piątek, 23 lipca 2010

"Moje życie z Mozartem" Eric-Emmanuel Schmitt


"Moje życie z Mozartem" to moja pierwsza książka Erica-Emmanuela Schmitta. Niektórzy mówili mi, żeby nie zaczynała zapoznawać się z jego twórczością akurat od tej książki. Sama się trochę bałam, że się rozczaruję lub najzwyczajniej w świecie może nie zrozumiem o co chodzi, nie przypadnie mi do gustu itp. Bowiem ta książka jest specyficzna.
Nie jest to czytadło- zresztą nie tego się spodziewałam, nie jest to poezja- tego też się nie spodziewałam, a jednak czyta się świetnie, a język jest naprawdę poetycki.
"Listy do Mozarta" układają się w rodzaj autobiografii pisarza. Opisują fascynację autora muzyką Mozarta- autor sam wybrał bowiem fragmenty utworów, które znajdują się na dołączonej do książki płycie. Listy te ukazują też odrobinę prywatności autora, bowiem każdy list i każda fascynacja opisywanym utworem związana jest nierozerwalnie z pewnym wydarzeniem w życiu E.E. Schmitta.
I jak nie potrafię czytać i robić w tym samym czasie czegoś innego np. słuchać muzyki właśnie- to tutaj słuchanie dołączonej płyty było nieodzowne, muzyka dopełniała książkę, książka jakby dopełniała muzykę.
Lubię też gdy literatura mnie inspiruje. Ta książka zainspirowała mnie do poszukiwania szerszej wiedzy na temat Mozarta oraz poznania jego innych dzieł.
Jestem też niezmiernie ciekawa samego autora. Jakoś dziwnie pewna jestem, że jego dalsza twórczość też przypadnie mi do gustu.
Bowiem warto poczytać też w swoim życiu piękne książki, których język i sceneria zbudowana przez autora przeniesie nas w ten nadzwyczajny świat - niekoniecznie piękny, ale na pewno wart odwiedzenia.
Ta książka była zatem niewątpliwie PIĘKNA, choć krótka- pełna treści....

Stawiam *****5***** i mam nadzieję, że szybko uda mi się dotrzeć do kolejnych dzieł pisarza.

I cytat:
"Optymizm nie ma dziś dobrej prasy; jeśli nie uchodzi za głupotę, to w najlepszym razie za brak przenikliwości. W niektórych środowiskach więcej inteligencji przypisuje się wręcz nihiliście, temu, który pluje na swe istnienie, okrutnemu clownowi, który ciężko wzdycha i powtarza do znudzenia: "Tak czy owak, jest źle i będzie jeszcze gorzej".
Zapomina się, że optymizm i pesymizm wyrastają z tej samej konstatacji: istnieje cierpienie i zło, nasze siły ulecą, nasze dni są krótkie. Pesymista ulega słabości, wyszukuje negatywy, tonie bez walki.
Optymista bierze energiczny oddech i próbuje wydostać się na powierzchnię, szukając drogi wyjścia. Powrót na powierzchnię nie oznacza pójścia na łatwiznę, ale wydobycie się z głębiny mroku na słońce południa, tam gdzie można oddychać."

17 komentarzy:

  1. Ja jeszcze nic nie czytałam tego autora, chociaż na półce mojej mamy stoi "Oskar i pani Róża", a ona był zachwycona tą książczką. Chyba się za nią w końcu wezmę:) A poza tym to świetny pomysł wydania książki z płytą.

    OdpowiedzUsuń
  2. To mnie zadziwiłaś. Ostatnio miałam w łapkach tę pozycję , jednakże myślałam, że to kolejna nuda, bogate w suche fakty biografia. I nie miałam pojęcia, że do książki dołączona jest płyta!:) Jestem po lekturze "Oskara i Pani Róży" - która również jest krótka, a bardzo bogata w treść:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie się Schmidt zawsze będzie kojarzył z Oskarem i panią Różą, bo to jedyna książka tego autora, którą przeczytałam i się nad nią popłakałam oczywiście.
    Wrzucam Twój blog do swoich zakładek. Z góry uprzedzam, że tyle czytam, że ... nie mam czasu wszystkiego komentować:)
    Na szczęście masz u siebie mini ankietkę, którą ja uwielbiam, bo oszczędza mi mnóstwa czasu. Żeby wszystkie blogowiczki zechciały taką zrobić u siebie, to byłoby idealnie. Tylko kto wtedy by komentował?:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Tusieńko-> "Oskar i Pani Róża ponoć jest piękne i śmiem w to wierzyć ,więc będę starała się jak najszybciej przeczytać:)

    Kolmanko-> ja też się naprawdę pozytywnie zdziwiłam, krótka, acz treściwa autobiografia- bądź jej zarys... warto przeczytać, zwłaszcza jeżeli lubi się autora.

    Joanno-> miło mi:) co do ankietki- to rzeczywiście fajny pomysł, lecz widzę ostatnio, że ktoś bez opamiętania klika, że nie przeczyta danej książki, czasem chciałabym też argumentację:) bo nie chodzi chyba tylko o to, żeby kliknąć- mnie się nie robi tym na złość, ale...

    OdpowiedzUsuń
  5. A tak, masz rację , ja też zauważyłam to zjawisko u siebie. Moje podejrzenia są takie, że to ktoś, komu może się naraziłam w jakiejś dyskusji, albo może ktoś z reala, kto mnie bardzo nie lubi. Wiesz, jestem nauczycielką, nie kryję się ze swoją pasją, to ludziska klikają.:) Na zdrowie.

    OdpowiedzUsuń
  6. dokłądnie Joanno na zdrowie im, też mam wrażenie, że niestety nie są to głosy ludzi, którzy naprawdę nie chcą książki przeczytać- bowiem takie kliknięcia rejestruje w tym samym czasie i dosyć długo po napisaniu recenzji...ktoś wchodzi na bloga, klika pod każdym postem- nie przeczytam, jakby myślał, że to zaneguje moją recenzję- to nie o to przecież chodzi. Dlatego lubię, gdy ktoś kto kliknie- powie też dlaczego kliknął:) ale co tam....na zdrowie im:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Schmitt ma to do siebie, że mówi dużo. To jakby lepsza, ciekawa, bardziej dopracowana wersja Coelho. I mniej nadęta. Tej książki akurat nie czytałam, jednak kilka pozycji tego autora mam już za sobą. I mogę tylko polecić, ponieważ się jeszcze na nim nie zawiodłam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Według mnie nie można porównywać Schmitta z Coelho, bo to zupełnie inne bajki. Schmitt to zdecydowanie wyższa półka - jego książki są przede wszystkim przemyślane i nie zawsze mówią "wprost", a Coelho to bardziej lektura dla mniej wymagających czytelników. Ale to moja subiektywna ocena i może się mylę... :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Paideia - to był taki skrót myślowy. Ogromny i będący moim życiowym błędem. Ale oboje zawierają w swoim pisarstwie rady dot. jak żyć dobrze. Tylko Schmitt robi to z talentem i o wiele lepiej. Przyznaję, że się zagalopowałam z tym porównaniem, jednak nie jest ono tak do końca niepoprawne ^^.

    OdpowiedzUsuń
  10. Alino, Paddeio-> nie potrafię jeszcze ich porównać, natomiast wiem, że swego czasu czytywałam Coelho- ale gdy byłam dużo młodsza. Teraz mi nie podchodzi, trochę zbyt nadęty właśnie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dołączam do grona oczarowanych 'Oskarem' - to jak dotąd mój jedyny kontakt z tym autorem, ale mam jeszcze na półce trzy inne jego dzieła [+ dwa kolejne na oku ;)] i pewnie w niedługim czasie po nie sięgnę. Jestem pewna, że warto.

    OdpowiedzUsuń
  12. Schmitt jest jednym z niewielu autorów w którego książkach pomimo, że są tak krótkie, w każdym słowie można znaleźć jakieś przesłanie. Czytałam już min. "Oskar i Pani Róża" czy "Małe zbrodnie małżeńskie" i każda z nich hmm...uwiodła mnie i nie mogę o nich zapomnieć. Po twojej recenzji nie pozostaje mi nic innego jak popędzić do księgarni po tą książkę. Założyłam blog książkowy. Jeśli masz ochotę mnie odwiedzić wejdź na www.ogrod-ksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Futbolowa-> zatem czekam na wrażenia:)

    LadyBlue-> odwiedzę:) odwiedzę:)

    OdpowiedzUsuń
  14. w porównaniu do innych dzieł pisarza to książka jest dość... słaba... także jeśli ta Ci się podobała to kolejne z pewnością też ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo lubię Schmitta :) Tej książki jeszcze nie czytałam, ale na pewno nadrobię :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dominiko-> wydaje mi się, że jest po prostu inna....ale cieszę się i też myślę, że następne też mi się spodobają:)

    Tucho-> myślę, że warto, choć tak jak pisałam wyżej- jest specyficzna:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mi Schmidt kojarzy się głównie z książką "Oskar i pani Róża" , ale także z " Zapasy z życiem". Jednak nigdy nie miałam okazji czytać jego książek, a mam coraz większą na to ochotę.

    OdpowiedzUsuń