poniedziałek, 22 lutego 2010

"Marina" Carlos Ruiz Zafon

"Wspominamy tylko to, co się nigdy nie wydarzyło"

I już po przeczytaniu tych słów byłam w książce zakochana. Ale oczywiście nie tylko z tego powodu. Najpierw urzekła mnie przedmowa autora- odebrałam ją tak, jakby sam autor mówił do mnie- co naprawdę mnie przekonało do dalszego czytania. Dalej było już tylko lepiej, ...i lepiej,... i lepiej...
Świetny język, zachwycające opisy, doza grozy, dawka tajemnicy (spora dawka) i kropla miłości.
Bohaterzy lekko rozmyci- co w tej książce dodaje im uroku, akcja prowadzona wyśmienicie, a sama fabuła choć nierealna to zachwycająca (a może właśnie dlatego?). Książkę czyta się z zapartym tchem, a jak już jesteśmy blisko końca, to chcemy odwlekać go jak najdalej.
Książkę wcześniej przeczytała moja siostra (była prezentem ode mnie), podobała jej się bardzo i powiedziała mi, że będę się bała zasnąć- ja się jakoś tak bardzo nie przestraszyłam ( mimo, iż wiele opisów nie należy do łagodnych), ale emocje we mnie wzbudziła ogromne. A na końcu się popłakałam. Tego właśnie w książkach szukam, jeśli książka mnie poruszy, spowoduję, że się śmieję lub płaczę, robi mi się źle lub radośnie to właśnie jest TO. A odnosząc się do cytatu to cieszę się, że się to wydarzyło, że książkę przeczytałam... a wspominać i tak ją będę.
W związku z powyższym książkę ocenić mogę na totalne ******6******. Dodam tylko, że to była moja pierwsza powieść tego pisarza, następne stoją spokojnie w kolejce do czytania.

7 komentarzy:

  1. A ja się przyznaję od razu, że tego pisarza nie przeczytałam nic. Powtórzę: nic :) Trochę wstyd, wiem. Ale nadrobię to na 100%. Fajny blog się zapowiada, czekam na dalsze recenzje:)

    OdpowiedzUsuń
  2. a dziękuję bardzo:) coś niedługo skrobnę, jednak na razie wszystkie książki w pudłach...przeprowadzki czar... a mnie ogarnia czarna rozpacz ! pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uuu, niecierpię przeprowadzek, a zaliczyłam ich już kilka. Łączę się w bólu rozpakowywania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja musiałam polubić przeprowadzki. I wiecie co? Polubiłam. Kolejna już za rok!;)Aha, rada praktyczna: warto opisywać każde pudło i pakować posegregowane rzeczy. Poza tym przy okazji przeprowadzki pozbywam się bez żalu wszystkich "przydasi" i robię się taka lekka...
    Odwagi, Kaś!;)

    OdpowiedzUsuń
  5. moja droga Beatto:) ja już jakieś dwa tygodnie temu po przeprowadzce;) cała i zdrowa, przeżyłam:) i fajnie jest :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chwyt zastosowany przez Zafóna, ten właśnie wzruszający do łez na koniec, nie ukrywajmy, choć skuteczny to tani... I do przewidzenia mniej więcej w połowie książki.
    Mimo to Zafón ma przyjemne, lekkie pióro, a w "Marinie" jest coś magicznego, co na myśl przywołuje mi wspomnienia o książkach z dzieciństwa, to baśń. Realizacja mojego marzenia z dzieciństwa o tym, co książka mieć powinna.

    OdpowiedzUsuń
  7. Żałuj, że nie zaczęłaś od "Cienia wiatru" i "Gry Anioła".
    "MArina" jest cudowna, naprawdę niesamowita, ale przeczytaj "Cień Watru". Wtedy będziesz uwielbiała Zafona jeszcze bardziej ;)

    OdpowiedzUsuń