wtorek, 10 sierpnia 2010

"Po prostu razem" Anna Gavalda


Zwlekałam z napisaniem czegoś o tej książce, dlatego, że chciałam zobaczyć jeszcze jej ekranizację. Najpierw napiszę zatem może o książce, a potem opowiem Wam co myślę o filmie.
To było moje pierwsze spotkanie z Anną Gavaldą. Kusiła mnie ta autorka już swoimi innymi książkami, ale jakoś niezbyt miałam ochotę właśnie na "Po prostu razem", inne jej książki też odkładałam- myśląc "kupię może kiedy indziej..." . Jednak któregoś dnia książka sama wpadła mi w ręce- w bibliotece. Następnie poleżała trochę u mnie na półce, a potem zabierałam się do niej jak do jeża. Gdy zaczęłam czytać jakoś nie mogłam wejść w opisywany świat. Jednak cały czas coś mnie trzymało przy czytaniu i nie żałuję, że weszłam w tą historię głębiej.
Bo tu przede wszystkim chodzi o pewną historię. Pewne losy paru- z pozoru zupełnie różnych osób. Camille, Franck, Phillbert i Paulette- osoby nieprzystosowane i poturbowane przez życie. Osoby, które z pozoru właśnie niewiele łączy, ale każda z nich łaknie miłości, szczęścia, ciepła, bliskości i opieki. I to właśnie ich scala, pozwala żyć pod jednym dachem, borykać się ze swoimi ułomnościami, zahamowaniami i bagażem doświadczeń. Dzięki temu wspólnemu mieszkaniu nabierają chęci do życia, otwierają się na innych i ...nie potrafią bez siebie żyć. Stają się przyjaciółmi, parą...rodziną.
Naprawdę wzruszająca, niebanalnie opowiedziana historia. Historia, w którą owszem musiałam się wgryźć, lecz gdy już w niej byłam- popłynęłam razem z nią.

A film.... hm...o dziwo też mi się podobał. Owszem zakończenie (tzn. pożegnanie na dworcu) totalnie zmaszczone, trochę niedociągnięć, trochę minimalnych zmian. Mimo to zdaję sobie sprawę, że przez 1,5 godziny nie da się totalnie odzwierciedlić każdego elementu książki.
Zresztą każdy z nas odbiera inaczej to co czyta, każdy z nas zwraca uwagę na inny szczegół historii w książce opowiedzianej, dla każdego z nas pewne elementy powieści mają inne znaczenie.
Film przypomniał mi też  jak piękny jest język francuski i jak inna w jakimś stopniu jest mentalność Francuzów.
Był taką odskocznią od przeważającego amerykańskiego kina, czasem lubię takie filmy, które nie muszą epatować podkreślaniem (tudzież przerysowywaniem) urody bohaterów (aktorów), nie wszystko musi być dopracowane, lśniące i przejaskrawione. Czasem lubię, gdy film jest jakby prawdziwy... a takie nieodmiennie ukazuje mi się kino francuskie.
Szkoda mi teraz tylko, że tak wiele z tego języka zapomniałam, że cztery lata nauki tak szybko się zamazały.... może by coś z tym zrobić - kołacze się gdzieś taka myśl....

No i ocena  *****5*****- myślę, że warto przeczytać, a ja szukam następnych książek autorki.

16 komentarzy:

  1. Jakoś mnie nie ciągnie do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tego, co pamietam, to jakis czas temu ogladalam film i chyba nawet mi sie podobal, wiec jesli trafie na te ksiazke w bibliotece, to z pewnoscia przeczytam.
    www.kraina-literatury.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Książkę i film już jakiś czas temu 'przetrawiłam'. I jak dla mnie film trochę za bardzo wygładza te kanciaste postacie. A przecież w tych kantach cały urok.....

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam ani książki, ani filmu, jednak nie będę jakoś szczególnie ambitnie się z nimi zapoznawać :)).

    OdpowiedzUsuń
  5. Filmy zawsze coś zniekształcają, dlatego staram się je traktować jak odrębną całość. Coby nie psuć sobie odbioru.
    Tego nie znam. Podobnie książki, ale średnio wpada w moje gusta :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Vampire-> każdego ciągnie do swego:)

    Liliowa-> witam Cię u mnie i zalinkowuję u siebie twojego bloga :)

    Aniele-> też mi się tak wydaje, w książce jakoś dosadniejsi bohaterowie mi się wydawali, zwłaszcza Camille...

    Alino-> nie ze wszystkim trzeba ambitnie:)

    Futbolowa-> ja sie ekranizacji książek zawsze bardzo boję, ta w miarę przypadła mi do gustu, choć książka bardziej:) zresztą chbya zawsze tak mam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Książkę czytałam jakiś czas temu - podobała mi się nawet - filmu niestety jeszcze nie widziałam, ale może kiedyś?:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę obejrzeć - bardzo lubię Audrey Tautou, a do języka francuskiego też mam ogromny sentyment. Kiedyś się uczyłam, niestety wiele uleciało...

    OdpowiedzUsuń
  9. Z przyjemnością przeczytalabym ksiązkę, jednak jak na razie w kolejce czeka masa innych pozycji. Może kiedyś. Jeśli chodzi o film, to już sie zabieram za jego ściąganie,

    Pozdrawiam Lena173
    www.recenzje-leny.blogspot.com
    Serdecznie zapraszam

    OdpowiedzUsuń
  10. Zauważyłam, że odpowiedź "może przeczytam" byłaby bardzo przydatna - muszę umieścić ją na swoim blogu ;). A sama recenzja podobała mi się, choć nie wiem, czy sięgnę po opisywany tytuł, bo jakoś ostatnimi czasy nie mam zbyt wielkiej ochoty na opowieści romantyczne. Ale i tak "Po prostu razem" wędruje na listę "do przeczytania" :).

    OdpowiedzUsuń
  11. Chętnie bym przeczytała tę książkę, ale no cóż... jest wiele innych pozycji,które już na mnie się trochę naczekały. Tak więc za film biorę się jak najszybciej ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Słyszałam o autorce, ale jakoś nigdy nie miałam na nią ochoty. Ale teraz, kto wie? Mam już taką długą listę...

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam ją na liście i tak odkładam, odkładam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Książka bardzo mi się podobała, przeczytałam ją z wielką przyjemnością, ale film ogromnie mnie rozczarował.

    OdpowiedzUsuń
  15. film czeka u mnie na komputerze już od jakiegoś czasu - wyobrażałam sobie denną komedie romantyczną, a za tego typu francuskimi tworami raczej nie przepadam. Ale skoro zachęcasz, mówisz, że mimo przeczytanej książki film przypadł Ci do gustu (co rzadko się zdarza chyba) to jednak mnie to przekonuje. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. No cóż książka jest w moich poszukiwanych. Już od dawna mam chrapkę na jej przeczytanie:)

    OdpowiedzUsuń