poniedziałek, 22 lutego 2010

"Żona mormona" Irene Spencer

"Druga z dziesięciu żon, matka trzynaściorga dzieci"
Brzmi ciekawie, prawda? Absolutnie nie mam tu na myśli pozytywnych aspektów bycia jedną z dziesięciu ( jeśli w ogóle takie być mogą). Brzmi ciekawie ze względu na egzotykę tej sytuacji. 
Tak więc książkę ową zakupiłam pełna ciekawości, bo o Mormonach wiedziałam tyle co w encyklopediach piszą. No i owszem wiedzę swą pogłębiłam, trochę...
Szczerze mówiąc nie do końca wiem, co o tej książce myśleć. Czytało się ją ciężko- jak na książkę autobiograficzną - i z ciągle mieszanymi uczuciami. Bo tak,... człowiek nie wie czy ma współczuć autorce, czy ze spokojem przyjmować to co ona opisuje, jako jej wybór. Czy powinien czytać to jako opis wiary mormonów czy jako opis totalnych wypaczeńców.... Czy wybór tej kobiety ( tak długo znoszony) był skutkiem miłości, czy może po prostu wychowania w mormońskiej wierze. 
Książka obfita jest w wiele opisów dotyczących nakazów i zakazów wiary mormońskiej, jednak brakuje w niej emocji. Owszem autorka opisuję w jakimś stopniu jakie miała uczucia w danej sytuacji, ale .... jest to trochę bez życia. Oczekiwałam, że ta książka sprawi, że stracę dech w piersiach ( przecież porusza tak bulwersujące tematy), a tu tylko oddech miałam lekko wzburzony- gdy mój umysł dziwił się, dlaczego ta kobieta się na to godziła - zwłaszcza, że miała obok siebie ( oprócz tych wszystkich fanatyków mormońskich) pełno normalnych ludzi, żyjących zupełnie inaczej- bez upokorzeń, brudu i co najmniej dziwnych praktyk- poligamicznych. Zwłaszcza jest to irytujące wtedy, gdy autorka sama zauważa ten "inny świat" i wyczytać można, iż chciała by w nim żyć. W końcu decyduje się na życie w tym "niemormońskim" świecie...jednak jak sama pisze : "Długo walczyłam sama ze sobą, by ostatecznie wybrać wolność, lecz okazało się, że moje trwające dwadzieścia osiem lat małżeństwo zakończyła tragedia". Dopiero końcówka książki w jakiś sposób wyjaśnia ( bądź usiłuje) nam emocje autorki, jej sposób patrzenia na cała tą sytuację. Niestety wtedy książka się kończy, a dla mnie było to za mało jednak. 
Mimo to książkę warto przeczytać - choćby jako inne niż encyklopedyczne- poznanie kultury, wiary mormonów-poligamistów.
Ocena książki : ufff znowu ***3*** ... tylko.



2 komentarze:

  1. Książka opisuje raj dla facetów! Ci to mieli dobrze, każdej nocy inna laska. A kobiety to jakieś idiotki z autorką książki na czele! I to wszystko pod szyldem Pana Boga. Szokuje mnie tylko niezliczona liczba dzieci, wnuków i prawnuków! To tak, jakbyśmy czytali o rozmnażających się królikach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że komentarz powyżej został napisany przez osobę która nie przeczytała książki. Nie należy zapominać, że dzieci wychowujące się w tej sekcie nie mają odpowiedniej edukacji, dostępnych jest im jedynie kilka książek "religijnych", są odcięte od świata zewnętrznego a z każdej strony jak mantrę wiecznie powtarza się im zasady wiary i ich przyszłego życia. Każde wątpliwości takiego dziecka natychmiast są uciszane. Mając to wszystko na uwadze łatwiej jest zrozumieć podejmowane przez kobiety wybory, a raczej wyrażanie zgody na decyzje innych. Ich mózgi są całkowicie wyprane. Wiele kobiet decydujących się na odejście od poligamii przez wiele miesięcy lub nawet lat przystosowuje się do normalnego życia którego do tej pory nigdy nie znały a nawet nie chciały poznać gdyż było ono złem wcielonym. Myślę, że trzeba być dla tych kobiet (ale też dla wielu mężczyzn) bardziej wyrozumiałym. Napiętnować powinno się natomiast ludzi odpowiedzialnych za tę sytuację czyli tzw proroków i inne wysoko postawione osoby mające wpływ na życie tysięcy mormonów. To oni skazują niewinne dzieci na całe dorosłe życie pełne cierpień.

      Usuń