poniedziałek, 29 listopada 2010

"Miłość" Toni Morrison


Z czytaniem noblistów mam zawsze problem, a może nie jest to problem lecz strach...
Strach, że nie podołam, że nie zrozumiem, że nie docenię. Ale żeby nie było, że tylko czytadła rozumiem:) to od razu napisze, że "Miłość" mi się podobała. Ba, nawet mnie porwała i zaintrygowała.
Tak....., książka mnie zaintrygowała - bo historia opisywana w "Miłości" Toni Morrison to jakby jedna wielka intryga... wypływająca z każdego kąta. Intryga losu... intryga miłości i nienawiści...

"W dużym pustym domu mieszkają dwie stare kobiety, Christine i Heed. W dzieciństwie były nierozłącznymi przyjaciółkami, choć pochodziły z odmiennych środowisk. Dziadek Christine, Bill Cosey, był jednym z pierwszych czarnych ludzi interesu, właścicielem znakomicie prosperującego kurortu nad oceanem. Będąc już w podeszłym wieku, poślubił przyjaciółkę własnej wnuczki, jedenastoletnią Heed. Od tej chwili łącząca dziewczęta więź zaczęła zmieniać się w nienawiść."
 I to by już wiele wyjaśniało, ale... nie do końca...
Czytając poznajemy głównych bohaterów, wśród których przeważają kobiety i to one nam swoimi losami książkę opowiadają.
Kobiety skupione wokół jednego mężczyzny. Kobiety w jakiś sposób temu mężczyźnie oddane, od niego uzależnione, na nim skupione.
Kobiety, które z miłości swoje życie właściwie przegrały...popadły w nienawiść i się w niej zatraciły. Poznając te kobiety tworzy się nam obraz mężczyzny, który tym ich życiem zawładnął. Zaczynamy rozumieć, możemy oceniać (bo któż tego nie robi?), tworzyć swoje opinie, zastanawiać się dlaczego tak się wszystko potoczyło, gdybać... próbować stawiać się na ich miejscu...poznawać tajemnice, które na życie bohaterek rzuciły duży cień. Cień, który miał zatrważającą siłę rażenia....
Stopniowo dochodzimy do prawdy o ludziach, o wydarzeniach. Tylko nie do końca wiemy, czy jest to całą i niepodważalna prawda... bowiem poznajemy historię z różnych punktów widzenia. A wiadomo, że punkt widzenia ma każdy inny i obiektywny on być nie może. Bowiem prawda jest tyle...ile bohaterek.
Zatem zatapiamy się w tą historię, pozwalamy się uwieść...dajemy sobą trochę manipulować, żeby w końcu...hm... zrozumieć tą ludzką tęsknotę, przewrotność losów, nieobliczalność miłości i uzależnienia. I samo czytanie powoduje u nas wiele emocji...a przecież o to w czytaniu chodzi.


Za te emocje stawiam *****5*****, choć przyznam dziwnie się czuję pozwalajac sobie na ocenianie noblistki. No cóż, ale może trochę arogancko... przyznam, że o to w moim blogu między innymi chodzi, żeby się swoją opinią podzielić, choćby to miało mnie onieśmielać.
Choćby opiniować o książkach noblistów.

T. Morrison, "Miłość", wyd. Świat Książki, Warszawa 2005, s. 232

15 komentarzy:

  1. Myślę, że nie ma co bać się noblistów, tym bardziej ich oceny. Należy pamiętać, że szanownej komisji w/w nagrody też zdarzają się pomyłki (może nie z tej dziedziny, ale najbardziej jaskrawy przykład - Obama!). A książki są pisane dla nas czytelników, a nie dla krytyków, więc nasz głos jest ważniejszy :) A książka zapowiada się super, z milą chęcią się za nią zabiorę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się bardzo ciekawie. Ja też dzięki wyzwaniu zaczęłam przekonywać się do Noblistów. Dotąd miałam o ich twórczości mniemnanie, iż jest to literatura, która połknęła kijka;) Miałam w planach "Umiłowaną", teraz dopisuję też "Miłość".
    Jeśli idzie o ocenianie noblistów, wydaje mi się, ze właśnie to nasze oceny, czytelników są najbardziej miarodajne. Jury to ludzie znający sie na literaturze, ale o książce w odbiorze "zwykłego śmiertelnika" możemy najlepiej wypowiedzieć się my sami:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj, Kaś! Nasze wrażenia po lekturze są bardzo podobne, podpisuję się pod każdym Twoim zdaniem. Ta książka jest wybitnym potwierdzeniem, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Również dałabym 5 :)
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Też zawsze bałam się czytać noblistów: że nie zrozumiem, że za ciężka lektura...ale w tym roku postawiłam sobie takie wyzwanie i przeczytałam 21 noblistów. Tak po kolei cale lata 90te i 2000- 2010. Polecam gorąco. Niesamowita podróż, kilka wyjątkowych książek przeczytałam, ale też znalazły się takie, ze ledwo doczytałam do końca.
    :)Toni Morrison czytałam ale ''Okruchy serca'' i średnie było

    OdpowiedzUsuń
  5. Czeka ta książka na półce i czeka. Być może dzięki Tobie poczeka trochę krócej ;) Nobliści wcale nie są tacy straszni! :) A w każdym razie nie wszyscy. Owszem, Hertę Muller paskudnie mi się czytało i chyba faktycznie jej nie zrozumiałam... Ale na pewno nie ma nic złego, czy dziwnego w ocenianiu noblistów. W końcu nie każdemu musi się podobać to, co spodobało się szanownej komisji ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niby miłość, niby ładnie-pięknie, a ja mam poczucie, że to książka zupełnie nie dla mnie.
    Bywa :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawie się zapowiada, jak mi wpadnie w ręce to przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Planuję przeczytać coś z twórczości tej noblistki, aczkolwiek myślę, że nie w najbliższej przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  9. the book-> no w sumie tak, książki są przede wszystkim dla nas:)

    Mooly-> ja się zawsze trochę boję, ze może niedobrze ksiazkę noblisty odbiorę, ale w sumie ..tak z drugiej strony patrząc to każdy książkę odbiera inaczej:)

    Agatoris-> cieszę się ogromnie, że ktoś tak jak ja książkę ocenia:)

    LOTTA-> ja wiem jedno, że na bank muszę zmierzyć się jeszcze z przynajmniej jedną książką autorki, no i do noblistów może jakoś łatwiej mi będzie podchodzić:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ultramaryno-> no tak:)

    Futbolowa-> w tej książce to nie taka zwykła miłość... daleko jej do romansidła, ale najwyraźniej czujesz, że nie zatem NIE:)

    Viocnia-> witam u siebie:) myślę, że warto ją przeczytać, a mnie w ręce wpadła w bibliotece- pewnie bym jej sama nie kupiła.

    Liliowa-> plany, plany...też tak mam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja w mojej bibliotece to tylko w internetowym katalogu buszuję, między półkami rzadziej, ale i tak zazwyczaj w fantastyce, więc pewnie nawet tam by mi w ręce nie wpadła ;]
    Dlatego lubię blogi, bo zawsze się coś ciekawego wypatrzy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam na półce. Niestety w swoim rodzinnym domu. Kiedyś kupiłam ją na jakiś straganie z wyprzedażami nad morzem za jakieś 5 zł. A tu taka perełka , no proszę!;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Może kiedyś... Może, może, może :)
    Dobra, przyznam się bez bicia - nie podoba mi się okładka i taki trywialny tytuł :D
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  14. Oryginalny tytuł:P Jednka może kiedys przeczytam:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Toni Morrison bardzo lubię. Jedną z najlepszych książek jakie czytałam jest jej "Raj". Ponadto świetna "Pieśń Salomonowa" i "Umiłowana".
    Mam nadzieję, że znajdę czas, żeby przeczytać "Raj" w najbliższym czasie. Do niektórych ksiażek wracam.

    OdpowiedzUsuń