niedziela, 7 marca 2010

"Ultrafiolet" Serge Joncour


Książkę tą upolowałam już dawno temu, za jakieś symboliczne 5 zł. na wyprzedaży w Matrasie. I się zastanawiałam czemu ona na tej wyprzedaży jest, i czemuż ona taka tania? Czy taka kiepska? Czy nikt nie kupuję bo nie rozreklamowana? Ta druga myśl wygrała, pomyślałam, że oczywiście ( może i profanką jestem) ja o tej książce nie słyszałam nigdy, ba o pisarzu też, więc może słaby marketing ma. No i kupiłam i myślę, że było warto. Pochłonęłam ją w jakieś 2 godziny, wracając do rodzinnego domu, oczywiście autobusem:). Ja to w ogóle lubię czytać, gdy jadę, a krajobraz zza okna znam na pamięć i szczerze powiedziawszy nic w nim ciekawego nie ma. 
"Ultrafiolet" to psychologiczny kryminał, rewelacyjnie ukazujący złożoność rodzinnych relacji, złudzeń jakie nas otaczają i jakie sami sobie tworzymy. I tak właśnie przystojny Borys- główny bohater, który pojawia się w rezydencji pewnej rodziny, przedstawia się jako najlepszy przyjaciel syna państwa domu,  potrafi stworzyć wokół siebie takie pozory, że nie wiemy, kim jest i dlaczego taki jest, no i przede wszystkim dlaczego na wyspie się znalazł i w jakim celu.
Książka jest od samego początku pełna pytań, niedomówień i tajemniczości. Niby wszystko wiemy, ale jednak cały czas czegoś nam brakuje, jakiegoś maleńkiego szczegółu, i gdy już wydaje się nam, że go odkryliśmy, to wydarzenia skutecznie rozwiewają nasze wyobrażenia. Lubię być w trakcie czytania zaskakiwana, a tu byłam. I w napięciu czekałam co tam zza kolejnej strony wyjdzie.
Szkoda tylko, że objętościowo to tylko sto pięćdziesiąt parę stron, ale na nich zostało zawarte wszystko to, czego czytelnik by mógł chcieć od tego typu opowieści. 
Polecam. A książkę oceniam na *****5*****
Ps. Mnie spodobała się też okładka....a to czasem ma dosyć duży wpływ na kupowanie przeze mnie książek.

8 komentarzy:

  1. Witaj,
    Mnie też ta okładka intryguje. Na książkę natknęłam się kilkakrotnie w bibliotece osiedlowej, ale nie wyczułam przeznaczenia :) Twoja recenzja sprawiła, że postanowiłam następnym razem jej nie przeoczyć.
    Miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam o tej książce, ale nie miałam jeszcze przyjemności :)
    Mnie intryguje nie tylko okładka,ale i tytuł.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Lireal-> cieszę się bardzo, że Cię zaciekawiłam:) daj znać jak przeczytasz, czy się z moją opinią zgadzasz, a teraz pozwoliłam sobie dodać do obserwowanych Twojego bloga:) pozdrawiam
    Tucha-> polecam:) myślę, że warto, tytuł rzeczywiście też mnie zaintrygował.

    OdpowiedzUsuń
  4. To i ja dołączam do grona zaintrygowanych, bo z recenzji wynika, że jest w niej wszystko, co lubię: intryga, tajemniczość i... imię Borys, które to być może kiedyś nadam swojemu synkowi:p O ile będę go miała:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooo, czytaj szybko "Intruza", bo chętnie zasięgnę rady, czy warto, zanim sama się zabiorę:) Póki co utknęłam na "Klubie Dantego" - jeszcze stu stron nie przeczytałam, a już nie wiem kto jest kim:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Skarletko-> śliczne to imię Borys- u mnie niestety nie przejdzie bo Mąż Miły się buntuje...więc kiedyś muszę urodzić córeczkę :)
    A "intruza" czytam i czytam, myślę, że skończę najpóźniej do środy i całkiem przyjemnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiedz mężowi, że kto rodzi, ten decyduje :) Chociaż - może nie mów, po co mają być kłótnie w rodzinie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja nie lubię czytać w autobusie, a raczej nie mogę :( Ale w pociągu - i owszem!
    A swoją recenzją mnie zainteresowałaś. Poszukam książki w mojej bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń