poniedziałek, 1 marca 2010

"Jedz, módl się, kochaj" Elizabeth Gilbert


Książkę tą przeczytałam jakieś parę miesięcy temu, pożyczyłam mi ją moja przyjaciółka. Przyjaciółka książkę skrytykowała, stwierdziła, że przebrnąć przez nią nie może, że to jakaś fanaberia i nuda jest. Ale ja się nie dałam ! Mimo wszystko książkę przeczytałam i ...... miałam zdanie zupełnie inne od przyjaciółki. Zupełnie ! Książka jest historią wielkiej, niesamowitej podróży, którą zapoczątkowała tragedia ( jaką może być rozwód) ,ale wszystko jednak kończy się pomyślnie- tak jak czasem musi być, żeby chciało się innym żyć. 
Książka, mimo, iż czytana przeze mnie w większości podczas jazdy autobusem (do pracy) to dawała mi jakiś taki spokój wewnętrzny, jakąś rewelacyjną ciszę duchową- o ile takowa istnieje- wśród hałasu, spalin i różnych dziwacznych ludzi.  Mimo, iż raczej nie przepadam za książkami opisującymi różne podróże (pewnie z zazdrości, że nie mogę ich odbyć) to te opisy były dla mnie tak inspirujące, tak ciekawe, że nie mogłam się oderwać od czytania, a moja wyobraźnia pracowała na pełnych obrotach. Książka jest niesamowicie pogodna, pełna optymizmu, ale też z odpowiednią dozą smutku. Słowa jakby płyną do czytelnika, trudne nazwy miejsc nie sprawiają, że język przypomina supełek po ich przeczytaniu, a akcja rozwija się spokojnie- nie za szybko, ale i nie za wolno. I owszem w pewnym momencie chciałam, żeby autorka z opisywanego kraju nie wyjeżdżała- bałam się, że opis następnego kraju, jaki odwiedzi będzie zbyt pompatyczny, jednak jak już tam zawędrowała, to chciałam, żeby książka się nie skończyła. Niesamowita jest też szczerość uderzająca z tej książki, wszystkie opisy radości i kłopotów na jakie autorka natrafia, są tak szczere, że czytelnikowi wydaje się, że dotyczą one właśnie jego- mimo iż nie znajduje się on właśnie np w Indonezji... 
Książkę przeczytałam błyskawicznie i błyskawicznie ruszyłam w poszukiwania następnych dzieł autorki... i już mam nawet jedną, i za niedługo się do niej dobiorę- mam nadzieję tylko, że będzie równie dobra. 
A co do oceny to ******6****** - w pełni zasłużona.

7 komentarzy:

  1. Uwielbiam to!
    Jedna książka, a różne odczucia:)
    Jeszcze nie czytałam,czeka na mnie na półce.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam tę książkę! Czytałam ją w takim momencie życia, że prosta prawda, iż czasem, aby byc szczęśliwym, wystarczy objeść się makaronem bardzo trafiła mi do przekonania:) Ale opowiadania Gilbert już mi niestety mnie podeszły...

    OdpowiedzUsuń
  3. Podzielam opinię Skarletki. "Imiona kwiatów i dziewcząt" nieco mnie rozczarowały:(

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem w trakcie, bardzo mi się podoba
    (www.notatkicoolturalne.blox.pl)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja chyba będę w tej mniejszości. Niestety książka mi się nie podobała na tyle, że nawet nie dotrwałam do końca. Przyznaję, że opis podróży po Włoszech był ciekawy i nawet zabawny. Był ciepło i miło z kilkoma ciekawostkami, które pamiętam do dzisiaj. Potem niestety nudziłam się na śmierć. Nic kompletnie do mnie nie trafiało. Do przystanku nr. 3 podróży niestety nie dotarłam. Za to z niecierpliwością czekam na film. Co prawda nie ze względu na treść, tylko ja Javiera Bardem'a :-).

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja podobnie jka Miss Jacobs, nie koniecznie znajduje pole do zachwytu tą pozycją. Generalnie utknęłam na pierwszym kraju i ani rusz dalej! Może jeszcze kiedyś dam jej drugą szansę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie tez się bardzo podobała. To nie jest wybitna literatura, a mimo to ważna dla mnie pozycja. Mogłam się bez problemu zidentyfikować z bohaterką. Ja też mam swój plan podróży, gdyby w życiu mi nie wyszło (tfu tfu, na psa urok), zresztą również obejmujący Indie. Ale do innych książek Gilbert mnie nie ciągnie, opisy nie wydają mi się zbyt interesujące.

    OdpowiedzUsuń