poniedziałek, 22 lutego 2010

"Marina" Carlos Ruiz Zafon

"Wspominamy tylko to, co się nigdy nie wydarzyło"

I już po przeczytaniu tych słów byłam w książce zakochana. Ale oczywiście nie tylko z tego powodu. Najpierw urzekła mnie przedmowa autora- odebrałam ją tak, jakby sam autor mówił do mnie- co naprawdę mnie przekonało do dalszego czytania. Dalej było już tylko lepiej, ...i lepiej,... i lepiej...
Świetny język, zachwycające opisy, doza grozy, dawka tajemnicy (spora dawka) i kropla miłości.
Bohaterzy lekko rozmyci- co w tej książce dodaje im uroku, akcja prowadzona wyśmienicie, a sama fabuła choć nierealna to zachwycająca (a może właśnie dlatego?). Książkę czyta się z zapartym tchem, a jak już jesteśmy blisko końca, to chcemy odwlekać go jak najdalej.
Książkę wcześniej przeczytała moja siostra (była prezentem ode mnie), podobała jej się bardzo i powiedziała mi, że będę się bała zasnąć- ja się jakoś tak bardzo nie przestraszyłam ( mimo, iż wiele opisów nie należy do łagodnych), ale emocje we mnie wzbudziła ogromne. A na końcu się popłakałam. Tego właśnie w książkach szukam, jeśli książka mnie poruszy, spowoduję, że się śmieję lub płaczę, robi mi się źle lub radośnie to właśnie jest TO. A odnosząc się do cytatu to cieszę się, że się to wydarzyło, że książkę przeczytałam... a wspominać i tak ją będę.
W związku z powyższym książkę ocenić mogę na totalne ******6******. Dodam tylko, że to była moja pierwsza powieść tego pisarza, następne stoją spokojnie w kolejce do czytania.

"Żona mormona" Irene Spencer

"Druga z dziesięciu żon, matka trzynaściorga dzieci"
Brzmi ciekawie, prawda? Absolutnie nie mam tu na myśli pozytywnych aspektów bycia jedną z dziesięciu ( jeśli w ogóle takie być mogą). Brzmi ciekawie ze względu na egzotykę tej sytuacji. 
Tak więc książkę ową zakupiłam pełna ciekawości, bo o Mormonach wiedziałam tyle co w encyklopediach piszą. No i owszem wiedzę swą pogłębiłam, trochę...
Szczerze mówiąc nie do końca wiem, co o tej książce myśleć. Czytało się ją ciężko- jak na książkę autobiograficzną - i z ciągle mieszanymi uczuciami. Bo tak,... człowiek nie wie czy ma współczuć autorce, czy ze spokojem przyjmować to co ona opisuje, jako jej wybór. Czy powinien czytać to jako opis wiary mormonów czy jako opis totalnych wypaczeńców.... Czy wybór tej kobiety ( tak długo znoszony) był skutkiem miłości, czy może po prostu wychowania w mormońskiej wierze. 
Książka obfita jest w wiele opisów dotyczących nakazów i zakazów wiary mormońskiej, jednak brakuje w niej emocji. Owszem autorka opisuję w jakimś stopniu jakie miała uczucia w danej sytuacji, ale .... jest to trochę bez życia. Oczekiwałam, że ta książka sprawi, że stracę dech w piersiach ( przecież porusza tak bulwersujące tematy), a tu tylko oddech miałam lekko wzburzony- gdy mój umysł dziwił się, dlaczego ta kobieta się na to godziła - zwłaszcza, że miała obok siebie ( oprócz tych wszystkich fanatyków mormońskich) pełno normalnych ludzi, żyjących zupełnie inaczej- bez upokorzeń, brudu i co najmniej dziwnych praktyk- poligamicznych. Zwłaszcza jest to irytujące wtedy, gdy autorka sama zauważa ten "inny świat" i wyczytać można, iż chciała by w nim żyć. W końcu decyduje się na życie w tym "niemormońskim" świecie...jednak jak sama pisze : "Długo walczyłam sama ze sobą, by ostatecznie wybrać wolność, lecz okazało się, że moje trwające dwadzieścia osiem lat małżeństwo zakończyła tragedia". Dopiero końcówka książki w jakiś sposób wyjaśnia ( bądź usiłuje) nam emocje autorki, jej sposób patrzenia na cała tą sytuację. Niestety wtedy książka się kończy, a dla mnie było to za mało jednak. 
Mimo to książkę warto przeczytać - choćby jako inne niż encyklopedyczne- poznanie kultury, wiary mormonów-poligamistów.
Ocena książki : ufff znowu ***3*** ... tylko.



sobota, 20 lutego 2010

"Znowu razem" Josie Lloyd, Emlyn Rees


I oto książka, która była inspiracją. Od razu jednak muszę napisać, iż inspiracją nie była ze względu na swą treść. Jakieś osiem lat temu przeczytałam jej pierwszą część, która wtedy, owszem, spodobała mi się nieziemsko- ale wtedy byłam jeszcze nastolatką (ach...) i miałam inny punkt widzenia, jak i siedzenia. Teraz jako mężatka- ciągle młoda, wręcz młodziutka :) czytając drugą jej część się nie zachwyciłam, lecz nie można też powiedzieć, żebym się rozczarowała.
Książka ta jest bardzo przyjemna, lekka ( w każdym słowa znaczeniu ) i pozytywnie nastawiająca do świata. Mówi oczywiście o miłości, ale też i w większym stopniu o przyjaźni. Już sama zapowiedź na okładce jest dosyć zachęcająca "Przyjaciele. Nie można bez nich żyć , ale z nimi- nie można wytrzymać".
I właśnie książka opowiada o grupce przyjaciół, których losy są nierozerwalnie splecione, kontakty są częste, a życie pokręcone, jak życie każdego człowieka.
Narracja prowadzona jest z różnych punktów widzenia tzn. autorzy narratorami zrobili po trochu każdego bohatera i tak właśnie widzimy różne sytuację ( często dosyć komiczne) z punktu widzenia kobiety, mężczyzny, osoby w sytuację zaangażowanej i nie...
Rodzi to dosyć zabawną fabułę, nie pozbawioną jednak sensu. Bo sens jest i wcale się go doszukiwać bardzo nie trzeba. Każdy z nas widzi świat swoimi oczami, każdy go postrzega tak jak chce i nasze wyobrażenia o ludziach oraz zdarzeniach mogą u innych budzić zupełnie inne odczucia i reakcje. Zatem książkę mimo wszystko polecam, a w skali ocen daje jej ***3*** Nie za wiele, ale mimo to warto poczytać np. w tramwaju...

idea

Nie będę tu pisała, że bardzo lubię czytać ( mimo iż kocham), nie będę wyliczała ileż to książek przeczytałam, lecz spróbuję wyjaśnić skąd się pomysł bloga "tego-mego" wziął. 
Inspiracją do tego bloga była książka... hm...niezaskakujące...... i zeszyt.
Połączenie książki i zeszytu zaowocowało tzw. "moimi barankami" czyli wypisywaniem, opisywaniem itp wszystkiego co czytałam od dawien dawna.. I pewnie dalej bym sobie tak pisała w zeszycie, gdyby nie to, że zaczęłam blogami się interesować, ba zaczęłam swojego bloga nawet prowadzić. Jednak wracając do inspiracji...
"Moje baranki" to zeszyt, który założyłam dobrych parę lat temu...najpierw były w nim wypisywane cytaty z książek, które czytałam, następnie to się trochę rozkręciło do mojego opiniowania o nich. I tak sobie czytałam, opisywałam...dla siebie. Aż natknęłam się w jakiejś krakowskiej księgarni na pewną książkę. Książka ta ,to druga część książki przeczytanej przeze mnie jakieś 8 lat temu. Oczywiście odnalazłam zapiski moje o części pierwszej i zabrałam się do czytania... części drugiej. Tylko, że zeszyt się skończył, powoli blakną w nim literki, a idea pisania w internecie zdaje się być całkiem przyjemną, literki nie blakną, a jeśli ktoś będzie chciał czytać to co wypiszę, to będzie dla mnie ogromna frajda. Może nawet po-komentujecie....oby...
Zatem zabieram się do czytania (a czytam notorycznie) i będę starała się na bieżąco wszystko opisywać.