piątek, 28 maja 2010

"Wiatr ze wschodu, wiatr z zachodu" Pearl S. Buck

Wygrana-prezent od Skarletki okazał się rewelacyjny. Przede wszystkim  po raz pierwszy coś wygrałam, do tego wygraną była książka, no i jeszcze od samej Skarletki (która zaczyna powoli być niczym mój kompas czytelniczy)  :)
Niezmiernie z książki się cieszyłam  już otwierając kopertę. Potem zobaczyłam okładkę, powąchałam i ... było jeszcze lepiej. A potem książka musiała zadomowić się u mnie na półce, poznać z moimi innymi "jeszcze nieprzeczytanymi" i "przeczytanymi", i nabierając mocy trafiła do stosiku majowego.
A ze stosu w końcu trafiła w moje ręce.
Trafiła w ręce i nie chciałam jej z rąk wypuścić.
Bo to piękna, nastrojowa powieść. Nie wiem czy można użyć słowa delikatna dla opisu książki, ale właśnie tutaj słowa delikatna i subtelna pasują mi jak ulał. Co ciekawsze powieść o Chinach, lecz pisana z zupełnie innej perspektywy niż zazwyczaj spotykałam.
Jak głosi opis na okładce (który naprawdę dobrze oddaje to co się w książce będzie działo) jest to opowieść o młodej Chince, wychowanej w arystokratycznej rodzinie, zgodnie ze wszelkimi zwyczajami i tradycjami w tym kraju panującymi. Dodać muszę, że chodzi tu o dawne zwyczaje, konserwatywne i szczegółowo określone przez tradycję. Bohaterka wychodzi za mąż za wcześniej jej wybranego przez rodziców mężczyznę, który okazuję się być dla niej wielkim zaskoczeniem. Życie z nim okazuję się być zupełnie czymś innym niż się spodziewała.
Zatem bohaterka wychodzi za mąż i... zaczyna snuć swoją historię. W historii tej ukazuje nam to czego ją uczono, w zderzeniu z  zachodzącymi  przemianami, jakim zaczęło ulegać społeczeństwo azjatyckie. Kwei-Ian (tak nazywa się bohaterka) stara się żyć zgodnie z tym co jej wcześniej wpojono, lecz dzięki sile miłości zaczyna też powoli akceptować zachodzące zmiany. Owszem dziwi się im niezmiernie, usiłuje z nimi walczyć, lecz  jak sama zaczyna powoli twierdzić- miłość zwycięża wszelkie różnice....
Jak już wspomniałam powieść jest piękna, mnie urzekła swoim delikatnym czarem, ale też tym, że była zupełnie inna niż tego typu powieści, mówiące o kulturze azjatyckiej. Akurat takie podejście bardziej do mnie przemawia, co nie oznacza, że owa kultura mi się nie podoba....nie ze wszystkimi tezami się jej zgadzam, lecz niewątpliwie jest ona tak orientalna, że aż piękna....
Ja książce stawiam *****5***** i jako kolejną już z mojej półki POLECAM:)

czwartek, 27 maja 2010

"Światła pochylenie" Laura Whitcomb


Bardzo chciałam przeczytać tą książkę, czytałam o niej wiele pozytywnych opinii, nakręciłam się na nią maksymalnie, a gdy już ją miałam w domu........ to........
To bałam się ją zacząć czytać.
Obawiałam się, że się rozczaruję, że okaże się, że mi ona totalnie nie podeszła, że wiązałam z nią zbyt duże nadzieje, itp.... 
Zresztą powiem Wam, że często tak mam, że jak się komuś podoba to potem mnie nie. Albo tak bardzo chcę, żeby mi się podobało...tak wysoko stawiam poprzeczkę, bo tyle pozytywów, a potem się rozczarowuję i nie wiem sama co myśleć. 
Z tą książką jednak mogłam być zupełnie spokojna, bowiem książka nie może się nie podobać ! Przynajmniej mnie.
Pisana pięknym językiem, sprawiła, że czytanie jej było dla mnie jak jedzenie czegoś bardzo smacznego, miekkiego i rozpływającego się w ustach. Czegoś na co ciągle mamy ochotę, nie chcemy by się kończyło i żeby smak znikał, rozpływał się.... a jednak pochłaniamy to z szaleńczą prędkością i ilością. Ciekawa historia o życiu pozagrobowym, o duszach i tym co może się z nimi dziać po śmierci to temat, który od zawsze mnie frapuje. Do tego jeszcze szczypta romantyzmu (a właściwie garść), miłość - wydawać by się mogło- niemożliwa, ukazanie problemów współczesnego społeczeństwa i już jestem w książce zanurzona po uszy. I przeżywam, i rozmyślam o tym co czytam - nawet, gdy jestem w pracy, nawet, gdy wykonuję codzienne czynności, ba nawet gdy śpię, bo sny jakoś książką zdominowane były. Się znaczy, że przeżywałam, że trafiało do mnie to, co czytałam. I to w książkach lubię najbardziej.
I efektowne zakończenie, przynoszące nie rozczarowanie, ale jakby spełnienie jest ukoronowaniem wszystkiego czego się spodziewałam i co dostać chciałam. I dostałam to co najlepsze w książkach- dostałam dobrą historię, która przez każdą stronę była dobrze poprowadzona, nie nudziła, a wręcz odwrotnie- wywoływała emocje... 
Nie będę się już zatem rozpisywała, bo mogłabym za dużo szczegółów wyjawić, a warto naprawdę sięgnąć po książkę niewiele o niej wiedząc....wtedy sami odkrywamy to co w niej nas zachwyca.
Napiszę tylko, że ją szczególnie polecam i oceniając stawiam ******6****** - na bank przeczytam jeszcze raz kiedyś....... i.........
I już się nie mogę doczekać następnej książki pani Whitcomb- a u Claudette przeczytałam, że mają to być dalsze losy....i tu zamilknę......w każdym bądź razie szykuje się coś dla mnie bardzo ciekawego. I widzicie znowu się nastawiam...........pozytywnie, a potem czytać się będę bała...:)
Tak a propo,  to właśnie wczoraj kupiłam kontynuację wychwalanej przeze mnie książki Elizabeth Gilbert "Jedz, módl się, kochaj", właśnie wyszła "I, że Cię nie opuszczę...", więc teraz lękam się rozczarowania (bo przecież jak wcześniej pisałam "Ludźmi z Wysp" rozczarowałam się niestety  ogromnie). Zatem oby było jeszcze lepiej niż w "Jedz...." .

sobota, 22 maja 2010

"Pl-Boy2" Marcin Szczygielski


Czytając tą książkę naprawdę bawiłam się bardzo dobrze. Frazes, wyświechtane słowa, ale tak było. Wiem, że przy wielu książkach bawiłam się świetnie, ale przy tej rzeczywiście dobrze się bawiłam. Dosyć często otwierałam buzię komentując, wybuchałam śmiechem -zadziwiając Męża miłego i ciągle chciałam więcej.
Przez nią też odpoczęłam trochę od cięższych dzieł. Bo książka pisana jest łatwy językiem, czyta się szybko i nie trzeba parę razy analizować tego co się przeczytało.
W tomie, który mam są dwie książki w jednym tj. "Pl-Boy" i jej kontynuacja "Wiosna Pl-Boy'a".
O czym opowiadają? Opowiadają o współczesnych mediach widzianych z perspektywy dwudziestoparolatka zatrudnionego w luksusowym miesięczniku dla mężczyzn. Z perspektywy samego autora- bowiem to on pracował w Playboyu" i to co widział, i co słyszał zabawnie opisał. Zabawnie, satyrycznie i lekko dramatycznie. Bowiem w książce  nie tylko zabawnie jest. Czasem absurdalnie, rzadko normalnie, czasem niezrozumiale dla człowieka z innej branży, a czasem dla zwykłego czytelnika frustrująco. Przynajmniej dla mnie- oprócz tego, że się uśmiałam czasem też mnie denerwowały kulisy życia młodych bogatych (którym wydaje się, że są biedni), których największym problemem jest to, że nie mają czasu na wydawanie pieniędzy , a ten czas sami trwonią na głupie gadanie. O już ja bym wiedziała co z pieniędzmi robić, gdybym je miała heh:).
Poza tym książką jest świetna. Pełna fajnego poczucia humoru, pełna uszczypliwych uwag i bardzo ciekawego spojrzenia na temat :).
Mnie do gustu bardziej przypadła druga część- w pierwszej autor jakby się dopiero rozkręcał, ale w drugiej już nabrał rumieńców i chyba jemu samemu pisanie sprawiało coraz większą przyjemność.
A co go skłoniło do napisania tej książki - książki o swoim byłym pracodawcy? A otóż pewien szantaż- któremu został poddany (przeczytać o tym można na zakładce okładki  książki) właśnie przez owego pracodawce i chyba jeszcze takim prowodyrem był też jego partner życiowy, który sam wcześniej temat chciał poruszyć.
Ja bez względu na różne pochlebne i niepochlebne opinie o panu Szczygielskim po jego następne książki sięgnę z ogromną przyjemnością. Wzbudził we mnie ogromna sympatię, która myślę, że się szybko nie skończy a wręcz będzie się rozwijała - no mam taką nadzieję....
Książkę polecam i oceniam na *****5*****. 

piątek, 21 maja 2010

Losowanie- WYNIKI!!!

Jakie to dziwne uczucie losować coś dla kogoś. Z jednej strony przecudowne bo kogoś czymś obdaruję (a to mi akurat  przyjemność sprawia ogromną), a z drugiej strony z tych 11 osóbek, które się zgłosiły wylosować musiałam tylko jedną karteczkę.
I wylosowałam, a właściwie nie ja tylko Mąż miły. Ja to się za długo rozczulałam nad tymi karteczkami, za długo mieszałam, szurałam po koszyku... aż się Małżonek wnerwił :) i mówi:
- Daj ja wylosuję !
- No to masz ! -  mówię do niego- będzie na Ciebie !
I z wyniku Mężowego losowania zadowolona może być....Sara :)
Gratuluję i proszę o kontakt na email (landrusk@gmail.com). 
Pozostałym niestety się nie udało, ale jak będę miała jakąś książkę dla Was to ZAPRASZAM!!! 
I wiecie co chciałabym mieć przynajmniej z jedenaście takich książek- dla każdej z Was..:) 
A na koniec krótki reportaż zdjęciowy- co by nie było, że oszukiwane ! :)
Jeszcze raz gratuluję i pozdrawiam wszystkich ciepło- bo dziś już rzeczywiście cieplej wszędzie.

czwartek, 20 maja 2010

album akcja "Piersi w Polsce"

Właśnie usłyszałam o powstałym niedawno albumie- promującym profilaktykę raka piersi. Więcej na stronie:
http://www.kobieta.pl/zdrowie/pierwsi-w-polsce/pierwsi-w-polsce/artykul/pierwsi-w-polsce/
Bardzo mi się ta inicjatywa podoba. Szkoda tylko, że album taki drogi... Dla mnie trochę za drogi, ale przecież zysk ze sprzedaży albumów będzie przekazany na rzecz wspierania profilaktyki antynowotworowej. 

niedziela, 16 maja 2010

"Aż śmierć nas rozłączy" Harlan Coben + LOSOWANIE :)

Harlan Coben przeczytany. Chociaż Harlana Cobena to tu akurat wiele nie ma.Bo jest to zbiór opowiadań znanych (i mniej znanych) autorów poczytnych (i mniej poczytnych) kryminałów i thrillerów, poruszających takie tematy jak: miłość, rodzina, pożądanie i zbrodnia.  Ukazując je w bardzo ciekawej odsłonie, zmieniajacej trochę sens powiedzenia "aż śmierć nas rozłączy".
Ale postanowiłam wiele o tej książce nie pisać- zwłaszcza o swoich wrażeniach. Gdyż... chciałabym odwdzięczyć się losowi (po wylosowaniu u Skarletki książki) i sama książkę do losowania wystawić. Zatem jeśli są jacyś chętnie by tą książeczkę ode mnie dostać to zapraszam do wpisywania się w komentarzach.
Losowanie 21 maja w piątek...-  wyniki zaraz po :).
Zatem zapraszam do zabawy, koszty wysyłki wiadome biorę na siebie:) I mam nadzieję, że choć dwie osoby się zgłoszą- żeby można było losować w ogóle ;)

niedziela, 9 maja 2010

"Fastryga" Grażyna Jagielska


Wczoraj rano skończyłam czytać "Fastrygę" i coś o niej miałam napisać.... Ale nie mogłam - czułam jakąś niemoc, zbyt dużo zdań było, a z drugiej strony były one nie poukładane na tyle by mogły wyjść z mojej głowy....
Jestem pod ogromnym wrażeniem "Fastrygi".  Od dawna już nie czytałam polskich pisarzy- mam (a właściwie miałam) jakiś taki ambiwalentny stosunek do nich... z jednej strony mnie bardzo ku nim ciągnie, z drugiej strony odpycha- bo się boję, że się rozczaruję.
I gdy zaczęłam tą książkę czytać to właśnie tak pomyślałam- że to nie dla mnie, że nie mogę się połapać, nie mogę w ten świat wejść...
Ale się nie poddałam i z każdą stroną coraz bardziej wsiąkałam. Coraz bardziej przeżywałam, bo w książce naprawdę jest co przeżywać.
A o czym "Fastryga" jest?
Przede wszystkim o kobietach w pewnej rodzinie, a właściwie o kobietach z trzech jej pokoleń- z rodziny, której losy naznaczone są złem- tajemniczym piętnem pozostawionym przez przodków.
O kobietach borykajacych się z różnymi problemami- i nie są to problemy błahe.
Pierwsza kobieta- babka Leonia- chora, przykuta do łóżka, zatrzymała się jakby w dawnym czasie - w czasie swojej młodości - i nim żyje, to wspomina i o tym mówi...powoli umierając.
Druga kobieta- jej synowa- Krystyna - boryka się z opieką nad córką po wypadku, niedołężną teściową, dramatem starszej córki (który o dziwo niby sobie uświadamia, a jednak nic nie robi by go w jakiś sposób przerwać) i osamotnieniem po opuszczeniu przez męża.
Trzecia kobieta - Ewa- niespełniona malarka - według mnie główna bohaterka - to kobieta zniewolona przez swojego męża, kobieta bezbronna wobec przemocy męża, który ją katuje jak oprawca. Coś strasznego, dla mnie niezrozumiałego. Kobieta, która tak zagubiła się i tak została zniewolona przez swój dramat, że nie potrafi już sama prosić o pomoc, nie potrafi go przerwać. Najpierw traktuje go normalnie (jako coś oczywistego), potem zaczyna się go wstydzić (przed matką, koleżankami, sąsiadami...), a na końcu już nie ma najmniejszej siły z tym losem walczyć.
W tym wszystkim są niestety jeszcze dzieci- te najbardziej bezbronne istoty, które nie mają na nic wpływu, nie rozumieją tego co się dzieję i muszą z tym niezrozumieniem żyć.
O postaciach męskich nie będę pisała- za bardzo mnie zdenerwowały, za bardzo nimi pogardzam. Autentycznie- pogardzam! Zresztą jeśli przeczytacie to sami zobaczycie- ja nie jestem w stanie nawet w najmniejszym stopniu ich zrozumieć, czymś ich usprawiedliwić - nie !
Nie mogę jednak  pominąć w tym opisie najmłodszej córki - Meli, dziewczynki, która przeżyła upadek ze schodów, ale jego skutki były dla niej nieodwracalne. I tu się przyznaję, że nie do końca zrozumiałam tą postać- dlatego książkę muszę przeczytać jeszcze raz- bo wiem, że coś zauważyłam, lecz nie potrafię jeszcze tego dobrze nazwać.
Co mnie w książce zszokowało, nie dało spokoju?
Przyzwolenie na przemoc - unikanie wzrokiem pobitej Ewy, przez sąsiadów, koleżanki...
Ogromna samotność charakteryzująca  bohaterki.
Brak empatii i więzi między matką, a córkami.
Utarte konwenanse i niemoc przeciwstawienia się im oraz ogromna siłą zniewolenia między ludźmi.
I tak jak jest napisane na okładce : "Fastryga" to powieść o wielkiej sile wyrazu.

A jeśli chodzi o moja ocenę to *****5*****- może będzie jeszcze lepiej, gdy przeczytam drugi raz- wierzę w to jakoś dziwnie.
Cieszę się też ogromnie, ze dzięki tej książce przekonałam się znowu do polskich autorów- i coraz chętniej będę po nich sięgać, na pewno muszę przeczytać jeszcze jakąś książkę pani Jagielskiej.

piątek, 7 maja 2010

lubimy czytać:)

Wessałam się na amen... a właściwe wessało mnie. W co? W portal http://lubimyczytac.pl/, gdzie właśnie wczoraj założyłam konto i od wczoraj tworzę swoją biblioteczkę:)
Jestem pod tak dużym wrażeniem, że najchętniej bym do pracy nie poszła tylko przeszukiwałam, dodawała i .........czytała. Szał:)
Bardzo mi się ten portal spodobał, dzięki niemu ogarnę wszystko co czytałam, czytam bądź czytać będę i chcę. To coś takie jak te moje - wspomniane w pierwszym poście- "Baranki" - tylko teraz nie ma papierze. CO wcale nie zmniejsza ich wartości. Zresztą zeszyt "barankowy" dalej w szufladzie leży i będzie tak zawsze. To moje początki...
Więc na razie wstawiłam książki czytane od 2004 roku, oczywiście nie wszystkei się dało, bo części nie ma w bazie, ale jak się pojawią to będę aktualizowała.
Zatem zapraszam do mojej biblioteczki tam i zachęcam (nie proszona przez nikogo) do zakładania swoich bibliotek:)

poniedziałek, 3 maja 2010

majowy stosik

A o to i stosik majowy.
Jednak zanim zacznę go opisywać muszę podsumować kwiecień.
Kwietniowe zamierzenia niestety do końca zrealizowane nie zostały ;( . Przeczytałam tylko 3 książki z 5 zamierzonych. Plus dodatkowo jedna poza planowo, czyli "Mam prawo".
No cóż kwiecień jakoś czasowo był marny, więc się nie będę usprawiedliwiała ;). Szkoda mi tylko, że pierwszy mój stosik nie został zrealizowany. Mam nadzieję, że majowo bedzie lepiej...
A co w stosiku majowym? Trochę nowości, trochę powtórek i trochę staroci...
Od góry:
-Harlan Coben i inni "Aż śmierć nas rozłączy"- kwietniowa zaległość, więc muszę przeczytać w pierwszej kolejności. 
- Cristina Sanchez-Andrade "Coco" - kolejna z zaległych kwietniowo książek.... zatem zaraz po Cobenie do ręki trafi.
- Marcin Szczygielski " Pl-Boy x 2"- dawno temu wpadła Mężowi miłemu w rękę i zakupiliśmy i tak leżała na półce i leżała, więc najwyższa pora na nią.... no i humor poprawi zapewne:) - podobno dobra...
- Pearl S. Buck "Wiatr ze wschodu, wiatr z zachodu" - wylosowane u Skarletki, więc ręce zacieram z radości :).
- Laura Whitcomb "Światła pochylenie" - a na tę książkę to się już doczekać nie mogę, zresztą najnowszy nabytek w stosiku.... z recenzji wyczytanych na blogach : świetna:) mam nadzieję, że się nie rozczaruję i jakoś takie też mam przeczucie. No i pachnie zapachem, który kojarzy mi się z książkami z dzieciństwa.

Jak widać stosik majowy to trochę rehabilitacja kwietniowego - plus coś nowego.... mam nadzieję, że ten mój drugi w życiu stosik zostanie zrealizowany !!! Może będzie wiecej czasu, może mniej będą inne rzeczy interesowały... może....
Zapomniałabym dodać do stosiku jeszcze dochodzi prasa: oczywiście majowe "Zwierciadło"- które już do mnie jedzie i nowość "Wysokie Obcasy -extra" - nowy magazyn miesięczny na bazie starego cotygodniowego. Numer pierwszy już poczytany, jeszcze trochę tylko zostało....

A na koniec życzę sobie powodzenia i wytrwałości ...

sobota, 1 maja 2010

"Wolałbym żyć" Thierry Cohen


"Rozgrywająca się w tajemniczej aurze powieść o miłości, winie i odkupieniu" - tak głosi napis na okładce- i zawiera on najlepsze streszczenie książki, nie wyjawiające szczegółów, które by czytanie popsuć mogły.
Ale o co w książce chodzi troszkę napisać muszę, zatem:
W dniu swoich 20 urodzin zakochany na zabój Jeremiasz- główny bohater-  postanawia popełnić samobójstwo.... i na samym początku obserwujemy scenę, która to samobójstwo opisuje, a potem bieg zdarzeń wprowadza nas w przedziwny świat pełen intrygujących zdarzeń.... i tak naprawdę nic nie wiemy, nie wiemy co będzie dalej, nie wiemy też dlaczego jest tak, a nie inaczej...
Jestem tak zachwycona tą książką, że aż nie wiem czy uda mi się odzwierciedlić to co czuję, po jej przeczytaniu. A czuję i czułam czytając dużo emocji. W ogóle strasznie mi szkoda, że to już koniec książki, ale z drugiej strony tak właśnie powinno być. Bo historia opisywana w książce ma tutaj właściwy początek i koniec we właściwym czasie.
Wszystko jest jak najbardziej na miejscu, świetnie rozłożone i naprawdę doskonale dopasowane. Jestem pod ogromnym wrażeniem - bo prosta historia to, to nie jest i nie wydaje mi się, żeby łatwo było taką książkę napisać, tak by wszystko było dokładnie przemyślane, dobrze powiedziane i obrazowo przedstawione. A tu według mnie tak jest. 
Książka wciąga, z każdą stroną chcemy się dowiedzieć więcej, chcemy wiedzieć co będzie dalej i dlaczego akurat tak będzie, no i mnie niezmiernie ciekawiło zakończenie- wyjaśnienie historii.
I jak tworzyłam w głowie jakieś scenariusze, to one za każdym razem się nie sprawdzały. Każda scena była inna.... A zakończenie, choć pod koniec książki już zrozumiałe i pewne, to i tak wzruszające i jak najbardziej na miejscu. Dawno mnie tak książka nie uwiodła, zatem stawiam z pełną świadomością ******6******. Za treść, okładkę i za emocje, które treść we mnie wywołała !
Jedna malutka rzecz mi trochę nie pasowała. Otóż jakoś łatwiej by mi się czytało, gdyby narracja prowadzona była przez samego bohatera (może więcej byłoby dzięki temu opisu uczuć jakie w nim się budziły), no ale nie ja autorem jestem, więc nie mnie oceniać... Grunt, że i tak oczarowana jestem bardzo, bardzo.....
Dodam jeszcze tylko, że książka została w 2007 roku wyróżniona nagrodą literacką Prix Jean d' Ormesson. I jest to pierwsza powieść tego autora, a ku napisaniu jej popchnęła go samobójcza śmierć przyjaciela.
I jeszcze już naprawdę na koniec:

"Ludzie mają moc dokonywania największych rzeczy. Mogą budować swoje życie, tworzyć nowe lub pomagać innym budować ich życie. Nigdy nie żyje się samotnie. Samotność jest złudzeniem. Rozpacz- oszustwem. 
Być samotnym - oznacza odmówić pójścia do innych. Pogrążyć się w rozpaczy - to odrzucić myśli o nadziei."

" Życie jest bogactwem, którego wartości ludzie nie są naprawdę w stanie ocenić. Każdy nasz wybór otwiera możliwość przejścia do innego świata. Przy każdym przebudzeniu świat oddaje się nam. Ileż dróg! Ileż możliwości! Nasze rozeznanie to jedyny sposób, żeby odnaleźć tę, która prowadzi do szczęścia. Jedna z nich jest zawsze obecna, ta najgorsza i czasem- najbardziej kusząca. Ta, która polega na odmowie wyboru. Odmowie pójścia naprzód. Odmowie życia."