wtorek, 20 lipca 2010

"I że Cię nie opuszczę..." Elizabeth Gilbert


Jestem niespełna roczną mężatką. Niespełna, bowiem ślub braliśmy 22 sierpnia 2009 roku. Napisać tu muszę, że (naprawdę bez lukrowania)- był to najpiękniejszy dzień mojego życia...najszczęśliwszy i najbardziej prawdziwy. Nie interesowało mnie nic prócz mojego męża i jego oczu wpatrzonych we mnie. Każdy ostrzegał, prorokował, że na własnym weselu to my się tylko umęczymy, zestresujemy, przeżyjemy jeden z nieciekawych dni i na bank się nie pobawimy dobrze. Jednak my dwugłosem po weselu krzyczeliśmy : było świetnie! Nie wiem skąd dostałam takiego powera, skąd miałam tyle sił i uśmiechu, który mi z buzi nie schodził. Wiem jedno: było warto!
Dodam, że parą byliśmy wtedy już od 6 lat. Za dwa dni minie 7 lat, jak jesteśmy razem....za dwa dni i miesiąc będziemy mieć rocznice ślubu. I dalej wiem, ze było warto... i nie chodzi mi tylko o sam ślub i wesele, warto było zainwestować trochę sił i dużo miłości w ten związek. I choć czasem jest lepiej, a czasem gorzej....to ciągle chcemy więcej...i oby nam to nie minęło.
Skąd taka prywata? Otóż...przeczytałam książkę pani Elizabeth Gilbert   pt.  "I, że Cię nie opuszczę...". Jest to kontynuacja jej wcześniejszej książki (która mi się bardzo podobała) "Jedz, módl się, kochaj", która stałą się bestselerem, przez jednych lubianym, przez innych absolutnie nie. 
Po przeczytaniu książki wyciągnęłam pudełko z kartkami z życzeniami ślubnymi, obejrzałam stronę ze zdjęciami...jednym słowem powspominałam.
Skłonił mnie do tego temat poruszany w książce. Temat zawierania związku małżeńskiego. Bo o tym książka traktuje. Muszę Wam napisać, że gdy kupowałam tą książkę spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Jakiejś opowieści...z akcją...inny wydawał mi się też powód napisania tej książki przez autorkę. Czytając przekonywałam się, że w najmniejszym stopniu nie jest to, to na co się nastawiłam. Jednak nie spowodowało to mojego rozczarowania. Właśnie, że wręcz miło mnie zaskoczyło to co zostało mi ukazane. Polubiłam jeszcze bardziej styl pisania pani Gilbert, polubiłam samą autorkę jeszcze bardziej- bo jak wiemy obie książki są jakby swoistym pamiętnikiem z jej życia, dzięki temu wydała mi się jeszcze bliższa i choć może nie zgadzałam się z jej wszystkimi poglądami na małżeństwo - to wiele z nich podzielałam. Bo właśnie w tej książce razem z autorką dowiadujemy się na czym małżeństwo polegało w dawnych czasach, na czym polega teraz, jakie jest do niego podejście w różnych kulturach, jak usytuowane jest prawnie, jak podchodzą do niego różne kobiety i .....mamy możliwość sami się do tego wszystkiego ustosunkować. Owszem nasza bohaterka instytucję małżeństwa traktuje na początku dosyć negatywnie (zresztą pewnie ze swojego punktu widzenia ma rację), ale w miarę poznawania różnych faktów na jej temat- zaczyna się jakby "oswajać" i....koniec...sami musicie poznać. Mnie się spodobał. Bo ponoć "tylko krowa nie zmienia poglądów"....
Zatem książki nie sposób nie polubić. Możemy się nie zgadzać z teoriami pani Gilbert, jednak ona wcale nam ich nie narzuca...po prostu je opisuje...przez co książkę się naprawdę dobrze czyta.
Polecam...zarówno przed ślubem jak i po. Myślę, że w jakimś stopniu daje do myślenia...
Stawiam solidną *****5***** i mam nadzieję, że to nie koniec mojej przygody z autorką.

Ps. Nasunęłam mi się myśl, że Elizabeth Gilbert o wiele lepiej wychodzi pisanie o sobie, o swoich doświadczeniach, niż pisanie książek typu "Ludzie z Wysp"....Autorka ma bowiem dar mówienia o swoim życiu, który przecudnie przekłuła w dar pisania. Chciałabym choć trochę tak umieć...

20 komentarzy:

  1. Hmmm, po przeczytaniu Twojej recenzji zastanawiam się, czy nie dać jeszcze jednej szansy pani Elizabeth Gilbert, która nie zdołała zyskać mojej sympatii, po tym jak przeczytałam (w mękach) jej opowiadania zebrane w książce "Imiona kwiatów i dziewcząt". Cóż - każdy zasługuje na drugą szansę. Będę dzielna - sięgnę po tę książkę :-) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. To już kolejna pozytywna recenzja tej książki. Już poprzednie zachęciły mnie do niej, ale Twoja definitywnie przesądziła o tym, że tę pozycję zakupię. Bardzo jestem jej ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. JJon-> ponoć (bowiem nie czytałam jeszcze) opowiadania są rzeczywiście kiepskie...mnie np. bardzo nie podobała się książka pani Gilbert "Ludzie z Wysp"...a po "Jedz, módl się, kochaj" sięgnij- albo pokochasz, albo znienawidzisz...ale warto:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Futbolowa-> zatem cieszę się ogromnie;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszyscy zachwalają tę książkę. Hmm... Jakoś byłam negatywnie nastawiona do I części, ale może jednak się skuszę...

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie czytałam tej książki, ale z opinii wnioskuję, iż warto :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam pierwsza część tego i cały czas chciało mi się jeść hehe. Szczególnie dobrze pamiętam jej pobyt we Włoszech. Ostatnio widziałam książki w Biedronce za 29,9zł:)

    OdpowiedzUsuń
  8. I prawidłowo. ;) Zdecydowanie Ci tę książkę polecam, jest wspaniała. Druga część równie dobra, jeżeli nawet nie lepsza. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Paddington-> myślę, że obie są specyficzne i przez to np. nie się podobają...:)
    Kolmanko-> mnie pierwsza część jakoś tak wewnętrznie uspokajała, gdy czytałam...
    Alino-> myślę, że warto, a jaka będzie Twoja opinia mam nadzieję się dowiem.
    Dominiko Anno-> wiesz jedni chwalą inni nie, ale to my sami musimy przeczytać by móc osąd mieć swój...mnie się podobało, "ludzie z wysp" tej autorki zupełnie mi się nie podobali...nigdy nie wiadomo co nam do gustu przypadnie, jedna książka lepsza inna gorsza-ale według nas..

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej ! Bardzo przepraszam, że piszę komentarz nie na temat Twojego wpisu ale mam bardzo dużą prośbę. Chcę zrobić prezent dla mojej dziewczyny, która jest teraz za granicą i tym samym sprawić jej radość kiedy wróci. Jednakże by to zrobić potrzebuję do tego Twojej pomocy. Zgodzisz się mi pomóc ?

    Jeśli tak podaję linka:

    [LINK] -> PREZENT DLA KURCZAKA

    OdpowiedzUsuń
  11. Aż bije od Ciebie miłość i bardzo dobrze :):):):)
    Piękny miesiąc na ślub ten sierpień ( bo mam w sierpniu urodziny;p i mój Rrr też :p).

    Co do książki - z półki spogląda pierwsza część :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tucho-> no to nic tylko się sierpniować:)
    miesiąc na ślub idealny, naprawdę! :) i czekam, że przeczytasz pierwszą część:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Małżeństwo jeszcze przede mną ale warto uzbroić się w wiedzę i poglądy innych. :) z chęcią pewnego dnia przeczytam, może dzień przed ślubem? ;)

    ps: dzięki Tobie jak znalazł mam prezent dla przyszłej panny młodej - dziękuje!

    OdpowiedzUsuń
  15. Anielsko-> cieszę się ogromnie, że CIę zainspirowałam:) a książkę przeczytaj sama:)albo przed albo po ślubie:)

    OdpowiedzUsuń
  16. czytałam Jedz.... i te też przeczytam. Chociaż mam na temat zwiazków małżeńskich ugruntowane zdanie i nikt nie musi mnie zniechęcac czy przekonywac, bo zdecydowanie jestem za (23 lata mężatka, a miałam 20 jak wyszłam za mąż).

    (czy mozesz w ustawieniach dopuścić adres URL jako podpis, bo ja nie lubię używać konta google, a innej opcji dla mnie tu nie ma)

    OdpowiedzUsuń
  17. Eire-> ja też mam wyrobiona opinie na ten temat, ale książka wcale nie chce na nas wywierać wpływu do jej zmienienia..;) teraz już powinno działać z tym URL...

    OdpowiedzUsuń
  18. Ach, to dobrze, że kolejna fajna książka się ukazała! oj, kiedy ja to wszystko przeczytam????

    OdpowiedzUsuń
  19. Słyszałam wiele o książkach pani Gilbert. Także i w bibliotece sporo osób się o nią pyta. A dzięki Twojej recenzji zapewne i ja po nią sięgnę :).

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja czytam tę książkę bez specjalnego zainteresowania. Ot pożyczyłam z biblioteki i wypada przeczytać.

    OdpowiedzUsuń