niedziela, 12 grudnia 2010

"Podręcznik złej matki" Kate Long


Nie lubię źle pisać o książkach.Naprawdę nie lubię... zawsze z książki chcę wyciągnąć coś dobrego do opisania....
Tym razem jednak niewiele dobrego mogę o książce napisać. Nie znalazłam w niej tego czego szukałam, nie dostałam nawet ułamka tego czego oczekiwałam.
Po prostu czytałam, bo jak wiecie mam taką manie, że jak zacznę książkę to ją skończyć muszę- no chyba, że mega mocno jest nie do przeczytania. To czasem wysiadam.
Tutaj nie wysiadłam, bo ciągle łudziłam się, że na następnej stronie pani Kate Long czymś mnie zaskoczy, spełni moje oczekiwania choć w rzeczonym ułamku.
Nie spełniła. Książkę przeczytałam dla samego przeczytania. Bo ani mnie nie bawiła, ani nie zaskakiwała, nie wzruszała, nie ciekawiła. No i bardzo denerwowało mnie trywialne podejście do tematu. Bo temat naprawdę trudny.
W jednym domu mieszkają trzy kobiety- każda z innego pokolenia, każda borykająca się z innymi problemami, związanymi z jej sytuacją, wiekiem, naturą-charakterem. Te trzy kobiety nie są w stanie się ze sobą porozumieć, choć są rodziną, choć tak naprawdę tylko na siebie mogą liczyć.
No właśnie...wcale nie jest łatwo żyć pod jednym dachem z nastoletnią dziewczyną, ponad trzydziestoletnią kobietą, której wydaje się, że życie przegrała i staruszką, która już bardziej żyje przeszłością niż teraźniejszością. A w tej książce problemy, które z takiego układu wynikają zostały tak jakoś trywialnie podane, jakby tylko liźnięte, uproszczone i może nie zbagatelizowane, ale nie rozwinięte tak jak mogłyby być.
Autorka prześlizguje się po nich jakby tylko po to, żeby coś napisać. Żeby ciągnąć historię...i żeby ją jakoś zakończyć... 
Nie wiem, może ja tą książkę tak jakoś źle odebrałam, może nie dostrzegłam jej potencjału...
No cóż dla mnie to było takie słabe czytadło, które mogłoby być naprawdę dobre, gdyby wyciąć z niego zbyt proste pojmowanie poruszanych tematów. Miałam wrażenie, że autorka piszę tak by ludzie na pewno zrozumieli o co chodzi, by się bawili tylko czytając, a nie czytali i myśleli. A niestety jest to styl pisania, który owszem od czasu do czasu łyknę, ale na pewno się nim nie zachwycę i nie napisze o nim niczego dobrego.
No cóż książkę oceniam na **2**, słabo było.... oczywiście wiecie, że to moja subiektywna opinia i wcale nie trzeba się nią kierować :)

K. Long, "Podręcznik złej matki", Wydawnictwo REBIS, Poznań 2006, s. 360.

14 komentarzy:

  1. Tak, oczekiwania są zgubne... A czego spodziewałaś się po tej książce?

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo tego, że zbytnio Ci się nie podobała, mnie w niej coś zainteresowało ;D. Raczej nie kupię, ale jak trafię na nią w bibliotece to wypożyczę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Inez-> spodziewałam się jakiegoś takie lepszego ujęcia przedstawionych problemów, spodziewałam się wzruszeń, zdenerwowań, śmiechu... no takiej "głebszości" większej się spodziewałam:)

    Patsy-> ja ją miałam z biblioteki, przeczytaj, może Tobie podejdzie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. ciekawy opis ale skoro mówisz, że nie polecasz to raczej jej nie przeczytam.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dopiero Twój post przypomniał mi że kiedyś czytałam tą książkę, czyli wynika z tego, że raczej niezbyt ciekawa skoro uległa zapomnieniu:))

    OdpowiedzUsuń
  6. A po opisie mi się fajna wydawała.
    Ale jak tak to jakoś specjalnie szukać nie będę ;]

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie zainteresował mnie opis ani nic innego. Nawet okładka jakaś taka nijaka. A skoro oceniasz na 2, to odpuszczę sobie z pewnością.

    OdpowiedzUsuń
  8. Liliowa-> okładka rzeczywiście średnia, choć ja raczej szatę graficzną wydawnictwa REBIS lubie, a tym razem mi do gustu też nie przypadła.

    Viconia-> mnie właśnie opis przyciągnął....

    Marta-> też mi się wydaje, że o niej dosyć szybko zapomnę, niestety...

    Corrupted-> cóż tak jak pisałam wyżej opis mnie zaciekawił, ale potem się rozczarowałam...

    OdpowiedzUsuń
  9. Znów się z Tobą zgodzę- chała to była niestety, chyba nawet bardziej ją "przeskanowałam" niż przeczytałam:).

    OdpowiedzUsuń
  10. Moja koleżanka się nią zachwycała, ale jak się zapytałam czy czytała, to powiedziała, że tylko opis... :D No cóż, widocznie przereklamowana ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Iza-> no ja bym jej drugi raz nie przeczytała i nie poleciłabym jej nikomu więc... :(

    Szfagree-> w sumie nie widziałam jakoś jej na innych blogach, tak wzięłam bo mnie opis zwiódł...

    OdpowiedzUsuń
  12. O, raczej jej nie przeczytam... Ale szczerze mówiąc potrafię sobie wyobrazić jak ta ksiązka jest napisana, bo podobna czytałam ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. No cóż... Szkoda tracić czas na takie książki.

    OdpowiedzUsuń
  14. Wiesz, taki zestaw w domu to coraz bardziej popularny na świecie, a w każdym razie w Europie model rodziny.
    I powoli trzeba zacząć się godzić z tym, że i w tym modelu trzeba dostrzec zalety i umieć się nim ucieszyć!
    pozdrowienia świąteczne!

    OdpowiedzUsuń