czwartek, 29 kwietnia 2010

"Przed Świtem" Stephenie Meyer

Zamknęłam ostatnią część serii 'Zmierzch".... i jestem zadowolona.
Nie, nie z tego powodu, że to już koniec (choć to akurat jakoś bardzo mi nie przeszkadza, bo ileż można...), ale z tego powodu, że się jednak zdecydowałam to przeczytać.
Bo mimo tego, iż fantastyka do moich ulubionych nie należy to warto było. Choć nie ukrywam - zwlekałam z przeczytaniem  "Przed Świtem" bardzo długo... może bałam się rozczarowania, może miałam, po trzech wcześniejszych książkach z tej serii, jakiś przesyt... nie wiem sama.
Jednak w końcu przeczytałam i muszę przyznać, że tutaj pani Meyer pokazała klasę. Owszem nie wszystko mi się podobało, trochę kiczem zalatywało, w pewnym momencie byłam trochę znużona, ale... autorka wykazała się ogromną wyobraźnią i nie spoczęła na laurach po wcześniejszych tomach. W prawie w każdym z tomów coś nas zaskakuję, ale w ostatnim to zaskoczeni możemy być do granic możliwości. Z niemal każdej strony wyskakuje nowy fakt... nie nudzimy się raczej... albo nudzić się przynajmniej nie powinniśmy... Dla mnie trochę za ckliwe niektóre momenty, trochę za proste (np. reakcja ojca Belli na jej przemianę) i zbyt pozytywnie ukazane, ale z drugiej strony myślałam czytając, że to książka przede wszystkim dla nastolatek. I tu też pojawił się lekki zamęt w mojej głowie- bo niby dla nastolatek, a książka taka "seksowna" - bo seksualność Belli i Edwarda w tym tomie wybucha z ogromną siłą i ciągle im towarzyszy... Jak dla nastolatek- trochę tego za dużo, a jak dla dorosłego (który temat liznął przynajmniej :-) ) to takie głupiutko, zbyt trywialnie opisane... więc tu miałam mieszane uczucia.
Jedno "ale" miałam też do zakończenia- trochę (aż się sama dziwię, że to piszę) mało drastyczne jak na panią Meyer... tak się łatwo skończyło, że mi się wydawało, że Volturii jeszcze zza krzaków wyjdą i ....ale nie wyszli a wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie, aż do.... nieśmiertelności :)
Ale niemniej książka pisana ciekawie, ze zwrotami akcji, prowadzi czytelnika przez niezrozumiały dla niego świat bardzo sprawnie i zachęca do ciągłego czytania.... i dowiadywania się co tam będzie dalej....a w fantastyce przecież i o to chodzi... żeby nas fascynowało:)
Zatem teraz ocena: i za ten tom i za pozostałe przynaję  *****5*****. Na pewno warto sięgnąć po nie, chocby po to, żeby się przekonać co kiedyś nasze dziecko będzie czytało, a pod drugie... czasem warto poczytać o czymś innym, takim trochę magicznym.....
No i dodać jeszcze muszę, ze przeczytanie ostatniej części sagi zaniżyło mi ocenę przeczytanego niedawno "Intruza" autorki.... teraz wiem, że "Intruz" mi totalnie jednak nie przypadł do gustu....

7 komentarzy:

  1. Kasiu, ja mam całą sagę w domu... i stosunek do autorki wybitnie niejednoznaczny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To ja się chyba za Intruza nie zabiorę, albo kiedyś, kiedyś :D
    Czwarty tom, to tak jak już pisałam u kota w butach - taka wisienka na torcie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam, ja u Ciebie chyba pierwszy raz :-) Kot w butach z przyjemnością przeczytał Twoją recenzję! Świetnie oddałaś to co i ja miałam ochotę napisać!
    Intruza też jeszcze nie czytałam. Wypożyczyłam z biblioteki 2 dni temu książkę Ja, pani woźna, teraz czyta ją moja mama i dawno i wyrażała się o książce w tak górnolotnych słowach więc pewnie wcześniej tamta książka (i cała masa innych z mojego stosika).
    Pozdrawiam słonecznie!
    kot w butach

    OdpowiedzUsuń
  4. A mi się i wampirza saga i intruz bardzo podobały choć zaznaczam wcale ale to wcale nie jestem fanką fantasy ani sf-ów. Także każdy sam musi jednak spróbować i doświadczyć czy intruz równie dobry czynie. Na pewno inny niż saga a o swoich emocjach przy jego czytaniu pisałam u siebie na blogu - a było ich trochę było :)

    A co do sagi przyznam się że chce mi się jeszcze raz zmierzch trzasnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Skarletko-> u mnie też cała saga stoi:) i u SIS- a u mnie dziwnie zaczęło się od filmu... poszłam nie wiedząc na co idę...
    Tucha-> dobre określenie "wisienka na torcie":) a Intruza przeczytaj (mimo, że mi nie przypadł) bo ciekawa jestem i Twojej opinii, będę na nią czekać:)
    Kot-> a witam, witam i zapraszam do obserwowania:) czytałam właśnie Twoją recenzję "przed Świtem" świetna:)
    Madziula-> Saga coś w sobie ma...ciągnie do niej choćby człowiek nie chciał... Intruz to już wiesz co myślę, a teraz idę poczytać Twoje recenzję sagi:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję :-)
    Również dodaję sobie Twojego blogasa do zakładek i zaglądam w starsze notatki słuchając soundtracka z Once.
    Dobrej nocy!!
    Kot w butach

    OdpowiedzUsuń
  7. A mnie czwarty tom ciągle śmieszył. Ckliwy strasznie, okropne uproszczenia w rozwiązywaniu akcji no i brak wojny, która byłaby ogromną zaletą tej książki. Bez pazura - słodziutki melodramat z wykastrowanymi wampirami, które nie mają zamiaru walczyć. Brr.

    OdpowiedzUsuń