedyną radość czerpała z gotowania.

Wtedy właśnie poznaje tajemniczego mistrza sztuki kulinarnej, znanego jako I’Inglese. Spędzają wspólnie cudowne lato, w czasie którego I’Inglese uświadamia Rosie potęgę jej zmysłowości i razem wznoszą się na wyżyny kulinarnych namiętności. Gdy I’Inglese nagle znika, Rosa powraca na farmę, by opłakiwać stratę drugiego kochanka. Odkrywa prawdę o tych, których kochała i jeszcze raz jej życie zmienia się dzięki magii ukochanej Cuciny.

Pełna życia i wzruszająca La Cucina jest hołdem złożonym rodzinie, jedzeniu i odwiecznym miłosnym uniesieniom.                                                  (za onet.pl)


Właściwie nie wiem dlaczego ta książka nie do końca mi podeszła. 
Czyta się szybko, gładko i "smacznie"- z prawie każdej strony wyskakuje przepis sprytnie wplatany między słowa opowieści. Z każdej też strony wypływa spora dawka erotyzmu... Gdybym miała powiedzieć w paru słowach o czym jest ta książka musiałabym powiedzieć, że o  jedzeniu- włoskim  i zmysłowych doznaniach seksualnych głównej bohaterki, które z jedzeniem są nierozerwalnie połączone. I właściwie może właśnie na tych paru słowach skończę, gdyż szczerze powiedziawszy nic więcej mówić nie chcę. Zostawiam samą siebie z pytaniem dlaczego tak tą książkę słabo odebrałam i oceną, którą stawiam za ten odbiór tj. ***3***. Wydawało mi się, że książka jest lepsza, że dostanę więcej Włoch, a mnie erotyzmu... może to właśnie przesądziło, a może to nie był dla tej książki dobry czas...może kiedyś odebrałabym ją zupełnie inaczej. Może bardziej bym się nią zainteresowała? Choć naprawdę już na samym początku zapowiadała się obiecująco. Mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że książka mi się podobała, jeśli biorąc ją do ręki nie mogłam sobie totalnie przypomnieć o czym ona jest, na czym skończyłam, gdy książkę odkładałam. 


L. Prior "La cucina", Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2006, s. 244

4 komentarze:

  1. Jeśli kompletnie nic nie pamiętam po przeczytaniu książki to jestem mega zdenerwowana.
    Najgorsza jest niestety nijakość ;/

    OdpowiedzUsuń
  2. Po jedynej książce jaką przeczytałam z tej serii "Białej Wieży", co prawda polskiej autorki, ale mimo wszystko nie czuję chęci sięgnięcia po kolejną. Twoja recenzja, choć krótka, także mnie zniechęca ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedronko-> ja książkę odkładałam i biorąc ją na drugi dzień do czytania dosyć długo musiałam sobie przypominać o co chodzi... zatem...nijako, bardzo nijako...

    Madeleine-> ja bym tego, aż recenzją nie nazwała:) nie wiedziałam totalnie co o tej książce napisać, zatem i "recenzja" nijaka...

    OdpowiedzUsuń
  4. O! Widzę, że dodałaś wpis o podobnym przekazie jak mój. O złym czasie na daną książkę.
    Tyle, że ja nie doczytałam.
    Życzę aby następna była ciekawsza :-))
    Pozdrawiam na przekór słonecznie, ciepło i radośnie!

    OdpowiedzUsuń