niedziela, 11 kwietnia 2010

"Ludzie z wysp" Elizabeth Gilbert

Druga przeczytane przeze mnie książka pani Elizabeth Gilbert.
I jak pierwszą byłam zachwycona, to do tej mam totalnie odwrotne odczucia. Przede wszystkim muszę rzec, że się rozczarowałam. Bo zakładałam (mimo przeczytanych gdzieś wcześniej opinii raczej negatywnych), że się zachwycę po raz drugi, a jeśli nawet nie skończy się "aż zachwytem", to i tak będzie miło... w podobnym tonie do "Jedz, módl się, kochaj..".
Sam opis książki na okładce zapowiada ciekawą historię. Historię o zwykłych ludziach, mieszkających na zwykłej małej wysepce i o niezwykłej miłości. Jednak wątek miłości pojawia się prawie na samym końcu i jest tak bezsensownie ujęty, że można by go zgubić.... Jak mówi opis na okładce, książka miała też ukazać portret specyficznej wyspiarskiej społeczności - i owszem jest on w jakimś stopniu ukazany, ale wszystko jest tak zagmatwane, a z drugiej strony wiele jest w tym opisie pominięte, że właściwie nic nie wiemy o tych ludziach, ponad to, że łowią homary, tym żyją, o to się sprzeczają i nie stronią od alkoholu. Ja ciągle czytając czekałam, że możne na następnej kartce pojawi się coś ciekawego, zacznie się jakaś historia...
A tu ciekawie zupełnie nie było. Bez akcji (co powiedzmy można wybaczyć bo to przecież nie kryminał), wątek główny też jakiś taki jakby zapomniany, a bohaterowie miałcy, bez wyrazu.
Do tego sposób pisania kompletnie nie przemawiający do mnie, ciągłe powtórzenia (miałam wrażenie, że może przysnęłam i dwa razy się za zdanie zabieram, a to nie moje przysypianie), które sprawiały, że czułam się jakby autorka myślała, że musi mi ciągle przypominać, kto jest kto i co jest co... Wydaje mi się, że książka jakiś potencjał ma, ale... nie wiem czy to przez ten sposób pisania, czy przez takie jakby nieumiejętne rozwijanie wątków, podchwytywanie tematów, w moich oczach jest niestety klapą. Owszem doczytałam do końca, ale tak jak pisałam wyżej, ciągle miałam nadzieję, że książka mnie jednak czym zaskoczy, że wyjdzie zza kartki zaraz jakaś mroczna tajemnica i rzuci ciekawy cień na całość.
Teraz niestety nie wiem sama czy sięgać po następną książkę Elizabeth Gilbert - bo znowu gdzieś przeczytałam, że "Imiona kwiatów i dziewcząt" też są kiepskie. Nie wiem tylko czy jest sens się samemu o tym przekonywać. No ewentualnie jak na nią w jakiejś bibliotece sama wpadnę...  wtedy gwoli doświadczenia ją przeczytam.
Pora zatem na ocenę, niestety niską - **2** ... aż serce boli, bo tak się dobrze zapowiadało....

5 komentarzy:

  1. He, zabieram się do lektury i zabieram, miałyśmy wrażenie porównać, i jakoś nie mogę się zabrać. Miałam nadzieję, że napiszesz o niej milej i to mnie zmotywuje, ale po tym, co przeczytałam, pewnie sobie jeszcze trochę na półce poleży.

    Pozdrawiam

    Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie Aniu bałam się, że Cię moją recenzją mogę zniechęcić, a nie chciałam, aż tak na Ciebie wpłynąć :). Przeczytaj :) porównamy swoje odczucia- bo przecież mogą być skrajnie różne:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasiu,

    doszłam do tego samego co i Ty wniosku. Jedz, módl się i kochaj" bardzo mi się spodobało, więc sięgnęłam po jej "Ludzi z wysp". I odłożyłam z żalem, nie zaintrygowała mnie jak poprzednia...

    "Imion..." nie czytałam, jeśli wpadnie w me ręce, dam znać!

    OdpowiedzUsuń
  4. to czekam więc:) ale jednak coś z tymi "ludźmi..." jest nie tak, bo naprawdę wiele osób ma podobną do nas opinię...

    OdpowiedzUsuń
  5. mnie w przedniej ksiazce"jedz,modl sie i kochaj" spodobal sie jedynie tytuł, bo treśc nie byla zbyt wartosciowa-tak uwazam.Jednak ksiazka "ludzie w wysp" przekonala mnie ze juz nigdy nie siegne po te autorke.Ksiazka zanudzila mnie.Niestety.Dziwi mnie to czemu ta pani stala sie taka popularna?jest wielu swietnych autorow a duzo mniej znanych..jednak nie ma to jak dobra reklama ksiazki...

    OdpowiedzUsuń